Nie tak dawno na platformie Disney+ ukazał się serial Tajna inwazja. Chwilę wcześniej komiks o tym sam tytule trafił na nasz rynek dzięki wydawnictwu Egmont. Czy oryginalna historia ma coś wspólnego z produkcją z Samuelem L. Jacksonem?
Skrulle, Skrulle everywhere…
Komiks Tajna inwazja opowiada historię ataku rasy Skrulli na Ziemię w celu jej podbicia. Ta kosmiczna, zmiennokształtna rasa od lat planowała przejęcie naszej planety, a swój plan wdrażali bardzo powoli, by wreszcie zaatakować z impetem. Oczywiście na ich drodze stają superbohaterowie. I to nie tylko Avengers. Do walki włączają się także X-Men, S.H.I.E.L.D. czy Fantastyczna Czwórka. Zagrożenie jest tak ogromne, że nawet superzłoczyńcy postanawiają bronić ludzkości. Jest jednak problem – wrogowie potrafią zmienić swój wygląd, by stać się kopiami każdego z herosów. Nikomu nie można więc ufać. Jedyna nadzieja w technologii stworzonej przez Tony’ego Starka i Reeda Richardsa. Obaj zostali jednak zneutralizowani, przez co szala zwycięstwa zaczyna przechylać się na stronę najeźdźców.
Mamy tu wszystkich!
Tajna inwazja to komiks stworzony przez wielokrotnego zdobywcę Nagrody Eisnera – Briana Michaela Bendisa. To, że na wielkich eventach się zna udowodnił, tworząc m.in. Tajne wojny (ktoś tu lubi tworzyć tajne rzeczy). Dlatego też można było zakładać, że i wojnę ze Skrullami poprowadzi w sposób intrygujący i niezwykły. Dodatkowo apetyt podsycać mógł fakt, że zeszyt wydany pierwotnie w 2008 roku bardzo szybko zyskał wielu fanów w USA i stał się najlepiej sprzedającym tytułem tamtego okresu. Czy warto było czekać, aby trafił i do nas? Przyznam szczerze, że nie do końca jestem w stanie zrozumieć fenomen albumu. Osobiście uwielbiam crossovery i momenty, gdy bohaterowie stają ramię w ramię do heroicznego boju. Tutaj dodatkowo dołączają do nich nawet złoczyńcy, więc wszystko wydaje się jeszcze bardziej epickie. I same walki wyglądają naprawdę spektakularnie, tyle, że na tym właściwie koniec. Mamy bowiem wielkie mordobicie bez konkretnej fabuły. Kolejne sceny opierają się na tym, że trwa kłótnia, kto jest Skrullem i zaczyna się bójka. Później dokładane są kolejne postaci, trwa spór o tożsamość i znów wszyscy rzucają się sobie do gardeł. Gdzieś tam w tle przewija się wątek bezradnego Starka i porwanego Mr. Fantastica, kilka osób stara się im pomóc i za chwilę wracamy do zagadki „kto jest kim” oraz tłuczenia się po gębach (i nie tylko). Nie ma nawet jakiegoś konkretnego twistu. Przez natężenie bohaterów nikt też nie dostaje dość czasu, by zdziałać cokolwiek znaczącego. Robią tylko to, z czego ich znamy – Thor rzuca Mjolnirem, Kapitan Ameryka tarczą, Wolverine wysuwa szpony, a Spider-Man strzela pajęczyną. No dobrze, ten ostatni jeszcze nieco żartuje, co dodaje mu charakteru, ale nadal nie wnosi nic nowego. Superbohaterszczyzna jak od linijki. Jeśli ktoś czegoś takiego potrzebuje – będzie zachwycony. Pozostali mocno się rozczarują.
Superbohaterski świat
Czy można rzec, że rysownik tak rysuje, jak mu scenarzysta fabułę tworzy? Cóż, jeśli tak, to Leinil Francis Yu wywiązał się ze swojego zadania znakomicie. I tak właściwie to dzięki jego pracom album może się znacznie bardziej podobać. Artysta musiał się sporo napracować, by pokazać wszystkie większe i mniejsze potyczki i wrzucić w nie superbohaterów na tyle dobrze, by rysownik mógł ich wszystkich odnaleźć. Przyznaję, sceny wyszły niezwykle efektownie. Wiele grafik idealnie nadawałoby się na jakiś plakat, tapetę telefonu czy puzzle. Jest kolorowo, dynamicznie i aż czuć pot, jaki wylewa się na czoła postaci, gdy toczą nierówną walkę ze Skrullami. I z pewnością więcej czasu spędzicie na przyglądaniu się detalom każdego kadru niż zastanawianiu nad fabułą. Doceniam także żartobliwy obrazek, w którym Skrulle zmieniły się w znane postaci, aby przekonać ludzi do przyłaczenia się do nich. Wśród nich zobaczyć możemy m.in. Baracka Obamę, Steve’a Jobsa, Paris Hilton czy Boba Sageta. I znów – fani superbohaterszczyzny będą w siódmym niebie, ale i pozostali czytelnicy narzekać nie powinni.
Co ma serial do komiksu?
To nie pierwszy raz, kiedy Egmont wydaje komiks tuż przed premierą filmu czy serialu z MCU opartego na jego podstawie lub ściśle z nim związanego. Zabieg moim zdaniem świetny i to zarówno dla fanów, którzy mogą zapoznać się z historią przed pójściem do kina, jak i oczywiście pod kątem marketingu. A skoro już dostaliśmy ekranizację Tajnej Inwazji, to szkoda by było nie porównać jej do pierwowzoru. I tu tajemnic nie będzie – jedno z drugim nie ma prawie nic wspólnego. Wątkiem łączącym oba tytuły jest atak Skrulli na Ziemię oraz postać Nicka Fury’ego i to właściwie wszystko. A nawet i to nie do końca. W komiksie kosmici są wyłącznie źli, nikt nie wie, że żyją wśród ludzi, a Fury jest jedną z wielu postaci, która stara się ich powstrzymać. Mniej też jest zagrywek politycznych, a więcej akcji. W serialu natomiast mamy obcych stojących po naszej stronie (co zapewne wiecie już z Kapitan Marvel), szef S.H.I.E.L.D. to główny bohater, a intrygi stoją ponad mordobiciem (choć i tych jest tu sporo). Zupełnie zabrakło tu pojawiania się jakiegokolwiek herosa, których przecież w albumie ciężko zliczyć. Dodam jeszcze, że pojawia się wątek kradzenia supermocy i tworzenia Superskrulli. Geneza została jednak całkiem zmieniona, więc i w tym aspekcie wszystko wygląda inaczej. A co wyszło twórcom lepiej? Właściwie to obie Tajne Inwazje pozostawiają sporo do życzenia i nie są dziełami wybitnymi.
Ciekawostka do kolekcji
W przypadku komiksu Tajna Inwazja na spory plus zasługuje wydanie. Dostajemy album w twardej oprawie, ze wstępem wprowadzającym nas do wydarzenia i galerią pięknych okładek. Jak już wspomniałem wcześniej, naszą uwagę z pewnością przykuje szata graficzna. O fabule trudno coś powiedzieć, bo tej praktycznie nie ma. Sam event jest jednak niezwykle istotny dla całego uniwersum Marvela. Fani i kolekcjonerzy powinni się mimo wszystko nim zainteresować i zapoznać z treścią. Później zostanie odstawiony na półkę i pewnie pokazywany znajomym, w ramach przykładu typowego i prostego komiksu o superbohaterach. A przy okazji pewnie każdy odnajdzie tu swojego ulubieńca.