Walka z korporacjami
Głównym bohaterem komiksu jest dziennikarz Wallace, który stara się tworzyć wstrząsające reportaże, aby ludzie przejrzeli na oczy. Chce pokazać drugie oblicze wielkich korporacji. Przynajmniej takie górnolotne cele, ideały mu przyświecają, ale z drugiej strony protagonista jest tylko człowiekiem. A jak wiadomo czasem niewiele potrzeba, aby zmienić stronę czy zdradzić przyjaciela. Reportaże głównego bohatera zasadniczo nie robią na nikim większego wrażenia. Bywalcy knajp wolą choćby oglądać mecze. Niemniej ktoś dostrzegł coś wyjątkowo w protagoniście, bo zleca mu interesujące zadanie. Konkretnie ma znaleźć zwłoki słynnego Johnny’ego Silverhanda, który podobno wysadził centralę wielkiej firmy! Wallace chce poznać prawdę o tych wydarzeniach, a jak to zazwyczaj bywa prawda nie jedno ma oblicze!
Cyberpunkowa brzydota
W przeciwieństwie do Twojego głosu ten tom wciągnął mnie o wiele bardziej. Fabuła jest wyjątkowo ciekawa, ponieważ, o dziwo, nie ma tu nadmiaru akcji. Wallace, jak przystało na reportera, nie nadaje się do lania innych po pyskach! Pozostaje mu zatem jedynie szukanie informatorów, dawanie w łapę i ufanie własnej intuicji. O ile do historii i bohaterów nie mam większych zastrzeżeń, tak oprawa graficzna bardzo mnie rozczarowała. Choć Twój głos też nie przypadł mi do gustu pod tym względem, to jednak artysta ma swój unikalny styl. Niestety trzeciego tomu nie jestem w stanie obronić w żaden sposób. Według mnie rysunki są po prostu brzydkie. Brakuje dbałości o szczegóły, niektóre kadry wyglądają raczej jak szkice koncepcyjne, twarze narysowane są niedbale. Pomimo to z przyjemnością przekartkowuję ten komiks, ale tylko dlatego, że ujęła mnie przedstawiona w nim historia.
Czy warto było szukać Johnny’ego?
Cyberpunk 2077. Gdzie jest Johnny to według mnie najbrzydszy ze wszystkich trzech tomów. Z drugiej strony zarazem oferuje najlepszą historię (można tu o wiele lepiej poczuć brud i syf charakterystyczny dla cyberpunkowych klimatów) We wcześniejszych częściach pędziłem momentami na złamanie karku razem z bohaterami, a tutaj mogłem rozkoszować się intrygującym uniwersum i niejednoznacznymi postaciami. Na dodatek trafiło się tu kilka naprawdę mądrych stwierdzeń, choćby o ludzkich gustach telewizyjnych. Mało tego, ujął mnie nowy serial zaprezentowany przez jednego z producentów, dla których pracuje protagonista! Zaś otwarte zakończenie upewniło mnie, że autor nie tylko chciał zapewnić czytelnikom rozrywkę, ale także skłonić ich do refleksji.