Powrót do przeszłości
Nowa produkcja to hołd dla klasycznej animacji i złotej ery kina – zwłaszcza lat 50. i 60. Jako wielki fan Królika Bugsa nie mogłem się doczekać premiery. Co wyszło najlepiej? Przede wszystkim powrót pełnometrażowej animacji na duży ekran. Dawniej Looney Tunes pojawiały się w kinach jako krótkie metraże poprzedzające główne seanse, a teraz znowu mogą cieszyć widzów na wielkim ekranie.
Fabuła łączy elementy horroru, slapsticku, science fiction i filmu familijnego. Co więcej, produkcja powstała w całości jako animacja (bez udziału aktorów), a za jej realizację odpowiada Warner Bros. Po raz pierwszy jednak dystrybucją poza USA zajęły się inne firmy, choć oryginalny dubbing został zachowany.
Na uwagę zasługuje wybór bohaterów – zamiast Królika Bugsa, który zwykle gra pierwsze skrzypce, tym razem postawiono na duet Daffy’ego i Porky’ego.
Historia opowiada o kryzysie w kosmosie, który mogą rozwiązać tylko Ziemianie. Wydaje się, że film zmierza do końca, gdy nagle akcja przyspiesza, dostarczając jeszcze więcej emocji. Wszystko to w klasycznej kresce i z dużą dawką humoru, który trafi zarówno do starszych, jak i młodszych widzów. Dodatkową nostalgię budzą nawiązania do rzadziej pokazywanych epizodów, jak postać farmera, opiekuna głównych bohaterów. Nie można też nie wspomnieć o muzyce, która znakomicie współgra z dynamicznymi scenami.

Materiał prasowe od Monolith Films
Nie wszystko dobre, co nostalgiczne
Choć film budzi pozytywne emocje, nie jest pozbawiony wad. Pokazanie genezy bohaterów odbiera im nieco magii – dotąd funkcjonowali w świecie bez jasno określonego początku i końca, zgodnie z logiką Bzikowersytetu.
Dodatkowo, postacie zostały złagodzone. Daffy, dawniej ekscentryczny i nieprzewidywalny, stał się bardziej powściągliwy, a Porky z niepewnego, jąkającego się prosiaka zmienił się niemal w przywódcę grupy. Czy to efekt współczesnych trendów i łagodzenia charakterów?
Zastrzeżenia budzi także wątek antagonisty. Główny złoczyńca to nowa postać, a dobrze znany i lubiany Marvin Marsjanin… niemal nie istnieje. Czy naprawdę trzeba rezygnować z czegoś, co od lat doskonale się sprawdzało?
Podsumowanie
Fabuła miejscami sprawia wrażenie pisanej „na kolanie”, ale w końcu to Looney Tunes – tu zawsze chodziło bardziej o humor niż o spójność scenariusza. Mam nadzieję, że seria będzie kontynuowana i przyniesie kolejne filmy, które rozbawią całe rodziny i przypomną widzom w Polsce, jak barwne są klasyczne postacie amerykańskiej animacji.
Najważniejsze, że nie jest to jedynie zlepek krótkometrażówek, ale pełnoprawna historia – choć z drobnymi potknięciami. No i warto zostać po napisach! Fabuła może mieć otwarte zakończenie, jak każda przygoda mieszkańców świata ACME.
Na film zapraszamy do sieci kin Cinema City.