Początki są trudne
Powieść jest częścią większego Cyklu książek Asimova, zatytułowanego Imperium Galaktyczne. Opowiada on o losach młodego człowieka, który właśnie pomyślnie ukończył studia. W jednej chwili życie młodzieńca obraca się o 180 stopni. Jego ojciec zostaje zamordowany, a na samego młodzieńca zostaje zorganizowany zamach, który szczęściem nie dochodzi do skutku. Bohater musi uciekać oraz szukać sprzymierzeńców, by wyjaśnić tajemnicę śmierci ojca oraz zatrzymać zamachowców.
Po mniej więcej takim przedstawieniu sytuacji czytelnik jest wrzucany w sam środek ogromnego, liczącego sobie tysiące lat uniwersum. Okazuje się, że wszystko łączy naprawdę szeroka sieć intryg, układów oraz politycznych porozumień. Tutaj nie sposób nie odnieść się do Diuny Franka Herberta, ponieważ niczym tamtejsi Harkonnenowie nad Arrakis, pieczę twardą ręką nad okolicznymi układami planetarnymi trzymają Tyrannejczycy. Wszystko wygląda na bardzo skomplikowane i w rzeczywistości właśnie takie jest. Początkowo może to utrudniać wdrożenie się w świat wykreowany przez Asimova. Trochę brakuje tutaj jakiegoś nawet szczątkowego wstępu, by łatwiej rozpocząć przygodę wraz z bohaterami.
Ja jestem Gillbret, ty Biron a ona Artemizja
A skoro przy bohaterach jesteśmy, postacie są napisane rewelacyjnie. Początkowo nie wiemy o nich zbyt wiele, wręcz nic. Lecz z czasem, jak akcja zaczyna się rozwijać, ich charaktery nabierają rumieńców. Poznajemy ich ciemne i jasne strony, motywacje i zamierzenia. Odbiorca poznaje chłonie i ich życiorysy, których szczegóły ujawniają się w miarę czytania, szczególnie w dialogach.
Mamy zatem świetnie zbudowanego i oczytanego młodzieńca, piękną dziewczynę oraz doświadczonego życiem starszego mężczyznę. Tak prezentuje się czołówka protagonistów, której asystuje grupa niewielu znanych z imienia postaci drugoplanowych. Każde z głównej trójki jest pieczołowicie i przemyślanie przygotowane. Każde oferuje sobą coś innego, wyróżnia się pośród tłumu i jest jedyne w swoim rodzaju, jednocześnie pasując do scenerii czy wydarzeń. Poprzez dobór głównych bohaterów historia może być nieco disneyowska, ale nie psuje to odbioru, nawet gdy autor prezentuje kilka bardzo fajnych, acz mało wiarygodnych zwrotów akcji. Możliwe jednak, że te uwiarygodniające szczegóły są do wyłapania, lecz mi się to nie udało. Tak samo jak wiele procesów dokonujących się w umyśle protagonisty jest pominiętych przez autora, a czytelnik dowiaduje się o nich dopiero, gdy postać powie, że doszła do takich i takich wniosków. Sprawia to, że wiele motywów i zagrań zostaje wytłumaczonych dopiero po kilkudziesięciu stronach lub wcale. Dla niektórych może to być uciążliwe, gdyż nie jest wyjaśnione skąd postać coś wie, bądź dlaczego z miejsca stwierdza pewne fakty.
Im dalej w las
Pomijając te niedogodności, powieść czyta się bardzo dobrze. Widać, że Asimov zna się na tym, o czym pisze. Miejscami książka jest pisana jak wykład naukowy w bardzo lemowskim stylu. Pod tym względem Gwiazdy są bardzo podobne do dzieł Lema. Czytamy o wzorach fizycznych, o badaniu kosmosu, przeliczaniu odległości między planetami czy zawartościach chemicznych ich atmosfer. Co więcej, książka zawiera nawet posłowie, gdzie autor tłumaczy błąd w opisie jednej z planet, który wynikł przez brak ówczesnej wiedzy astronomicznej. Dopiero rzeczywiste badania kosmosu jeszcze za życia autora pozwoliły na odkrycie, które ujawniło pomyłkę.
Ponadto Asimov potrafił stworzyć klimat wyprzedzający swoje czasy bez smartfonów, GPS-ów i innych nowinek XXI wieku. Czujemy czar przyszłości zmieszany z dawnymi zwyczajami. Z jednej strony mamy podróże międzyplanetarne, z drugiej kasty, rodziny szlacheckie i małżeństwa determinowane przez połączenie rodów celem ekspansji. Wygląda to trochę, jakby niektóre zwyczaje średniowiecza przetrwały w dalekiej przyszłości. Jest to widoczne także w dialogach. Postaci mówią do siebie z pewnym rodzajem czci, pietyzmem, jakby wygłaszały kwestie w teatrze. Nie ma krótkich, błahych, nie wspominając o wulgarnych, odzywek.
Już koniec?
Historia, mimo że wymaga nieco skupienia, jest ciekawa, pełna zwrotów akcji i błyskotliwie poprowadzona. Opisy są zredukowane do niezbędnego minimum. O wydarzeniach dowiadujemy się z czynności bohaterów i z dialogów. Akcja regularnie przenosi się między protagonistami a postaciami drugoplanowymi, dając ogląd sytuacji z drugiej strony. Wyjąwszy te naukowe części opisów Gwiazdy są pisane językiem dość prostym, acz kwiecistym i uroczystym. Im bardziej akcja się rozwija, tym ciężej się od nich oderwać. Po początkowych trudnościach całkowicie wsiąkamy w klimat i podążamy za protagonistami w ich podróży. Poznając całą otoczkę, już po chwili bez przeszkód możemy chłonąć ich przygody. Im bliżej końca, tym szybciej uciekają strony, by rozwiać wątpliwości i odkryć karty u finału. U finału, który pozostawia znaczny niedosyt po niezbyt długiej opowieści. Historia urywa się w momencie, gdzie natychmiast chce się kontynuować lekturę. Daje to świetną zachętę na część kolejną.
Słowo na koniec należy poświęcić jeszcze wydaniu. Okładka jest bardzo ładna, aczkolwiek piękna grafika mogłaby zajmować więcej miejsca, ponieważ nazwisko autora to niemal jej połowa. Poza tym jakość papieru jest świetna, nie odbija on światła, a sama książka po otwarciu zachowuje kształt, co technicznie znacznie ułatwia lekturę. Czcionka na śnieżnobiałych kartkach jest dość drobna, ale nie przeszkadza to w niczym. Wydanie jest poprawne. Nie urywa zadu w żaden sposób, ale może się podobać.