Historia Kevina Eastmana i Petera Lairda, którzy zawsze byli fanami Franka Millera i jego dzieła pt. Powrót Mrocznego Rycerza sprawiła, że fani czekali na więcej. Dlatego też powstał Ostatni Ronin. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc otrzymują więcej. W planach jest gra i film na podstawie dzieła Eastmana i Lairda, a także doczekaliśmy się kontynuacji. I o tym jest właśnie ta recenzja.
Droga do poszukiwania siebie
Najnowszy tytuł to swoisty prequel, który opowiada o dziesięcioletniej podróży Michelangelo – od załamanego, pogrążonego w żalu pacyfisty do bezlitosnego zabójcy, prześladowanego przez wspomnienia bliskich, których stracił. Podczas wędrówki przez Azję i Europę by znów trafić do Ameryki, bohater napotyka na przerażającego watażkę o imieniu Olgoi, który sieje zniszczenie na całym obszarze. Zanim Michelangelo będzie mógł dokonać zemsty za śmierć swojej rodziny, postanawia najpierw zmierzyć się z tym nowym wrogiem, który w pełni wykuje jego charakter.
Najnowsze dzieło ukazuje, jak doszło do przemiany żartownisia grupy walczących żółwików. Choć proces ten rozpoczął się dawno temu, po śmierci Raphaela, która zaostrzyła konflikt między Shredderem a Splinterem, to właśnie prequel pozwala śledzić emocjonalne rozterki samotnego ninja, który można by rzec staje się bardziej roninem w tym opowiadaniu niż ninją. Żałoba po stracie bliskich zostaje zamanifestowana w postaci duchów braci. To właśnie trauma definiuje Michelangelo – który przez lata stronił od broni, lecz w końcu po nią sięga, poddając się jak prawdziwy wojownik kolejnym próbom, co niejednokrotnie wywołuje współczucie w czytelniku. Najnowszy tytuł to głęboko przemyślane studium postaci, choć jego rozwój w dużej mierze opiera się na niekończącym się cyklu przemocy i utraty bliskich, z tego względu ten komiks na pewno nie może być traktowany jako rozrywka dla dzieci. Wewnętrzny konflikt między obowiązkiem a przeznaczeniem, między sobą, a rzeczywistością stanowi jeden z głównych motywów historii. W przeciwieństwie do wielu komiksów, gdzie akcja jest głównym elementem, tutaj sceny walki pełnią jedynie funkcję estetyczną – niczym w barwnych japońskich przedstawieniach o niezwykłych czynach, a to właśnie refleksyjne momenty mają największą siłę oddziaływania.
Jak opowiadać o tym co było, jest i będzie?
Komiks umiejętnie przeplata wiele planów narracyjnych: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Główna narracja dzieli się na dwie części – „wtedy”, czyli podróż Michelangelo oraz „teraz”, skupione na Casey Marie Jones – córce April, która przygotowuje nowe pokolenie Żółwi Ninja do przyszłych walk. Między tymi osiami czasowymi pojawiają się retrospekcje, stopniowo rozszerzające historie Eastmana.
Jeden z rysowników S.L. Gallant odpowiada za ilustracje związane z Michelangelo podczas podróży “wtedy”, a Maria Keane swoją kreską dodaje im głębi – dba o detale, grę światłocienia, które nadają scenom mrocznego klimatu. Z kolei Luis Antonio Delgado barwnie podkreśla charakterystyczne cechy świata – od ponurych, postapokaliptycznych odcieni po bardziej jaskrawe elementy, np. stroje przeciwników Michelangelo, które wyglądają jak z lat 90. W retrospekcjach dominuje sepia, przypominająca wyblakłe wspomnienia.
Natomiast w „teraźniejszości” Ben Bishop rysuje bardziej kolorowo, jaskrawie, nadając temu pewien optymizm – podziemny świat nowej drużyny jest ciepły i pełen elementów przypominających domowe dojo. Adepci Casey mają unikalne wzory skorup, co sugeruje inspirację prawdziwymi gatunkami żółwi i pokazuje, jak naprawdę rozbudowany jest ten świat. Przeciwwagą dla technologicznie zaawansowanego, dystopijnego miasta z poprzedniej części, jest ich bardziej naturalne, przyjazne środowisko.
Wydawnictwo Nagle! Comics wydaje się rozumieć polskiego czytelnika. Nie tylko dlatego, że wydaje kontynuacje i w dobrej twardej oprawie, ale też ze stosunkowo niezłą ceną do jakości. Uważam, że warto kupić ten tom, gdyż z poprzednim stanowi świetną historię, która stanie się wkrótce arcydziełem powieści graficznych.
Mroczny komiks, który łącząc różne konwencje graficzno-tekstowe umiejętnie opowiada jedną z najnowszych interpretacji o Wojowniczych Żółwiach Ninja. I mimo, że seria ta wydaje się mniej poważna niż inne trykociarskie komiksy, to mamy do czynienia z naprawdę wielkim arcydziełem. Z czasem świat się o tym przekona!