Pojedynki mogą mieć różną formę. Przeciwnicy mogą walczyć na miecze, na łuki, na pistolety. Jednakże starcia z użyciem magii wydają się najciekawsze, bowiem trudno oszacować, kto ma większą siłę, a wówczas kiedy mamy do czynienia z jedną najbardziej nieustępliwych czarownic na świecie oraz najpotężniejszym czarnoksiężnikiem wśród komiksowych superbohaterów wydaje się to wręcz niemożliwe.
Kacza wiedźma i Charles Xavier
Każda magiczna postać jest potrzebna swojemu uniwersum i tak przemyślana, że bez niej mogłoby ono runąć w gruzy. Bohaterowie, którzy mają się ze sobą zmierzyć, uznawani są za negatywne, niemniej ich działania w pewien pokręcony sposób mają swoją rację.
Zacznijmy od kobiety, bo tak wymagają dobre obyczaje. Magika została stworzona przez „kaczego ojca” Carla Barksa, a jej komiksowy debiut to rok 1961. Mieszka we Włoszech na zboczu Wezuwiusza, w domu, który przeżył wiele pokoleń kaczek obdarzonych magicznym talentem. Głównym celem De Czar jest zdobycie niezmierzonego bogactwa, które ma jej zapewnić medalion zrobiony ze stu talizmanów najbogatszych ludzi na świecie, zapewniający „dotyk Midasa”. Brakuje jej tylko ostatniego ‒ szczęśliwej dziesięciocentówki Sknerusa McKwacza. Niewątpliwie to właśnie miliarder z Kaczogrodu jest jej największym przeciwnikiem, i vice versa. Jednakże gdyby nie Magika, wujek Donalda straciłby swój spryt, pozwalający mu nie tylko chronić swoje dziesięć centów, ale też nie dopuścić do przejęcia jego pozycji przez Granita Forsanta czy właśnie Magikę. Kto wie, czy gdyby De Czar stała się głównym graczem na rynkach całego świata, nie zapanowałby kryzys gospodarczy, bo w końcu co czarownica może wiedzieć o tym, jak być rekinem biznesu?
Doktor Strangefate w przeciwieństwie do nemezis kaczorów, to w pewnym sensie efekt „wpadki”. I nie mam tutaj na myśli przypadkowego zbliżenia pary bohaterów z DC i Marvela, ale magiczne zawirowania, jakie zmusiły superherosów z dwóch różnych wydawnictw do przetrwania w zupełnie innej rzeczywistości. Polegało to na wymieszaniu elementów dwóch różnych światów i powstaniu zupełnie odrębnego uniwersum Amalgam. Tam Doktor Strangefate był ucieleśnieniem Charlesa Xaviera posiadającego moce i artefakty naprawdę konkretnych magów ‒ począwszy od peleryny Doktora Strange’a, a skończywszy na hełmie Nabu Doktora Fate’a. Generalnie doktor ze świata Amalgam mieszkał w Arkham Tower, a jego jedynym celem było zapewnienie ciągłości swojego uniwersum, aby nie rozpadło się ponownie na DC i Marvel. Pobudka godna podziwu, misja nad wyraz odpowiedzialna, jednakże stwarzała zagrożenie dla klasycznych superbohaterów. Ostatecznie zarówno magiczny Charles Xavier, jak i cale jego uniwersum po starciu z postaciami z DC i Marvela nie zginęli, ale wegetują w międzywymiarowej kieszeni Doktora Strange’a.
Metody i sposób działania
Obydwie postacie do pomocy mają sługusów. Magikce towarzyszy nieodłączny kruk Edgar ‒ wykonuje on dla swojej pani rozmaite czynności, takie jak poszukiwanie ksiąg, zdobywanie składników do eliksirów czy szpiegowanie Sknerusa. Nie jest to może ideał sługi, bowiem często okazuje się ślamazarny i niezdarny, ale czarownica kocha go pomimo jego ułomności. Czasem De Czar przychodzą z pomocą uczennice Hoka i Poka oraz Kwaczelf i Gapuś. Z kolei Strangefate ma aż czwórkę wykwalifikowanych pomagierów, którym nie musi powtarzać dwa razy, co robić, jednakże nie darzy ich żadnym uczuciem, poza pewną dozą zaufania i szacunku za lojalność. Wśród nich znajdują się Myx, White Witch (Wanda Zatara) oraz zombie Robert Bruce Banner i Jade Nova. Jak widać wszyscy o bardzo „nobliwym” pochodzeniu, których pierwowzory są znane miłośnikom komiksu na całym świecie. Spartańskie podejście do swoich sidekicków daje lepsze efekty w egzekwowaniu powierzonych zadań niż pobłażliwe podejście Magiki.
Porównując magiczne zdolności tych dwóch ikon komiksowych, trudno stwierdzić, która z nich ma przewagę. Z całą pewnością Magika jest tradycjonalistką. Używa miotły, eliksirów warzonych w kotle, często też różdżki do inkantowania „śpiewająco-rymujących” zaklęć oraz magicznej kuli, która pozwala jej widzieć przyszłość. Strangefate ma zupełnie inny styl magicznego bycia. Dysponuje ogromną gamą czarów z dwóch uniwersów komiksowych oraz korzysta tylko z bardzo zaawansowanych artefaktów. Potrafi obejść się bez różdżki, więc jest jakby poziom wyżej niż De Czar, a poza tym ma zdolność Charlesa Xaviera ‒ potrafi czytać w myślach, dzięki czemu zna każdy atak przeciwnika.
Wygrywa…
I chciałoby się powiedzieć, że te dwie postacie mają zupełnie różny styl i pochodzą z zupełnie innych światów, oprócz magii nic ich nie łączy, więc trudno rozstrzygnąć ten pojedynek bowiem nie ma odpowiedniej skali porównawczej. Ja wam jednak odpowiem. Wygrał Disney. Jest to prawie wszechobecny byt, przeciwko któremu nie ma żadnego skutecznego czaru. A zarówno Magika, jak i Strangefate podlegają Imperium Myszki Miki. Czarownica z Wezuwiusza egzystuje w Kaczym Uniwersum, zaś doktor z Amalgam żyje na jednej z alternatywnych ziem o numerze 9602, nad którą panuje Marvel(sam zaś podlega disnejowskiemu konsorcjum). Dwie potężne postacie nie wskórają tutaj nic. Jednakże jeśli dokładniej zanalizujemy to starcie, zwyciężyłby Charles Xavier, gdyż jedna z jego części to Doktor Fate, a ów mag należy do DC Comics, które (na szczęście) nie zostało do tej pory wykupione przez Mikiego i spółkę. Strzeż się hollywoodzka myszo, albowiem jeśli najedziesz dom Batmana i Supermana, strażnik hełmu Nabu powstrzyma twe zamiary!