3…2…1…
Grupa Avengers nie ma łatwego życia. Zaraz po pokonaniu kosmicznych najeźdźców z Malekithem na czele, musi udać się do otchłani i zmierzyć się z demonami. A wszystko zaczyna się od tego, że Robbie Reyes, czyli aktualny Ghost Rider, pragnie porzucić swoje moce i wrócić do normalnego życia. Podczas egzorcyzmów trafia jednak do zaświatów, gdzie spotyka innego jeźdźca, aktualnego władcę Piekła Johnny’ego Blaze’a i dobija z nim targu. Obaj mają stanąć do wyścigu, którego stawką jest, jakżeby inaczej, dusza Reyesa! Tymczasem w siedzibie Mścicieli pojawia się jeszcze inna wersja Ghost Ridera, z kolei Tony Stark dokonuje niezwykłego archeologicznego odkrycia. Jak to wszystko się zakończy?
Co robi Robbie?
Jason Aaron kontynuuje historię opowiadającą o Avengers. Podobnie jak w przypadku wcześniejszych części nie jest ona ściśle powiązana z poprzednimi tomami, a jednak trudno zaczynać czytanie serii właśnie od tego momentu. Poprzednie albumy wyjaśniły nam bowiem m.in., dlaczego zespół znajduje się we wnętrzu martwego Celestianina czy dlaczego Thor ma metalową rękę. Ogólny scenariusz skupia się tym razem na Ghost Riderze, którym od pewnego czasu jest Robbie Reyes. Postać ta jest najwyraźniej ważna dla autora, ponieważ także w poprzednich częściach dostawał on sporo miejsca i miał ważna rolę do odegrania. Tym razem musi zmierzyć się w wyścigu po Piekle z samym Johnnym Blaze’em. I trzeba przyznać, że zmagania te są naprawdę ekscytujące! Pełne zwrotów akcji i nieuczciwych zagrywek porwą nie tylko fanów Formuły 1 czy Need for Speed, ale także osoby niekoniecznie pasjonujące się tego typu rywalizacjami. Jeszcze ciekawiej zrobi się, kiedy do gry wkroczą kolejni zawodnicy! Ponadto na końcu dostajemy drobny dodatek pokazujący nam, w jaki sposób Robbie w ogóle stał się łowcą dusz.
Poza głównym wątkiem w Wyścigu upiornych jeźdźców jest także miejsce dla pozostałych superbohaterów, którzy dość niespodziewanie biorą udział w egzorcyzmach, a następnie tłuką się z Cosmic Ghost Riderem! W sumie nie jest on potrzebny i niewiele wnosi do fabuły, ale z drugiej strony wygląda spektakularnie, daje szansę wykazać się Thorowi, Kapitanowi Ameryce i reszcie ekipy i jest totalnie w stylu „superhero”, wiec fani dostają to, czego oczekują od serii Marvela. W tym wszystkim nie brakuje także szczypty humoru, zwłaszcza gdy na scenie pojawia się Daimon Hellstorm. Z drugiej strony – czy nie za dużo tu akcji? Czasem warto też zwolnić i dać chwilę odetchnąć zarówno bohaterom, jak i czytelnikom.
Warto dodać, że ponownie poruszony jest też wątek podróżującego w czasie Tony’ego Starka, jednak znów uchylony zostaje tylko rąbek tajemnicy i możemy spodziewać się, że więcej dostaniemy w kolejnych numerach. Tym samym nasza ciekawość zostaje rozbudzona i zapewne chętniej sięgniemy po kolejne albumy.
Jedziemy!
Za stronę graficzną tomu Avengers. Wyścig upiornych jeźdźców odpowiada Stefano Caselli, artysta którego prace zobaczyć mogliście m.in. w serii Avengers. Czas się kończy. Trzeba przyznać, że wykonał on kawał solidnej pracy. W kadrach nie brakuje dynamizmu, którym przecież cały piąty tom jest napędzany. Świetnie pokazuje nam także swoją wizję Piekła. Jest tu ogniście, mrocznie i przerażająco. Także sam wyścig prezentuje się świetnie i niemal słychać ten ryk maszyn napędzanych ogniem piekielnym. Do samych trykociarzy również trudno mieć uwagi.
Jak już wspomniałem w komiksie znajduje się dziesięciostronicowy dodatek pochodzący z serii All-New Ghost Rider. Autorem jest Tradd Moore, któremu także należy się kilka ciepłych słów. Jego kreska jest niezwykle efektowna i przywodzi na myśl nowe kreskówki. Warto zobaczyć to samemu.
Do Nieba nie chodzę…
Piąty tom Avengers wydany w serii Marvel Fresh z pewnością najbardziej przypadnie do gustu fanom Ghost Riderów (bo w końcu jest ich tu wielu). Sam tytułowy zespół też ma swoją rolę do odegrania, jednak zdecydowanie mniejszą od łowców dusz. Fabuła może porwać, choć momentami jest wręcz przeładowana akcją i brakuje tu jakiejś historii nieskupiającej się na ciągłych walkach. Autor robi pewien zarys w tle, ale na rozwinięcie przyjdzie czytelnikowi poczekać. Strona graficzna jest natomiast niezwykle estetyczna, a i dodatek może nas zainteresować. Ostatecznie stwierdzam, że warto wziąć udział w Wyścigu upiornych jeźdźców.