Zagrożenie inwazją pozaziemskiej cywilizacji, często (pochopnie w moim odczuciu) utożsamianej z zjawiskiem UFO, odbiło się szerokim echem wśród twórców parających się science fiction. Do tej pory powstało wiele powieści i filmów, w różny sposób ukazujących wizję zagłady ludzkości z gotowaną przez kosmitów.
Na ten przykład u Burtona w Marsjanie atakują, przybysze z innej planety to groteskowe potworki z mózgiem nieproporcjonalnej wielkości do reszty ciała, odziane w skafandry i wyposażone w broń zamieniającą ludzi w popiół. W części dzieł społeczeństwu udaje się odeprzeć atak kosmicznych najeźdźców, w innych zaś jego eksterminacja zdaje się być nieunikniona. Są również książki kładące nacisk na narastający paranoiczny klimat, prowadzący w konsekwencji do obłędu. Dzięki wydawnictwu Vesper, które od jakiegoś czasu raczy nas tłumaczeniami klasycznych horrorów, m.in. zbioru opowiadań Edgara Allana Poe czy polskiego mistrza grozy Stefana Grabińskiego, mamy możliwość zagłębić się w bieg wydarzeń rozgrywanych w Mill Valey, będącej miejscem akcji w Inwazji porywaczy ciał Jacka Finney’a.
Mój ojciec to kosmita!
Czy masz wrażenie, że twój sąsiad zachowuje się od jakiegoś czasu zupełnie inaczej? Jego ruchy są nienaturalne, zachowanie sztuczne, a oczy i głos pozbawione jakichkolwiek emocji? A jeśli sprawa dotyczy kogoś Ci bardzo bliskiego, rodziców, wujostwa, męża lub żony? Dostrzegasz narastającą wokół panikę oraz niepokojącą, niemalże histeryczną atmosferę. Niebawem stajesz się uczestnikiem wydarzeń, których twój racjonalny umysł początkowo nie jest w stanie pojąć i zaczynasz bić się z własnymi myślami, podważając prawdziwość doświadczeń. Mimo tego, coś w głębi duszy podpowiada ci, że to, czego jesteś świadkiem ma charakter metafizyczny. Stopniowo strach bierze górę nad zdroworozsądkowym rozumowaniem, eskalacja zdarzeń powoduje, iż porzucasz swój sceptycyzm, przyjmując wiarę, że cała sytuacja jest wynikiem… inwazji kosmicznych kokonów! Brzmi absurdalnie? Jednak jak się okazuje prawda potrafi być bardzo przerażająca, zwłaszcza dla mieszkańców Mill Valey, niewielkiego kalifornijskiego miasteczka.
Jack Finney i jego jedna z najbardziej znanych oraz cenionych powieści Inwazja porywaczy ciał to paranoiczna opowieść, zbudowana wokół narastającej atmosfery histerii oraz grozy. Historia dzieje się we wspomnianym już miasteczku Mill Valley, na pozór tętniącym przyjaznym życiem. Pewnego dnia, do lokalnego doktora Milesa Bennella przychodzi jego miłość ze szkolnych lat, Becky Driscoll. Zwierza mu się ze swoich problemów. Opowiada sytuację kuzynki, która zaczyna twierdzić, że jej ojciec nie jest tym samym człowiekiem. Od momentu tego spotkania, wraz z kilkoma pozostającymi przy zdrowych zmysłach przyjaciółmi, będą musieli dzielnie stawić czoła przeciwnościom, które zsyła na nich przewrotny los prosto z kosmosu.
Zagłada w Mill Valey
Książka Jacka Finney’a dostarczyła mi sporo rozrywki i niecodziennych wrażeń, bowiem była to podróż przez nieznane dla mnie do tej pory literackie szlaki. Co prawda interesuję się zjawiskiem UFO i utożsamianej z tym cywilizacji pozaziemskiej, lecz dotychczas czytałem jedynie książki uznanych w tej dziedzinie ufologów i oglądałem filmy dokumentalne oraz niektóre z gatunku science fiction. Jest to więc pierwsze moje spotkanie z powieścią fantastyczną, a zarazem od razu tak bardzo przyjemne. Dzięki pierwszoosobowej narracji oraz przyjaznemu usposobieniu pozostających przy życiu bohaterów, którzy jednoczą siły by przetrwać i jednocześnie znaleźć sposób na powstrzymanie inwazji, czytelnik ma wrażenie jakby był w samym centrum wydarzeń, stał obok Milesa i Becky oraz razem z nimi próbował wyjaśnić, co tak naprawdę się dzieje. Napięcie z każdym ruchem protagonistów rośnie w zawrotnym tempie, poziom zaufania międzyludzkiego spada a niepewności potęguje się wraz z odkrywaniem kolejnych wstrząsających faktów. W powietrzu da się wyczuć nieprzychylną aurę, zagrażającą życiu, a w najciemniejszych zakamarkach miasta może czaić się obcy, upodabniający się do jednego z nas. Wszystko to rozgrywa się na granicy obłędu, w który nie trudno popaść. Absurdalność i komizm sytuacji w jakiej znaleźli się ocalali jest niepodważalny. Przedstawiona historia fabułą przypomina bardziej filmy klasy B, wobec czego ciężko o zachowanie całkowitej powagi, w momencie gdy groteski wylewają się spomiędzy kartek, a gigantyczne kokony, niesione światłem słonecznym w ten sposób docierają do Ziemi i rozpoczynają na niej proces przetrwania własnego gatunku, co wiąże się (niestety) z likwidacją ludzkiej populacji. Jest to z pewnością zamierzony efekt pisarza, którego książka doczekała się kilku ekranizacji.
Na uwagę zasługuje także jakość wydania od Vesper, które oprócz solidnego tłumaczenia i klimatycznej okładki zadbało o rysunki w każdym rozdziale, które pobudzają zwoje wyobraźni i potęgują efekt wczuwania się w sytuację bohaterów. Miejmy nadzieję, że wydawnictwo jeszcze nie raz pozytywnie nas zaskoczy w tym aspekcie.