Ligę Sprawiedliwości miałam okazję oglądać premierowo w kinie. Ciężki klimat przytłaczał, żarty nie śmieszyły, a akcja była naciągana. Innymi słowy, całość nie przypadła mi do gustu. Do filmu przyszło mi powrócić przy okazji premiery wydania Blu-ray. Czy dzięki dodatkom moje wrażenia się zmieniły? Sprawdźmy.
Zdania nie zmieniłam
Za reżyserię kolejnej produkcji od DC odpowiadali Zack Snyder, który w trakcie realizacji zmuszony był porzucić projekt, oraz Joss Whedon, wymieniany w napisach końcowych jako scenarzysta, lecz odpowiadający za ostateczny efekt Ligii Sprawiedliwości. Łatwo jest przyporządkować poszczególne sekwencje filmowe konkretnemu twórcy. Powaga i mrok zderzają się z rezolutną wesołością, przez co całość produkcji okazuje się nierówna, jakby czegoś jej brakowało – dodatkowych scen lub spójnej wizji. Czasem nie mogłam pozbyć się wrażenia, że właśnie w tym miejscu został wycięty istotny fragment, którego brak odczuwałam jako lukę zaburzającą ciągłość fabularną. Było tak zarówno w trakcie seansu kinowego, jak i w zaciszu domowym. W dodatkach na płycie znajduję tylko dwie minuty niewykorzystanego materiału – a więc dzięki nim film wcale nie zyskał nowego kształtu. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie jego rozszerzonej, wzbogaconej wersji i pokręcić głową z zadowoleniem.

Kadr z filmu „Liga sprawiedliwości”
Wizualnie wydanie doceniłam
Na szczęście okładka płyty pozbawiona jest zbędnych ozdobników. Główne postacie stoją obok siebie, ramię w ramię, a towarzyszy im napis tytułowy. Bok opakowania także cechuje się uwielbianym przeze mnie minimalizmem. Opis filmu na tyłach okazał się krótki, każdy z bohaterów pojawia się w jego okolicy na osobnej grafice. Jednak z chęcią ujrzałabym odwrotne proporcje, a najlepiej… Pojedynczy fotos i dłuższą zapowiedź tekstową. Natomiast pewien szczegół trochę mnie zastanowił. Logo „JL” na samej płycie – skoro mamy w rękach wydanie polskie, sam skrót fajnie byłoby poddać tłumaczeniu (gdyby była taka możliwość), tak jak zrobiono to w wypadku menu. Jeżeli chodzi o opcje językowe, do wyboru mamy albo napisy, albo lektora (ewentualnie dubbing). Doceniam także stworzenie trybu dla niesłyszących po włosku i angielsku. Na uwagę zasługuje również mocny dźwięk Dolby Atmos 5.1.

Kadr z filmu „Liga sprawiedliwości”
Dodatki pochwaliłam
Bonusowe materiały nie zawodzą – nie zdradzają wielkich tajemnic, ale jest ich sporo. Jednak dla kolekcjonera zebranie tylu informacji w jednym wydaniu będzie nie lada gratką. Droga do sprawiedliwości oferuje zbadanie pięćdziesięcioletniej historii Ligi…, prezentując pokrótce wszystkie dzieła składające się na jej transmedialną opowieść. Całość zwieńczona jest wywiadami z aktorami, którzy wspominają swoje pierwsze chwile na planie. Serce sprawiedliwości przybliża nam symbolikę towarzyszącą ikonicznej Trójce DC: Batmanowi, Supermanowi i Wonder Woman. Część poświęcona Technologicznemu wsparciu to w zasadzie prezentacja szeroko rozumianych gadżetów i transportera pionowego startu – Flying Foxa. W Liga sprawiedliwości: nowi bohaterowie poznajemy tych, których tytuł dodatku nam obiecuje, a narratorem jest tutaj odtwórca roli Cyborga. Pogromca Steppenwolf to krótki materiał, który utwierdza mnie przekonaniu, że w Lidze… pojawia się jeden z najsłabiej umotywowanych złoczyńców. Dziesięciominutowy reportaż Nie szata zdobi człowieka, gdzie znajdziemy dużo oryginalnych rysunków i kolaży, prowadzi nas kolejno przez etapy powstawania ostatecznej kreacji kosmitów. Najciekawszy ze wszystkich bonusów odtworzyłam dopiero na koniec, a chodzi o Omówienie konkretnych scen. Dużo tutaj opowieści o planie zdjęciowym, scenografii i statystach, a także trudnościach przy realizowania ujęć z Flashem.
Czy warto?
Raczej warto sięgnąć po wydanie Blu-ray od Galapagos. Zwłaszcza, jeżeli interesują was zakulisowe reportaże, dzięki którym poznacie specyfikę pracy przy filmie. Zatem choć kolejny produkt ze stajni DC mnie nie zachwycił, jestem w stanie docenić oferowane przez dystrybutorów dodatki. Nie sprawiły, że Liga Sprawiedliwości zmieniła się w produkcję wspaniałą, ale pozwoliły mi znaleźć się na planie zdjęciowym. A to zawsze jakiś dreszczyk emocji.