Wielka trójca komiksów mojego dzieciństwa to Transformers, Spider-Man i X-Men. To głównie te tytuły zbierał mój starszy brat, przez co miałem z nimi styczność za dzieciaka. I ta miłość do dzisiaj pozostała, choć po opowieści o uczniach Profesora X sięgam najrzadziej. Od czasu do czasu, coś tam sobie mniej więcej doczytuję na Wiki, ale od czasu Kompleksu Mesjasza (wydanego w USA bagatela piętnaście lat temu!) nie czytałem żadnej serii. O Rodzie X/Potęgach X słyszałem jednak od dawna, że to tytuł przełomowy, stanowiący nowe otwarcie dla mutantów w świecie Marvela. Dlatego też zgłosiłem się do recenzji i udało mi się wyrwać ten tytuł z rąk redaktora Markiewicza (pozdrawiam), który zazwyczaj przybliża wam tutaj opowieści o posiadaczach genu X. Czy zatem nowa seria może spodobać się komuś z mniejszym doświadczeniem? Jak najbardziej.
Wyspa X
Dzieło Jonathana Hickmana prezentuje się bardzo odważnie, bo zrywa niemalże całkowicie ze znanymi mi narracjami z poprzednich odsłon drużyny X. Otóż mutanci nie są tutaj ofiarami, nie próbują znaleźć nici porozumienia pomiędzy homo sapiens a homo superior. Oj, nie. Sam komiks zaczyna się od słów Charlesa Xaviera, które nadają ton całości: „Gdy spaliście, świat się zmienił”. Po latach cierpień, wojen z ludzkością, ale i konfliktów wewnętrznych, których kumulacją był holokaust, jaki miał miejsce w Genoshy, mutanci stawiają na inną taktykę. Przenoszą się na obdarzoną świadomością wyspę Krakoa, gdzie tworzą osobne państwo. Ofiarowują też ludzkości niesamowite dary, jak np. leki na śmiertelne choroby, ale tylko pod warunkiem uznania ich praw i suwerenności. A to tylko jedna z płaszczyzn, na której scenarzysta snuje swoją opowieść.
Bełkot X?
Hickmanowi udało się mnie zaintrygować. Występuje tu jednak wiele elementów, które odrzuciły mnie już wcześniej od tego autora. Przykładowo, jego historie z Avengers o inkursjach posiadały fenomenalny koncept, który pozwalał spoglądać na bohaterów z innej strony – bo, by ratować swoją planetę, stawali się tam niszczycielami innych światów. Jednak wszystko to zostało przykryte przez wprowadzanie kolejnych elementów układanki, dokładanie nowych postaci i niewyjaśnianie ich motywacji. Podobnie jest też w Rodzie X/Potędze X, gdzie punkt wyjściowy jest świetny, lecz jednocześnie podany jest zbyt serio. Scenarzyście bowiem nie wystarczyło pokazanie obecnej sytuacji na wyspie Krakoa oraz genezy tych zmian. Hickman musiał dodatkowo dorzucić kilka wątków z alternatywnych wymiarów i to toczących się tysiąclecia od siebie. Podczas gdy mnie jako czytelnika, interesowało mutanckie tu i teraz, zmuszony byłem do czytania kolejnej ponurej wersji rzeczywistości, którą mutanci muszą za wszelką cenę powstrzymać. Dodatkowo historie z przyszłości przepełnione są ekspozycją (o której za chwilę), opowiadane są za pomocą nowych postaci i w dużej mierze są… bełkotliwe.
Powaga X
W komiksie Hickmana zdecydowanie historia góruje nad bohaterami. Wprawdzie trio Profesor X, Magneto i Moira McTaggert jeszcze wypada całkiem dobrze, bo mają oni najwięcej czasu anten… stronnicowego, ale prawie wszyscy pozostali mutanci z komiksu (z wyjątkiem Cyklopa i Białej Królowej) pojawiają się tylko na chwilę i stanowią narzędzie narracyjne pchające historię do przodu. Dodatkowo całość prowadzona jest śmiertelnie poważnie. Hickman sięga po mocno pulpowe i wydumane koncepty, takie jak wyspa będąca żywą istotą, odradzanie się z jaj, czy też magiczne roślinki, i prezentuje to wszystko z kamienną twarzą.
Uroda X
Za rysunki odpowiedzialni są Pepe Larraz i R.B. Silva. Obaj artyści prezentują zbliżony styl i poziom, dlatego całość wypada spójnie. Jednocześnie jest to bardzo klasycznie narysowany tytuł. Aczkolwiek pojawiają się tu pewne ciekawe eksperymenty narracyjne. W komiksie, poza tradycyjnymi planszami, pełno jest stron ze schematami, infografikami i dodatkowymi informacjami pogłębiającymi świat przedstawiony. Wybijają one z rytmu czytania, ale jednocześnie w intrygujący sposób dopełniają wydarzenia widoczne na rysowanych panelach. Jest to poniekąd znak rozpoznawczy Hickmana, bo stosował on już taki zabieg m.in. w autorskim Black Monday Murders.
Podsumowanie X
Choć dalej nie jestem pewien, na ile Hickman jest dobrym scenarzystą, a na ile grafomanem, to Ród X/Potęgi X to naprawdę dobry komiks. Nawet jeśli nie ze wszystkimi decyzjami fabularnymi jest mi po drodze. Doceniam jednak odwagę tego tytułu, bo, pomimo że mutanci goszczą w Domu Pomysłów od dziesięcioleci, to scenarzyście udało się znaleźć całkiem świeże podejście. Znając życie (i historię publikacji Marvela), nowa sytuacja mutantów nie będzie trwać długo, niemniej, cieszmy się chwilą, póki ta trwa.