Drużyna znana jako Vox Machina mierzy się z kolejnymi zadaniami. Czy dalszy ciąg ich przygód okaże się równie ciekawy jak poprzednie? Czy twórcy komiksu mogą mówić o udanej kontynuacji?
Czas dla Groga
Jak sugeruje okładka komiksu, drugi tom przygód Vox Machiny w dużej mierze skupia się na Grogu. To właśnie siłacz na samym początku wpada w spore tarapaty, a przyjaciele muszą mu jakoś pomóc. Misja szybko okazuje się znacznie poważniejsza, niż mogłoby się wydawać. Goliath zostaje bowiem opętany i ma niewiele czasu, aby pozbyć się wpływu niejakiego Dratha Mephruna. Jak się okazuje, nasz barbarzyńca nie może liczyć nie tylko na swych kompanów, ale także na dawną przyjaciółkę Pike. Szybko okaże się, że to nie jedyna nowa członkini tej niezwykłej ekipy.
Należało zebrać drużynę
Podobnie jak w przypadku poprzedniego tomu, także i tutaj historia oparta jest na sesjach RPG, które wcześniej śledziliśmy na kanale Critical Role. Za scenariusz odpowiada Jody Houser, wspierana przez Mistrza Podziemi, Matthew Mercera. Sama przygoda rozpoczyna się praktycznie w tym samym miejscu, gdzie została zakończona w poprzedniej części, czyli w Stilben. Szybko jednak przenosi się do innych, zupełnie nowych miejsc, dzięki czemu czytelnik ma okazję rozpocząć eksplorację tego uniwersum. Nadal zdecydowanie czuć tu klimaty gier fabularnych. Nawet mniej doświadczeni gracze łatwo odnajdą odniesienia do sesji i wyobrażą sobie, jak to wszystko wyglądało przy stole i podczas rzutów kośćmi. Oczywiście nie jest to żadna wada. Z jednej strony wszystko opowiedziane jest w sposób przemyślany i wciągający, a i zwrotów akcji nie brakuje. Z drugiej, taka fabuła może być także inspiracją do zabawy. Jednak największą zaletą są tu sami bohaterowie i sposób, w jaki ich ukazano. Jeśli mieliście okazję oglądać stream z sesji czy serial animowany na Prime Video, zauważycie, jak świetnie odwzorowano postaci. Każda z nich jest unikatowa i przyciągająca, otrzymując na tyle dużo czasu, byśmy mogli je bliżej poznać i polubić jeszcze bardziej. W myślach wiele osób zapewne czyta dialogi głosami poszczególnych postaci, ponieważ tak wiernie przeniesiono je na kadry komiksu. Niektóre są dokładnie takie, jakimi je znamy (przede wszystkim Vex i Vax), a inne dopiero się rozwijają (uwielbiam naiwność Keyleth, uczącej się życia wśród ludzi). Nie sposób też nie wspomnieć o humorze, którym Vox Machina przyciąga wiele osób. W komiksie także go nie brakuje, a jest on ukazany jeszcze lepiej niż w przypadku pierwszego tomu (Scanlan udający Burta Reynoldsa momentami kradnie show). Dla fanów dodam, że nasza drużyna jest wreszcie w komplecie. Poza wspomnianą już Pike dołącza do niej także Percy. Jeśli oglądaliście już trzeci sezon serialu, zaznaczę, że jego origin jest nieco zmieniony w stosunku do tego, co widzieliśmy na ekranie. Różnica jest może niewielka, ale znacząca dla rozwoju wydarzeń. Więcej zdradzić nie mogę, by niczego nie zaspoilerować.
Trening czyni mistrzynię
W drugim tomie dostajemy rozwinięcie nie tylko charakterów i relacji między bohaterami. Zmianie uległa także oprawa graficzna. Za tę część ponownie odpowiada Olivia Samson, która najwyraźniej nabyła sporo wprawy w tworzeniu komiksów. W pierwszym tomie można było narzekać przede wszystkim na braki w tle, zbyt małą liczbę szczegółów i zachowawczość. Teraz rysowniczka zdecydowanie poszła naprzód. Wszystko jest jeszcze bardziej klimatyczne i wprowadza nas do tego fantastycznego świata. Znakomicie widać przejścia pomiędzy kolejnymi lokacjami. Co do najważniejszych postaci, już wcześniej nie można było mieć uwag, gdyż zostały one wiernie oddane. Jednak teraz na brawa zasługuje także ukazanie drugoplanowych bohaterów, w tym złoczyńców. Zwłaszcza Drath, ale także Bagienny Dzieciak, nimfa czy szkielety robią wrażenie i wprowadzają dodatkowy element grozy.
Dodatek
Na słowa pochwały zasługuje także wydanie komiksu. Poza samą przygodą na końcu znajdziemy szkicownik, a w nim nie tylko projekty postaci ukazane z każdej strony, ale także ciekawe opisy dotyczące etapów tworzenia. To dobra wskazówka dla tych, którzy sami chcieliby zacząć rysować, ale także ciekawostka dla fanów Vox Machiny. Dodatkowo znajdziecie także kilka okładek alternatywnych. Naprawdę cieszę się, że polski wydawca, KBOOM, nie pominął tego elementu.
Fantasy w najlepszym wydaniu
Drugi tom „Critical Role: Vox Machina. Początek” nie tylko dorównuje pierwszej części, ale nawet ją przewyższa. Jest tu jeszcze więcej charakterystycznego dla serii humoru, postaci zostały rozwinięte, przygoda zdecydowanie poszła naprzód, a wszystko to zostało okraszone znakomitą oprawą graficzną. Komiks zdecydowanie polecam wszystkim fanom RPG oraz oczywiście Vox Machiny (czy to serialu Amazona, czy też widzom streamów), ale także fanom fantasy, którzy na pewno nie będą zawiedzeni. Całość czyta się szybko, jest wciągająca i potrafi zaskoczyć na różne sposoby. Z niecierpliwością czekam więc na kontynuację!