Mała Syrenka została po raz pierwszy opublikowana w 1837 roku w zbiorach baśni Hansa Christiana Andersena. Opowieść o syrenie, która zakochała się w ludzkim księciu, należy do najbardziej znanych i lubianych historii o miłości.
Ponad 100 lat później wytwórnia Walt Disney Pictures wyprodukowała film animowany nawiązujący do baśni Andersena. Kultowa animacja porwała serca widzów na całym świecie i utrwaliła się w ich świadomości przez dekady. Nic dziwnego, że fani mają wysokie oczekiwania wobec aktorskiego remake’u, który właśnie trafił do kin.
Fale nostalgii
Na myśl o Małej Syrence zalewają mnie ciepłe fale wspomnień. Od najmłodszych lat moim żywiołem jest woda, dlatego Ariel była moją ulubioną księżniczką Disneya. Chociaż nigdy nie byłam w stanie zrozumieć, dlaczego chciała opuścić tak piękny i barwny świat oceanu.

Źródło: Disney
Chyba wszyscy doskonale znają przebieg historii Małej Syrenki. Ariel, tytułowa syrena, jest zafascynowana lądem, a nie morskimi głębiami. Gdy pewnego dnia ratuje tonącego księcia Eryka, za wszelką cenę postanawia trafić do świata ludzi. Zawiera umowę z morską wiedźmą, aby znów spotkać ukochanego.
Wersja live-action Małej syrenki posługuje się nostalgią podobnie jak inne kinowe remaki klasycznych animacji. Zostały wprowadzone drobne zmiany, które nie wniosły niczego znaczącego do fabuły. No może poza jedną.
Reżyser Rob Marshall zdecydował się na nieco inne zakończenie, które zdecydowanie bardziej podkreśliło przekaz historii. Film traktował o pogoni za marzeniami, jakby od tego zależało życie Ariel oraz księcia… bo faktycznie zależało! Opowieść uczy odbiorców, że pomimo rzucanych kłód pod nogi (lub płetwy) warto wytrwale dążyć do celu. Mała syrenka odnalazła szczęście, związując się z księciem i znajdując swoje miejsce na ziemi.

W księcia Eryka wciela się Jonah Hauer-King.
Źródło: Disney
Na szczęście postać Eryka została bardziej rozwinięta i nie był już tylko księciem, który szuka kandydatki na żonę. On także mógł poczuć się spełniony – nareszcie wydostał się z murów zamku, aby odkryć nieznane lądy z ukochaną u boku. W moim odczuciu ślub syreny i człowieka, przedstawiony w słynnej animacji, nie miał aż tak mocnego i satysfakcjonującego wydźwięku jak finał remake’u.
Nie ma ryby bez ości
Disney coraz śmielej wprowadza do swoich produkcji polityczną poprawność i kulturę woke, które odnoszą się przede wszystkim do sprawiedliwości społecznej. Casting głównej bohaterki wywołał sporo kontrowersji wśród internautów. Nie spodobał im się fakt, że Ariel została odegrana przez czarnoskórą aktorkę Halle Bailey. Przy historycznych adaptacjach zrozumiałabym oburzenie, lecz w przypadku fikcji uważam, że kolor skóry aktorki nie ma znaczenia.

Halle Bailey jako Ariel.
Źródło: Disney
Zawiodłam się tylko, że Ariel nie miała czerwonych włosów, które szczególnie wyróżniały ją na tle księżniczek Disneya. Jednak Halle nadrobiła ten błąd swoją aparycją, która idealnie pasuje do beztroskiej i nieco naiwnej Arielki, a także potężnym, „syrenim” głosem, szczególnie wywierającym wrażenie w piosence Part of Your World. Dla tego momentu warto obejrzeć wersję z napisami.
Filmy fantastyczne pozwalają na wykorzystanie nieograniczonej wyobraźni i spełnienie fantazji twórców, lecz w miarę możliwości realizm także powinien zostać zachowany. Przykład rodzonych sióstr o różnych pochodzeniach etnicznych tylko utwierdza mnie w przekonaniu, jak niekonsekwentny jest Disney. A przecież jak najbardziej można reprezentować mniejszości w sposób logiczny i spójny.
Szum morza
Sceny musicalowe były wierne oryginałowi, choć piosenki miały nieco odświeżoną treść. Twórcom zależało na przekazaniu feministycznych wartości, a fragment utworu Wyznanie Urszuli „Mężczyźni tam nie lubią trajkotania. Plotkarstwo ich właściwie nudzi dość. Oczekuje się od pań, żeby oszczędzały krtań. Lepiej milczeć niż bez sensu palnąć coś” wyraźnie im w tym przeszkodził. Według mnie zmiana nie była konieczna, ponieważ Urszula ewidentnie próbowała manipulować Ariel.

Melissa McCarthy to nowa Urszula.
Źródło: Disney
Oprócz znanych i uwielbianych piosenek pojawiły się także nowe. W moim odczuciu nie były aż tak chwytliwe jak stare utwory, chociaż rapująca mewa Blaga w Zwrotki plotki treść bardzo mnie urzekła. Pomimo skrzeczącego głosu piosenka nie była irytująca.
Oczywiście na rzecz nowych kompozycji niektóre stare zostały pominięte. Brakowało mi Córek Trytona. Co prawda imiona sióstr zostały zmienione i zapewne piosenka miałaby zupełnie inny wydźwięk. Tylko co stało na przeszkodzie, by napisać nowy utwór dla syren tak jak w broadwayowskim musicalu She’s In Love?
Kolejna odsłona Rekinado?
Niezwykle trudnym zadaniem było przedstawienie świata podwodnego, by wydawał się realistyczny, a jednocześnie zapierał widzom dech w piersiach. Zaskoczyło mnie, że twórcy nie byli do końca gotowi na to wyzwanie. W końcu Walt Disney jest wysokobudżetową wytwórnią, która może pozwolić sobie na imponujące efekty specjalne. Moją uwagę zwrócił szczególnie nieudany design zwierzęcych postaci. Na widok Florka albo kraba Sebastiana miałam ochotę wybuchnąć śmiechem… przez gorzkie łzy. Myślę, że pozostawienie animowanych zwierząt, tak jak w Alvinie i wiewiórkach albo Kosmicznym meczu, okazałoby się lepszym rozwiązaniem.

W roli króla Trytona wystąpił Javier Bardem.
Źródło: Disney
Odnoszę wrażenie, że twórcy mieli problem z wyglądem włosów pod wodą. Fryzury syrenich sióstr oraz króla Trytona zbyt słabo unosiły się i falowały w wodzie, a momentami wydawały się suche. Być może naturalny efekt włosów zaburzyłby estetyczny wizerunek postaci, ale jestem przekonana, że zawsze można uzyskać złoty środek.
Jednak muszę przyznać, że rafy koralowe z ławicami ryb, płaszczek, meduz, koników morskich i żółwi podsycały magię w filmie. Twierdza wiedźmy morskiej również została świetnie wykonana, a wpływając do niej wraz z Arielką, poczułam niepokój.
Mawiają, że ryby głosu nie mają
Miałam okazję obejrzeć film w polskiej wersji językowej. Głos syrenki jest jednym z najważniejszych elementów bajki, a Sara James spisała się znakomicie, wcielając się w rolę Ariel. Aktor, który odegrał Florka (Olivier Derkacz), również został świetnie dopasowany. Pomimo pięknych, melodyjnych głosów odniosłam jednak wrażenie, że dubbing momentami nie był dostosowany do ruchu ust albo był delikatnie opóźniony.
Mała Syrenka dostarcza widzowi cały wachlarz emocji – poprzez nostalgię, rozbawienie, a także głębokie wzruszenie. Czy to jednak wystarczy? Film był pozbawiony wyobraźni i sztywno trzymał się materiału źródłowego. Disney powinien chwycić za ster i popłynąć dalej po nowe pomysły. Niemniej jednak Mała Syrenka to produkcja, która zachwyci młodszych widzów i wywoła tęsknotę za dzieciństwem u starszych, którzy doskonale pamiętają oryginał.
Na film Mała Syrenka zapraszamy do sieci kin Cinema City!