Daniel Warren Johnson ma na swoim koncie mnóstwo przepięknie zilustrowanych komiksów. Posiada też nieskończoną wyobraźnię i wiele oryginalnych pomysłów. Extremity zaskoczyło mnie pozytywnie, ale pytanie, czy finał tej historii będzie równie spektakularny?
Pora zakończyć odwieczną wojnę
Extremity pozamiatało mną – ta piękna i straszna opowieść o nienawiści, gniewie oraz zemście była epicka, refleksyjna, a przy tym taka prawdziwa. Z niecierpliwością czekałem na drugą – finałową część. Choć miałem delikatnie obawy czy kontynuacja utrzyma poziom poprzedniczki… i niestety moje wątpliwości się potwierdziły. Co jednak najdziwniejsze, nie bardzo wiem, co nie zagrało w finale. Nadal mamy tutaj przedstawiony przepiękny, oryginalny świat, do tego batalie są po prostu epickie. A jednak z pewnej dziewiątki, Extermity stało się dla mnie porządną siódemką. Nadal jestem zdania, że to genialna seria, a jednocześnie jeden z najlepszych komiksów, które wydało Nagle Comics. Zatem zastanówmy się chwilę, co tutaj nie do końca zagrało? Po pierwsze chyba chodzi o to, że ten mocny, mroczny motyw zemsty oraz nienawiści z pierwszego tomu przekuty w przewidywalną i oczywistą opowieść o odkupieniu oraz nadziei. Żeby nie było, wykonanie jest wzorcowe, do tego autor dorzucił kilka dobrych twistów, ale nadal nie ma tutaj tego mocnego wydźwięku, jaki miał tom pierwszy. Co jeszcze do mnie nie trafiło, to działanie wabika. W tomie pierwszym odkryto coś na kształt broni ostatecznej. Niestety efekt jej działania, to najsłabszy ze wszystkich pomysłów Daniela Warrena Johnsona. Wiąże się to poniekąd też z niewykorzystanym potencjałem istotnego bohatera z pierwszego tomu. Ech.
Piękno dziwacznego świata
Z Warrenem Johnsonem jako scenarzystą mam drobny problem. Nie do końca trafił do mnie Murder Falcon. I teraz też odczułem, jakiś spadek formy w tomie drugim. Ale nawet jeśli do jego pisania mam, jakieś wątpliwości (choć wiem jedno, że ma oryginalne i ciekawe pomysły), to jestem pewien, że jego kreska jest po prostu dziełem sztuki. Ile w tych kadrach jest życia i epickości, a do tego te wszystkie barwne sceny po prostu oszałamiają! Do wydania nie przyczepię się jakoś szczególnie. Doceniam, że umieszczono mapę tego oryginalnego świata, podobnie, jak w tomie pierwszym. Aczkolwiek na minus poczytuję jednak podzielenie tej historii na dwa woluminy. To od razu powinno czytać się w całości. Wydaje mi się, że wtedy też chyba moje rozczarowanie byłoby mniejsze.
Czy warto poznać zakończenie historii o rodowej nienawiści?
Dlaczego, Danielu Warrenie Johnsonie mi to zrobiłeś?! Tak bardzo chciałem mówić o tej serii w samych superlatywach, a tymczasem tom drugi jest po prostu jedynie dobry. Może nawet bardzo dobry, ale to za mało na tle poruszającego tomu pierwszego, którego klimat, fabuła, motywy tak mnie chwyciły za serce, że jest mi po prostu smutno, iż w czasie czytania tej części nie poczułem tego samego. Nawet tych kilka dramatycznych śmierci nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia, jak pokaz brutalności ojca głównej bohaterki. To było szokujące w pierwszym tomie – obserwowanie, jak nienawiść zatruwa duszę w gruncie rzeczy dobrego człowieka. Na pewno jeszcze wrócę do Extermity i przeczytam od razu dwa tomy pod rząd, bo pomimo niespodziewanego zawodu, nadal uważam, że jest to genialny komiks, który ukazuje oryginalny i bezkompromisowy świat. Niewykluczone, że zabrakło większej ilości stron, aby lepiej oddać, to co zadziało się w części drugiej. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy warto sięgnąć po ten komiks, to podkreślę, że chociaż ze względu na rysunki po prostu trzeba przeczytać coś Daniela Warrena Johnsona.