Wielokrotnie bywałem na Rzuć Kostką, Planszówkach na Narodowym w Warszawie. Nie odpuściłem też eventu WawaGra, czy pomniejszych wydarzeń w stolicy typu Bazyliszek. Rok temu wybrałem się do Łodzi na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier. I przyszła pora sprawdzić największy event w Polsce poświęcony fantastyce. Postanowiłem dowiedzieć się, czy miłośnicy planszówek znajdą coś dla siebie na Pyrkonie!
Wielka gralnia
Pyrkon to największe wydarzenie, na jakim do tej pory byłem. Zlokalizowane jest na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, w kilku gigantycznych pawilonach. Przyznaję, że sam rozmach zrobił na mnie spore wrażenie. Nie było łatwo się początkowo odnaleźć, pomimo że miałem ze sobą mapę. Po początkowych szoku udałem się wraz z dziewczyną do głównego punktu miłośnika planszówek, czyli gralni. Tutaj ciekawostka: był to jeden z kilku pawilonów otwartych również w nocy! Dzięki dużej ilości stołów nie mieliśmy żadnego problemu ze znalezieniem miejsca i to nieważne, o której porze przyszliśmy (gralnie odwiedzaliśmy 3 razy).
W wypożyczalni mieli mnóstwo ciekawych gier, w tym sporo starszych tytułów, ale także kilka nowości. Między innymi udało nam się wypożyczyć Smoki z głębin czy też Zuuupę! od Muduko. W końcu dane mi było przekonać się, czy ostrzeliwanie się katapultami jest fajne (Wystrzałowe katapulty od FoxGames), a także ograliśmy starocia (Gejsze) i świeżynkę od Naszej Księgarni, czyli Orzeszki ze ścieżki. Dla mnie jednak najważniejsze okazało się wypożyczenie Dorfromantika. Od dawna miałem ochotę spróbować, jak ta gra działa i to właśnie na Pyrkonie miałem tę okazję! Jak zatem widać, gralnia była należycie wyposażona, każdy na pewno był w stanie znaleźć coś dla siebie!
Wystawcy planszówkowi
Oczywiście w planie mieliśmy także odwiedzić wystawców. W pawilonie 5 natknęliśmy się na setki stanowisk. Było doprawdy w czym wybierać, od komiksów i książek czy gier przez rozmaite bibeloty związane z szeroko pojętą fantastyką. Niełatwo było się tu odnaleźć, zwłaszcza że po alejkach kręciły się dzikie tłumy. Według mnie dobrym posunięciem byłoby umieszczenie wystawców tematycznie i zgromadzenie np. wydawnictw planszówkowych w jednym miejscu.
Pierwszym punktem naszej wędrówki było stoisko Archon Studio. Ze względu oczywiście na Heroesów 3. Niestety nie udało nam się zagrać na stoisku wystawcy, ale mieliśmy okazję obserwować, jak inni ogrywają ten tytuł, a także zobaczyć wszystkie dodatki, w tym figurki każdej frakcji. Potem odwiedziliśmy następne stoiska wydawców, na których można było zagrać w nowości czy dopiero zapowiedziane gry, takie jak: Jomsvikings, Bonsai, Oh Crab!, Ślimaki (intrygująca wariacja na temat Wormsów), a także zobaczyć fundującą się na platformie wspieraczkowej grę Uśpieni bogowie. Odległe niebo. Ponadto w gablocie na stoisku Lucky Duck wystawione były niedawno zapowiedziane gry, takie jak: Nieświadomy umysł czy Let’s go! To Japan.
Z tych wszystkich świeżynek dane nam było jedynie zagrać w Złap kadr na stoisku Muduko, gdzie sam autor gry błyskawicznie i sprawnie wytłumaczył nam zasady tej szybkiej i przyjemnej planszówki skoncentrowanej na manewrowaniu kolorowymi papugami w amazońskiej dżungli. A nawet można było sobie z nim zrobić klimatyczną fotkę! Udało nam się zagrać też w Lorcanę, mało tego, od wydawcy dostaliśmy nawet pakiety demo na zachętę! A miłośnicy zdjęć mogli stać się postacią z karty, z czego ja równie chętnie skorzystałem!
Pozostałe wciągające atrakcje
Oczywiście głupotą byłoby skupić się jedynie na planszówkach i nie poświęcić choć chwili na inne atrakcje. Na Pyrkonie była choćby okazała strefa Lego, gdzie wystawiono rozmaite zestawy tych słynnych klocków i to z różnych lat. Zabrakło co prawda informacji, jakie to są zestawy i z jakiego okresu pochodzą, niemniej zdecydowanie było na czym oko zawiesić, bo niektóre konstrukcje wyglądały okazale. A nawet na wydzielonym stanowisku można było się pobawić Lego!
Tuż obok tej strefy znalazło się miejsce dla miłośników Gwiezdnych wojen. Chętni mogli załapać się na zdjęcie z Darthem Vaderem czy też R2-D2. Inną atrakcją był pawilon z tematycznymi wioskami, poświęconymi np. Harry’emu Potterowi. Ta część, chyba najmniej nas zainteresowała, choć rozbawił nas mecz w quidditcha na zbyt małej powierzchni, przez co grający mogli nieopatrznie zbić osoby niebiorące udziału w zabawie.
Oddzielne miejsce przewidziano też dla graczy RPG, a także dla fanów gier komputerowych, lecz niestety przy stanowiskach z grami, zarówno takimi sprzed dwutysięcznego roku, jak i współczesnych, były komplety graczy. Ogólnie, jak widać, było sporo atrakcji i każdy miłośnik fantastyki mógł znaleźć kącik dla siebie.
Wyprawa po autograf
Pyrkon to nie tylko stanowiska, ale też sama atmosfera. Możliwość stania się na krótki czas częścią tej społeczności okazała się fascynującym doświadczeniem. Główną rolę odgrywali tutaj cosplayerzy. To dzięki nim Pyrkon zdawał się doprawdy magicznym miejscem, w którym możesz na żywo spotkać ulubionych bohaterów z gier, komiksów i filmów. Poza cosplayerami warto wspomnieć o gościach, dla których większość Pyrkonowiczów tutaj przybyła. Kolejki po autografy były spore. Ja zapolowałem na podpis, od jednego z moich ulubionych autorów – Roberta Szmidta. Zgasić Słońce jest jedną z najwyżej ocenionych przeze mnie książek, więc cieszę się, że właśnie na niej mam autograf z dedykacją.
Powrót na gralnie
Wydaje się Wam, że Gralnia była główną atrakcję pawilonu 6? A właśnie, o dziwo, niekoniecznie. Poza wypożyczalnią odwiedzający mieli możliwość ogrania prototypów czy nowości wydawniczych w specjalnie wyodrębnionej strefie, a także zagrania w bitewniaki! Ponadto wydzielono niewielką przestrzeń dla początkujących miłośników malowania figurek. Wszystkie te stanowiska oblegali odwiedzający, choć chyba najtrudniej było znaleźć miejsce w strefie malowania.
Jak zatem oceniam pawilon poświęcony grom bez prądu? Bardzo dobrze, to była największa gralnia, jaką widziałem! Miałem obawy, że ze względu na ogromną ilość osób, będziemy mieli problem ze znalezieniem miejsca, ale okazały się one kompletnie bezpodstawne. Wypożyczalnia działała bardzo sprawnie, wystarczyło zeskanować kod z wejściówki, aby pobrać planszówki, a przy oddawaniu gry można było nawet ocenić grę.
Skromne łupy
Cóż, nasza wyprawa na Pyrkon nie była aż tak kosztowna, jak się spodziewałem. Więcej wydaliśmy na bilety kolejowe niż na stanowiskach wystawców. Na takich eventach zazwyczaj poluję na okazje, a tych tutaj za wiele nie było. U niektórych wystawców ceny były mniej atrakcyjne niż w ich sklepach internetowych. Z tego powodu nie zdecydowałem się na zakup większej gry, którą musiałbym jeszcze przewieźć do domu z Poznania. Niemniej udało nam się wypatrzeć kilka ciekawych pozycji na półkach wyprzedażowych u Lucky Duck, FoxGames oraz Muduko. To właśnie u nich ceny były tak kuszące, że nie mogliśmy się oprzeć i wraz z dziewczyną zakupiliśmy ogółem trzy gry i jeden komiks paragrafowy. Do tego wyjechaliśmy z talią demo do Lorcany i kilkoma materiałami promocyjnymi. Skromnie, ale jakieś pamiątki nam zostaną, łącznie ze smyczami, do których przypięte były nasze wejściówki.
Uroki Pyrkonu
Czy warto odwiedzić Pyrkon? Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest prosta. Zdecydowanie warto, choć raz w życiu wyprawić się do Poznania i poczuć ten unikalny, fantastyczny klimat. Przyznaję, że atmosfera tego wydarzenia jest niesamowita i warto na własnej skórze się o tym przekonać.
Natomiast czy warto co roku się wybierać na Pyrkon? Tutaj już miałbym wątpliwości związane z ceną biletów. Pyrkon to najdroższa impreza, na jakiej byłem i dwieście złotych za wejściówkę to według mnie sporo. W Polsce jest wiele tańszych eventów, które też mają sporo do zaoferowania. Oczywiście nie mają aż tylu atrakcji, ale jednak ta cena wraz z kosztami dojazdu jest odstraszająca.
I wreszcie czy warto, aby miłośnik planszówek wybrał się na Pyrkon? I tak i nie, bo na Pyrkonie ma możliwość ogrania i zobaczeniu wielu nowości i prototypów, ale na podobne atrakcje, może liczyć też na skromniejszych eventach poświęconych przede wszystkim grom bez prądu. Niemniej nie da się ukryć, że, tak czy siak, na Pyrkonie będzie się bardzo dobrze bawił, zwłaszcza jeśli co jakiś czas oderwie się od planszówek, aby zobaczyć też inne atrakcje.
Cieszę się, że miałem w końcu możliwość wybrania się na Pyrkonie. To był cudowny, magiczny czas, jaki spędziłem z moją dziewczyną. Mieliśmy prawie jedenaście godzin na wszystkie atrakcje i było to zarówno dużo, jak i mało czasu. Czujemy się nasyceni, mamy poczucie, że sporo zobaczyliśmy, a jednocześnie można było wyciągnąć więcej, np. zgrać w Heroesów 3.