Przenosimy się o 183 lata wstecz od czasu Bitwy o Helmowy Jar. Rohan zostaje zaatakowany przez dzikich ludzi z Dunlandu. Zdrada i rozgrywki na szczycie władzy sprawiają, że Helm Młot wraz ze swoimi wojskami musi schronić się w twierdzy Hornburg. Czy prawowity król ochroni swoich ludzi? I jak udział będzie miała w tym jego niepokorna córka, Hera?
Animowani jeźdźcy Rohanu
Zacznijmy od najważniejszej kwestii. Film to anime. I zanim zaczniecie produkcję bojkotować muszę Was poprosić, żebyście dali mu szansę. Idąc do kina zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Powiem więcej, byłem nawet nastawiony lekko negatywnie, bowiem estetyka anime nie do końca do mnie trafia. Co się jednak okazało? Już na wstępie witają nas znajome głosy aktorów, znane kwestie, a w fotel wbijają tony muzyczne Howarda Shore’a. Fabuła broni się głębią i epickością, zaś sama animacja schodzi na dalszy plan. Szczerze uważam, że gdyby film był zwyczajną produkcją aktorską, mógłby dorównać oryginalnej trylogii filmowej. W tej wersji jest raczej ciekawostką, dodatkiem do sagi, który jednak warto poznać.
Pieśń zemsty
Akcja Wojny Rohirrimów rozgrywa się na wiele lat przed wydarzeniami z Drużyny Pierścienia. Poznajemy Herę, dumną księżniczkę Rohanu, córkę Helma Młota, która zdecydowanie woli przemierzać konno pola i lasy niż szykować się do zaaranżowanego małżeństwa. Pewnego wieczoru do Edoras przybywa poselstwo z Dunlandu. Wasale wypowiadają posłuszeństwo królowi, dochodzi do pojedynku, w którym ginie władca dzikiej krainy. Helm Młot, jak się bowiem okazuje, w pełni zasługuje na swój przydomek, a przeciwnika powala jednym ciosem. Syn zabitego, Wulf, opuszcza Edoras przysięgając zemstę. Po latach powraca do Rohanu na czele ogromnej armii Dunlandingów wraz z najemnikami z Haradu. Podstęp sprawia, że Rohańczycy muszą uciekać do Hornburga. Rozpoczyna się oblężenie. Nie mogę Wam zdradzić więcej, jednak spodziewajcie się wyjaśnień wielu legend, które znamy z Władcy Pierścieni.
Nie moja estetyka, ale wciąga
Jeśli chodzi o samą animację, jest ona całkiem niezła. Przypomnę, nie jest to moja estetyka, ale starałem się spojrzeć na nią jak najbardziej obiektywnie. Twórcy starali się utrzymać klimat Śródziemia ukazany nam przez Petera Jacksona, lokacje oddane są niemal identycznie. Nieco gorzej sprawa wygląda z postaciami, bowiem są to typowe dla anime archetypy – przystojny książę, dzielna księżniczka, itp., itd. Całość wygląda jednak poprawnie, a cała historia wciąga na tyle mocno, iż sam wygląd filmu nie będzie nam aż tak przeszkadzał. Miejscami widać pośpiech twórców, a bohaterowie wydają się niedokończeni, są to jednak ułamki sekund na tle całej produkcji. Obawiałem się wyglądu walk pomiędzy bohaterami, wielu metrowych skoków, wielkich zamachów – pojedynków typowych dla anime. Na szczęście moje obawy znowu się rozwiały, starcia są jak najbardziej realistyczne, a postaci wyskakują wysoko w górę jedynie dwa razy w czasie całego filmu. O dwa za dużo, ale do zniesienia.
Poprawny powrót do Śródziemia
Bawiłem się świetnie, a twórcy zapewnili mi powrót do Śródziemia. Mógłbym narzekać na formę, jednak dalej film sprawił, że poczułem się jak dziecko. Uważam, że w wersji aktorskiej mógłby powalczyć o najważniejsze tytuły, a ja oceniłbym go 10/10. W tej sytuacji jednak mogę zaproponować mocne 8, a Wam wszystkim polecić zobaczyć przygody Hery i Helma Młota na własne oczy.
Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję sieci kin Cinema City.