Lost in Time wynajduje rozmaite perełki, a na swoim koncie ma już sporo intrygujących komiksów fantasy. Ofiarnicy Ricka Remendera również zaliczają się do tej kategorii. Pytanie tylko, czy mają w sobie coś na tyle oryginalnego, albo intrygującego, aby wybić się spośród innych tytułów?
Bogowie kontra śmiertelnicy
Po przeczytaniu takiego opisu na okładce Ofiarników: „Teraz nadchodzi czas zapłaty, syn – od którego oczekuje się poświęcenie wszystkiego (…) oraz zamożna i zdecydowana zniszczyć tę utopię córka, muszą się sprzymierzyć”, spodziewałem się mało oryginalnego komiksu. I już po kilku stronach przekonałem się, że się jednak myliłem, ponieważ zafascynowało mnie to uniwersum. Uwielbiam mitologię, a w Ofiarnikach autorzy przedstawiają świat wypełniony bogami. Najważniejszy z nich Rokos jest ucieleśnieniem Słońca, a jego małżonka to Luna, bogini Księżyca. Już sam ten aspekt wystarczył, abym wsiąkł w ten świat – po prostu uwielbiam takie klimaty. Akcja toczy się dwutorowo, z jednej strony obserwujemy życie na ziemi z perspektywy Gołębia, a wydarzenia rozgrywające się w niebiosach relacjonuje córka Rokosa – Soluna. Gołąb nie ma łatwego życia, rodzina traktuje go niczym parobka, ale nie ma co się dziwić, bo został przeznaczony na ofiarę. I już na początku tego komiksu nadchodzi ten dzień, gdy przybywa Przodownik i zabiera dzieci ze wszystkich gospodarstw. Soluna żyje w przepychu i niczym nie musi się martwić, ale jest ciekawska na swoją zgubę niestety, bo ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Przyznaję, że wciągnąłem się w tę historię. Z przyjemnością obserwowałem balujących bogów, a jednocześnie współczułem Gołębiowi ciąganemu na łańcuchu przez Przodownika. Trafiło się też kilka mocnych, niespodziewanych momentów. Nie zaskoczyło mnie, że Rokos, jak przystało na najważniejszego boga, ma kochankę, ale za to, co wydarzyło się później między nim, a jego żoną – mnie zszokowało.
Barwne gołębie
Za oprawę graficzną odpowiada Max Fiumara, ale przede wszystkim chciałbym wspomnieć, że kolory nakładał Dave McCaig, bo to właśnie one zwróciły moją uwagę. To jest niezwykle barwny komiks – wygląd postaci i te żywe kolory robią wrażenie. Choćby rasa gołębi wygląda przepięknie w błękitnym upierzeniu. Najmniej podobają mi się z wyglądu ludzie, ale wszystkie inne człekokształtne istoty, a przede wszystkim bogowie prezentują się przecudnie. W przypadku tych ostatnich najlepsza jest scena, gdy przechodzą przemianę – fenomenalnie to przedstawili! A dodajmy do tego galerię przepięknych okładek, w tym jedną stworzoną przez Mike’a Mignolę. Jakby tego było mało, nie zabrakło też kilku stron szkiców.
Czy warto zostać ofiarnikiem?
Ofiarnicy od razu przykuli moją uwagę, jak zresztą prawie każdy komiks wydawany przez Lost in Time. Jest tu naprawdę kilka świetnych motywów i prawdę powiedziawszy na tym etapie historii ciężko mi powiedzieć, jak to się wszystko potoczy. Czy będzie z tego naprawdę genialna, zaskakująca opowieść czy koniec końców, jak sugeruje opis z tyłu okładki, okaże się ona dość przewidywalna? Niemniej wierzę w ten tytuł i czekam na kolejny tom, bo po prostu uwielbiam takie klimaty. Już się nie mogę doczekać, aby przekonać się, co wydarzy między bogami, bo równowaga na koniec pierwszego tomu została zachwiana! Ofiarnicy to kawał solidnego komiksu, oferującego świetną, wciągającą i angażującą rozrywkę.