Rynek z komiksami o Kaczorze Donaldzie w Polsce się naprawdę rozrósł. I bardzo dobrze, choć czasem brak mi już czasu na czytanie tego co się ukazuje. Z drugiej strony Kaczora i jego rodziny nigdy dość, niczym dobrych odcinków Miodowych Lat – doza nostalgii i uniwersalnego humoru. Jak się okazuje, nowy tom z serii Włoski Skarbiec to może nic specjalnego, ale warta uwagi publikacja, zwłaszcza dla najbardziej zatwardziałych fanów.
Przełom wieków
Już na samym wstępie dowiadujemy się, że najnowszy tom obejmuje lata 1995-2005. Pierwszy komiks zaś to Oscar Stulecia, który to został stworzony, aby uczcić wiek istnienia dziesiątej muzy. Jak się okazuje, nagroda ta trafia do Donalda, a jej świadkiem jest dziennikarz Kwazka, będący przerysowanym autoportretem samego Cavazzano. Sam komiks jest też o tyle ciekawy, że artysta próbuje przerysować ikoniczne momenty, w których występował sam Kaczor na przestrzeni lat, a dodatkowy smaczek sprawia fakt, że wydaje się, jakby postacie próbowały łamać 4 ścianę. Kolejną historią jest Komisarz mimo woli, który przyjemnie różni się od „typowych” kryminałów w świecie Myszki Miki. Sama gra słowem – jedna z postaci nazywa się jak tytułowy bohater film Psy – Franc Mauer, oraz zdemaskowany Fantomen (co jest rzadkością) robią naprawdę dobrą robotę i zachęcają po sięgnięcia po tą historię. Dodatkowo dodam, że komiks ten pojawił się w jednych z pierwszych tomów serii Komiks Gigant, podobnie jak jednostronicówka Taniec z Gwizdkami.
Jednak kilka wpadek
Kolejne historie są już mocno przygodowe – Zimna woda złota doda oraz Kolos z Rodos, w których pojawia się nowa przyjaciółka Mikiego i Goofy’ego – Eustazja. Cóż opowieści te nie zawodzą fabularnie, ani graficznie, ale jednak jak większość historyjek z tomu, były już na naszym rynku. Praktycznie tylko Oscar stulecia zadebiutował w Polsce, a ze względu na okoliczności wydania stanowi klejnot koronny. Niestety brak jakiegoś motywu przewodniego, jak ma to miejsce w innych wydaniach ekskluzywnych z Kaczkami, sprawia, że wciąż jest to ”Gigant na sterydach”. I choć mam ochotę, żeby nie kończyli tej serii, to nie jestem jej wielkim, bezkrytycznym fanem. I również perfekcyjny przekład Jacka Drewnowskiego mnie do tego nie przekona. Wciąż to komiksy włoskie, które są dobre, ale w moim odczuciu są niestety sporymi tasiemcami i nie porywają tak jak te amerykańskie, ani nawet skandynawskie czy te Vicara, który co prawda podniesie nam kąciki ust w górę, lecz nigdy nie wzbudzi większych emocji jak te wyżej wymienione.