Wieczny ogień
Jeśli prześledzicie mitologię świata Hellboya, czy raczej Anung Un Ramy, wszystko zaczęło się od Vrila – świętego ognia, źródła życia, magii i śmierci. To z niego powstały smoki Ogdru Jahad, których liczne potomstwo sprowadziło koniec czasów. To on napędzał prawie wszystkie sekretne stowarzyszenia, kombinujące, jak by tu sprowadzić przedwieczne potwory do naszego wymiaru, a przy okazji zyskać władzę i potęgę. Oraz wyhodować nową rasę ludzi, lepszych niż nieszczęsne łyse małpy niemające zielonego pojęcia o magii. To pozostałości wiedzy Hiperboreadów, kapłanów Vrila, „pierwszej rasy”, napędzały przepowiednie mówiące o Bestii Apokalipsy.
Hellboy, Liz, Abe — wszyscy ci „odmieńcy” pracujący dla Biura Badań Paranormalnych i Obrony całe życie walczyli nie tylko ze złem, ale także z tak zwanym losem. Mieli przynieść zniszczenie i upadek, dać początek ulepszonej ludzkości, żyć po to, by wpisać się w czyjąś interpretację legendy o tym, co było i będzie. Postanowili pokazać, że są kimś więcej niż pionkami na przedwiecznej szachownicy. Jak wiecie, Hellboyowi się nie udało. Na swój pokrętny sposób sprowadził na świat koniec, marudząc i wypierając się swojej roli. Dziwna Bestia Apokalipsy, którą jednak dopadło przeznaczenie. Czy teraz Biuro i jego „superbohaterowie” dadzą radę powstrzymać ostateczny upadek? W końcu potworne Ogdru Hemy zostały pokonane już kilka odcinków temu…
Wielki marsz
Od jakiegoś czasu B. B. P. O i spin-off Abe Sapiena mają charakter powieści drogi. Pojedynczy bohaterowie, sekciarskie grupki, a wreszcie ogromne ludzkie masy przemieszczają się po spustoszonych terenach w poszukiwaniu… czegoś. Oczekują lepszego końca, słyszą wołanie nakazujące im marsz, ucieczkę, znalezienie kogoś lub czegoś. Stają się bieżeńcami, bo ich dom spłonął lub zapadł się pod ziemię, często razem z resztą miasta. Tym razem uciekinierów bierze pod swoje skrzydła demoniczna dziewczynka, Warwara. Jak myślicie, poprowadzi ich do bezpiecznego schronienia czy może w środek ostatecznej bitwy? I właściwie po co, skoro apokalipsa i tak dzieje się w najlepsze?
Samo Biuro też pozostaje w drodze — porusza się wielkim, radzieckim samolotem stanowiącym obecnie jedyne HQ organizacji. To stąd wysyła żołnierzy do walki z potworami, tymi mniejszymi, które mimo wszystko skutecznie sieją spustoszenie. W końcu nowa era ma należeć właśnie do nich. Agenci B. B. P. O. walczą ulubionymi środkami Hellboya – bronią palną i kopniakami, ale także Vrilem; ogień Liz okazuje się najskuteczniejszy w starciu z monstrami, które urodziły się przecież właśnie z niego.
Jak możecie się domyślać, na kadrach zobaczycie chaos pełen ludzi, krwi, potworów i płomieni. Zdarzy się walka mieczem, w którym zaklęty jest święty ogień. Momenty spokoju to przede wszystkim sceny w biurze, ale i one szybko przechodzą w bieganinę lub nawał katastrof monitorowanych na ekranach obserwowanych nieustannie przez pracowników B. B. P. O. Cały ten album to mroki, szarości, pomarańcz i czerwień — nawet Sebastian Fiumara, który dał nam najbardziej przejrzyste strony z tomu Abe Sapien. Mroczne i straszliwe będzie tu nieodróżnialny od pozostałych rysowników (przynajmniej jeśli chodzi o barwy, zmiany kreski zauważycie). Laurence Campbell, odpowiedzialny za większość rozdziałów, niemal obrysowuje zdjęcia, przy czym zostawia na rysunku ziarnistość charakterystyczną dla matowych wydruków. Zobaczycie to najwyraźniej pod koniec albumu. Trafią się też fragmenty samego Mike’a Mignoli — w tym finał historii Hellboya i Biura.
„Wszyscy już umieraliśmy raz czy dwa”
Na koniec świata nie mogło zabraknąć Bestii Apokalipsy, jakkolwiek byłaby zniechęcona całym tym bajzlem. Hellboy wraca z martwych, żeby pokopać trochę tyłków i posmęcić w towarzystwie przyjaciół. Dowiedzieć się, kto zniknął bezpowrotnie. Zrozumieć znaczenie przepowiedni.
Znany diabeł ma bardzo żałobny nastrój. Owszem, agenci Biura walczą zażarcie i twierdzą, że wygrana jest możliwa. Przecież tyle już udało się posprzątać. A jednak są zmęczeni, jak cała Ziemia, a może nawet ludzkość. Ogień powoli się wypala, na miejsce jednego pokonanego gigantycznego robala wyrasta tuzin nowych albo stado mniejszych, równie śmiercionośnych drapieżników. Jak miałoby wyglądać sprzątanie po tym wszystkim? Czy naprawdę przyszłość ludzi, „drugiej rasy”, jest pod powierzchnią globu? W jaki sposób spełni się ta część przepowiedni? W końcu nikt tu nie ma złudzeń, że los to przewrotny skurczybyk.
Dwadzieścia pięć lat błądzenia po legendach i ludowych opowieściach, po transformacjach, snach, koszmarach. Zamykając ten tom, wcale nie czułam niedosytu, chociaż będę tęsknić za bohaterami Mignoli. Apokalipsa została domknięta czy może zakończenie jest otwarte? Czy na bohaterów czeka Walhalla? Odpowiedzcie sobie sami.