Wszystko przez miłość
Wiele lat temu córka gubernatora Pensylwanii uległa urokowi życia z pirackim kapitanem. Razem uciekli na morze, gdzie wspólnie łupili hiszpańskie okręty. Dotarli aż na tajemnicze wyspy po drugiej stronie Ameryki, gdzie jednak doszło do buntu niewolników, a kochankowie przepadli, razem z przewożonym skarbem. Wieści o złocie prowokują oczywiście kolejne załogi awanturników. Henry Buckley, podstarzały korsarz, podstępem rekrutuje swojego porzuconego syna Flynna i wspólnie zaciągają się na jeden z okrętów. W dniu wypłynięcia na pokład wskakuje także uciekająca przed prawem złodziejka, Annabeth Taylor. Rozpoczyna się wyścig krwiożerczych pirackich załóg za krańce znanego świata. Nie obędzie się bez rozlewu krwi.
Research władcą powieści historycznych
Od razu warto zaznaczyć bardzo dobre przygotowanie historyczne autora, który w momencie pisania powieści miał 25 lat! Bardzo szybki debiut wskazywałby na dobre tempo pisania, które często wiąże się z pewnymi zaniedbaniami. Jednakże nie w tym przypadku. Mateusz Libera odrobił pracę domową, a powieść pełna jest szczegółów nie tylko z życia na Karaibach w XVII wieku, ale też ze zwyczajów piratów oraz żeglarskich terminów. Widać tu ogromną dozę pracy przeznaczonej na poznanie realiów egzystencji przedstawionych bohaterów, co dodaje historii mnóstwo realizmu.
Fabuła pędzi jak galeon pod pełnymi żaglami
Jeśli chodzi o fabułę, to prawdopodobnie już po pierwszym akapicie recenzji byliście w stanie zauważyć, iż dzieje się tu mnóstwo. Powieść jest wielowątkowa, niemal równą ilość uwagi trzeba poświęcić trzem różnym załogom. Podczas lektury opłyniemy dookoła obie Ameryki, wypijemy rum w tawernach Port Royal, będziemy przedzierać się przez dżungle na wyspach Oceanu Spokojnego, weźmiemy udział w bitwach morskich na obu oceanach. Jest tego faktycznie bardzo dużo, zwłaszcza biorąc pod uwagę wcale nie tak dużą ilość stron powieści. Opowieść gna na łeb, na szyję, a zwroty akcji potrafią pojawiać się niemal co kilka stron. Z jednej strony można uznać to za plus, bowiem ciężko o jakiekolwiek znudzenie. Z drugiej zaś czytelnik może mieć problemy z odnalezieniem się w sytuacji, kiedy główny bohater zmienia stronę konfliktu, po której stoi po raz któryś w tym samym rozdziale.
Czy można kibicować krwiożerczym piratom?
Jeśli chodzi o bohaterów, poznamy ich tu mnóstwo, co może czasem także gubić czytelnika. Postaci poboczne nakreślone są świetnie, przedstawiają obraz piratów z krwi i kości, jakich poznaliśmy w licznych filmach i serialach. Gorsze wrażenie sprawia jednak para głównych bohaterów: Flynn i Annabeth. Ich wątek romantyczny na koniec nabiera nieco rumieńców i zaczniemy im kibicować, ale działania tej dwójki przez większość powieści nie spotkała się z moją sympatią, a nawet akceptacją. Transformacja młodej pary w pełnoprawnych piratów wiąże się z licznymi wątpliwymi moralnie postępkami, które nie zawsze były usprawiedliwione. Trudno także zrozumieć działania bohaterów, przez co nie jest łatwo się z nimi identyfikować, a nawet polubić. Co innego w przypadku ojca Flynna, Hanka. Jest to bohater, który zdecydowanie przyciągnie waszą uwagę na dłużej.
Świetny debiut wydawniczy, ale…
Świetny debiut, wspaniały klimat, niezła książka o piratach. Niesamowicie rozwinięta fabularnie powieść osadzona na pirackich galeonach. Akcja pędzie na łeb na szyję, a zwrotów akcji możecie spodziewać się co kilka stron. Bitwy morskie, walki lądowe, starcie z rekinem, bunty, zabawy, miłość – na kartach powieści znajdziecie to wszystko, a nawet jeszcze więcej. Mateusz Libera sprawdził się jako pisarz, który umiejętnie łączy wątki, wprowadza nowe postaci, utrzymuje tempo opowieści na wysokim poziomie. Na minus mogę zaliczyć jedynie bohaterów, do których ciężko jest poczuć sympatię, a ich liczba utrudnia także orientację w całym tym rozgardiaszu. Nawet Flynn, główna postać książki, nie jest osobą, której łatwo kibicować.