Osłabieni brakiem Iron Mana, ale z Czarną Wdową na pokładzie, Najpotężniejsi Ziemscy Bohaterowie tym razem lecą w kosmos, aby uporać się z międzygalaktycznym zagrożeniem. Czy Gwiezdne Piętno faktycznie jest tak niebezpieczne?
Każda planeta musi się bronić
Od zarania dziejów nasza Ziemia narażona była na liczne zagrożenia z kosmosu. Planeta przyciągnęła więc meteoryt, który niósł ze sobą wielką moc w postaci Gwiezdnego Piętna. Każda obdarzona nim istota zyskiwała nadprzyrodzone zdolności, pozwalające jej toczyć boje nawet z najsilniejszymi wrogami. Pierwszym obrońcą został jeden z dinozaurów. Następnie ten dar, a jednocześnie przekleństwo, zmieniał swych nosicieli. Chociaż w ostatnich latach słuch o nim zaginął, przebudziło się jednak gdzieś w galaktyce i natychmiast zwróciło uwagę zarówno byłych heroldów Galactusa, strażników Shi’ar, jak i grupy Avengers. Wszyscy wyruszyli więc na jego poszukiwania, mając w stosunku do nowego właściciela zupełnie inne zamiary. Kto wyjdzie z tej potyczki zwycięsko? I kim okaże się nowy Starbrand?
Kosmiczny chaos
Szósty tom serii Avengers autorstwa Jasona Aarona daje nam dokładnie to, do czego scenarzysta zdążył nas już przyzwyczaić. Jest sporo akcji i bijatyk, wydarzenia toczą się szybko, nie brakuje szczypty humoru, ale w historię wkrada się też duża dawka chaosu. Tak jak w poprzednich tomach, także i tu cofamy się do czasów prehistorycznych, aby poznać szersze spektrum wydarzeń z teraźniejszości. Po raz kolejny wątek jest wciągający i trudno mieć do niego uwagi. Gorzej jest, gdy przenosimy się do współczesnych przygód superbohaterów. Wydaje się, że głównym problemem jest tu zbyt wiele pomysłów Aarona opowiedzianych na zbyt małej ilości stron. Twórca nie ma miejsca, by wszystko odpowiednio rozwinąć i przedstawić, ale też nie chce niczego odrzucić i przez to tworzy się zbyt duże zamieszanie. Same pomysły na walkę Ghost Ridera z Silver Surferem, przemianę Blade’a czy wewnętrzne problemy Thora są świetne, lecz nie zdążymy dobrze im się przyjrzeć, a już się kończą, pozostawiając spory niedosyt.
Porządkowanie
O ile scenariusz Avengers. Powrót Gwiezdnego Piętna mógłby być dużo lepszy, to oprawa graficzna wypada naprawdę dobrze i trudno mieć tu jakieś uwagi. Za rysunki odpowiada Ed McGuiness, któremu w pracy pomagali m.in. Andrea Sorrentino czy Paco Medina. Dostajemy tu solidną porcję klasycznego gatunku superhero. Artyści nie kombinowali za bardzo z bohaterami i przedstawili ich w sposób znany i lubiany. Na uwagę zasługują jednak nowe elementy ich garderoby – jak chociażby specjalne zbroje She-Hulk i Czarnej Wdowy, które wyglądają naprawdę epicko. Także przemieniony Thor czy Kapitan Marvel z płonącą głową robią spore wrażenie. Pięknie wypada także rajski ogród sprzed milionów lat. Pochwała należy się także za to, że pomimo wartkiej akcji rysownicy nadążają za wydarzeniami, choć trochę niwelując chaos, wprowadzony przez scenarzystę.
Czy warto polecieć w kosmos z Avengers?
Choć na początku Avengers. Powrót Gwiezdnego Piętna znajdziecie krótkie streszczenie wydarzeń z poprzednich tomów (dzięki Egmont!), to mimo wszystko trudno będzie Wam zacząć czytanie przygód grupy Mścicieli właśnie od tomu 6. Teoretycznie jest możliwe czytanie komiksu jako pojedynczego zeszytu. Przygoda ma tu swój wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ale w praktyce nie uda się wychwycić wszystkich nawiązań do przedstawionych dotychczas zdarzeń. Do tego dochodzi jeszcze spory nieporządek wprowadzony przez autora, co tym bardziej może zniechęcić do serii. Przyciągnąć może natomiast oprawa graficzna, która naprawdę warta jest słów uznania.