Co nie poszło?
Na początek na szybko wady, bo książka nie jest ich pozbawiona. Trzeba przyznać, że rozpoczynając lekturę dość trudno się połapać w tematyce, kto co robi i dlaczego. Dopiero z czasem dostajemy wyjaśnienia, lecz trzeba wytrwać do tego momentu. Brakuje jakiegoś, choćby szczątkowego wprowadzenia. Słowniczka, który występował w książkach o Harrym Potterze. Może wtedy próg wejścia we wspaniały, niespotykany, ale jednocześnie skomplikowany świat byłby nieco łatwiejszy do pokonania. Dobrą robotę zrobiłaby też mapa, nawet czarno-biała. Dzięki niej prościej byłoby umiejscowić akcję, czy ocenić odległości.
Niestety na minus należy zaliczyć także zakończenie, jeszcze to przed epilogiem. Jest nieco rozczarowujące, brakuje opisu momentu kulminacyjnego, na który czekałem. Chciałoby się poznać dalsze losy bohaterów, a pozostawiono to naszej wyobraźni. Ponadto mam ambiwalentny stosunek do szaty graficznej książki. Krój pisma jest ciekawy, nietypowy oraz przyjemny dla oka, tak samo papier. Aczkolwiek numery i tytuły rozdziałów są bledsze, zdecydowanie mniej czytelne, przez co te ostatnie nikną. Gdy chce się jak najszybciej przejść do dalszej lektury, ciężko zwrócić na nie uwagę. Należy też wspomnieć o kilku literówkach.
Najważniejsze!
No, w każdej recenzji muszą być jakieś wady, więc mamy to za sobą. Powyższe minusy są jak żółty pyłek na pięknym samochodzie stojącym przed salonem sprzedaży. Generalnie nie przeszkadzają w odbiorze.
A teraz do sedna! Grzegorz Wielgus wyprodukował świetną pozycję. Oddał w ręce czytelnika liczącą sobie ponad 600 stron cegłę, którą pochłania się bez opamiętania i z wrażeniem znacznego niedosytu u finału. Autor stworzył interesujące postaci z ciekawymi charakterami, wiarygodnymi motywacjami oraz bogatymi historiami, które poznajemy coraz bliżej w miarę czytania. Są one tak esencjonalne i oryginalne, że chce się zobaczyć ich wizualizacje, przekonać, jak mogłyby wyglądać w rzeczywistości. Zdecydowanie materiał na film!
Widać także, czym autor się inspirował. Za książką kładą się cienie Diuny Herberta. Cienie są, lecz niezbyt długie. Inspiracja zostaje inspiracją, nigdzie nawet nie zbliża się do granicy plagiatu czy małpowania czyichś pomysłów. W żadnym z wątków nie uświadczymy w tym względzie przesady.
Nowe, innowacyjne uniwersum przygotowane przez Wielgusa zasługuje na kilka słów opisu i wprowadzenia. Powieść rozgrywa się w fikcyjnym świecie, w realiach późnego średniowiecza, gdzie mamy zarówno broń białą, jak i prymitywną broń palną. Fabuła została zbudowana z trzech głównych historii kilkorga głównych bohaterów, których losy splatają się pod koniec. Każdy z rozdziałów, podobnie jak u Martina, jest opatrzony imieniem bohatera, którego dotyczy.
Podróż przez tytułową pustynię rozpoczynamy u boku Zirry, białookiej wojowniczki. Jej zadaniem i przeznaczeniem jest zbieranie białopyłu, który pełni tutaj funkcję przyprawy Herberta. Zirra jest Pustynną – dziewczyną posiadającą wyjątkowe zdolności, która potrafi widzieć białopył i rozróżnić go na tle piachu i wydm. Każda z osad na pustyni ma swoje Pustynne, które zbierają minerał jako najważniejszą i najcenniejszą substancję celem spłaty długu wobec Dominium – tworu na kształt państwa, które ma kontrolę nad pomniejszymi miastami i wioskami.
Zemsta
Po którymś z powrotów z pustynnego szlaku okazuje się, że siostra protagonistki została uprowadzona w głąb Dominium. Wtedy bohaterka poprzysięga zemstę. Po drodze spotyka żołnierza siłą wcielonego do dominiońskiej armii, który twierdzi, że może jej pomóc. Razem udają się w podróż śladem porwanej. Poznają się bliżej, przeżywają niesamowite przygody, z czasem stając się odpowiedzialni za siebie nawzajem.
Tak prezentuje się najciekawsza z trzech historii. Niestety dwie pozostałe nieco jej ustępują, przez co czytelnik traktuje je trochę jak obowiązek między przyjemnościami i chce jak najszybciej wrócić do Zirry. Faktem jest, że im później, tym są bardziej interesujące, ponieważ postaci zbliżają się do siebie, a fabuła przedstawiana jest z dwóch stron barykady. Dzięki temu możemy poznać motywy i sytuację z perspektywy wroga. Sprawia to, że całość jest pełniejsza, bardziej szczegółowa, a zwroty akcji oraz odkrywanie kolejnego dna w pozornie łatwiej sprawie robią jeszcze większe wrażenie.
Styl
Jest to moja pierwsza książka autorstwa Grzegorza Wielgusa, ale reklama na końcowych kartach pokazuje, że ma on już całkiem duże doświadczenie i sporo pozycji na koncie. Jeżeli pozostałe powieści są napisane z taką samą pasją i konsekwencją jak Pieśń Pustyni, to fani gatunku czy w ogóle literatury powinni się koniecznie z nimi zapoznać. Autor pisze w podniosłym, poważnym stylu, czuć moc, a wręcz majestat bijący od opisów potężnych postaci, żywiołów czy krajobrazów. Przedstawienia ryją w wyobraźni świetne obrazy tego, o czym czytamy. Dialogi, ani tym bardziej monologi, postaci, których jest całkiem sporo (postaci i monologów), ani trochę nie nudzą, angażują, wywołują empatię oraz dopełniają historii.
Pełne uznania skinienie głowy jest mimowolne podczas czytania rewelacyjnej dyskusji między bohaterami. Zarówno ze względu na poziom argumentów, jak i sposób ich przedstawienia. Brawa dla autora, który potrafił tak wczuć się w kilku znacząco różniących się od siebie bohaterów. Nie tylko słowne potyczki są dynamiczne, a wszelkie opisy zapadające w pamięć.
Tekst jest po prostu kompletny, od początku do końca. Bez wpadek, bez spadków jakości czy temperamentu. Pod względem czysto technicznym – konsekwentnie i dokładnie napisana powieść.
Aura tajemnicy
Całości wydarzeń towarzyszy atmosfera nieznanego. Nie mamy pojęcia, dokąd historia nas poprowadzi. Nie znamy rozwiązania fabuły. Ciągle dowiadujemy się czegoś nowego, ale autor zaplanowanymi etapami odkrywa karty. Bardzo ciekawie też nawiązano do tytułu i jego pochodzenia. Ponadto pozornie niezwiązane ze sobą szczegóły po pewnym czasie zyskują nowe znaczenie. Niejednokrotnie odpowiedzi na pytania przydają kolejnych pytań, przez co lektura staje się jeszcze bardziej interesująca i chce się poznawać ciąg dalszy. Najciekawiej jest u finału, gdy splatają się losy wszystkich bohaterów, i poznajemy z ich perspektyw rozwiązania kolejnych zagadek. Dlatego mimo początkowych trudności warto wytrwać i dotrzeć do końca opowieści.
Na koniec słowo o technikaliach. Okładka jest bardzo ładna. Acz powieść tego formatu aż prosi się o okładkę twardą. Rozdziały są bardzo dobrze podzielone, nie ma wrażenia męczenia się czytaniem i łatwo jest zrobić przerwę przy zakończeniu danego etapu.