Połączone siły Normana Osborna i Wilsona Fiska sprawiają, że Kindred zostaje pojmany. Jednak czy tym obu szaleńcom sprzyja ten sam cel? W tym samym czasie grzechy wchłonięte przez Zjadacza Grzechów powróciły do ich gospodarzy, a śladem Martina Li, rusza Pan Negatyw. Wychodzi na to, że Spider-Man będzie miał pełne ręce roboty!
W sieci spisków
W poprzednim tomie przygód pajęczaka dowiedzieliśmy się, kim jest tajemniczy złoczyńca korzystający z przydomka Kindred. Teraz antagonista zostaje schwytany dzięki wspólnym wysiłkom Normana Osborna i… Wilsona Fiska. Okazuje się, że po tym, jak Zjadacz Grzechów pozbył się wszystkich grzechów Zielonego Goblina, wychodzi na jaw, że ten szuka odkupienia, ponieważ w parze z burmistrzem Wilsonem Fiskiem jest w stanie uwięzić swojego syna na terenie Instytutu Ravencroft. Musicie bowiem wiedzieć, że Amazing Spider-Man t.12 Porwana sieć skupia się na skutkach pojmania Kindreda oraz na tym, co dla rodziny Osbornów oznacza świadomość tego, kto krył się pod jego maską.
Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Norman Osborn zyskał swoje miejsce jako jeden z największych złoczyńców Marvela, niezależnie od tego, czy jest w „trybie goblina”, czy nie, to odpowiadający za scenariusz Nick Spencer pozwala tej postaci pokazać swoją bardziej wrażliwą stronę – Norman próbuje nawiązać kontakt z synem, a także z dalszą rodziną, m.in. własnym wnukiem. Autor zresztą chyba całkiem dobrze czuje się w mieszaniu wielu wątków pobocznych, bo swoje pięć minut ma tutaj relacja ciotki May oraz Petera Parkera, oraz tego, jak wygląda jego związek z MJ, co potwierdza tylko głęboką więź tych postaci.
Nie da się również ukryć, że obecny tom ma w sobie pewien dualizm, nie tylko za sprawą odmienionych Osbornów, ale też Pana Negatywa. Jako jego alter ego Martin Li szuka schronienia w FEAST, schronisku dla bezdomnych, które sam założył. Niestety niedane mu będzie zbyt długo nacieszyć się wolnością, bo jego gang jak i grzeszny byt, który reprezentuje moce Li, chcą odzyskać swojego szefa.
Negatywy pełne barw
Wspomniany dualizm możemy również odczuć w szacie graficznej, ponieważ pracami nad nią dzielą się artyści – pierwsze dwa numery i ostatni są rysowane przez Marka Bagleya, a dwa środkowe są autorstwa Marcelo Ferreiry. Bardziej szczegółowy styl Ferreiry kontrastuje ze stylem Bagleya, ale z racji, że obaj rysują inne rozdziały komiksu, to bardzo dobrze się dopełniają. Ten drugi radzi sobie świetnie, nawet gdy wiele scen to po prostu rozmowy postaci. Z kolei ten pierwszy bardziej pasuje do mroczniejszego tonu tej serii.
Dużą rolę odgrywa tutaj także użyta paleta barw oraz cieniowanie, za które odpowiadają m.in. Wayne Faucher czy Morry Hollowell. Widać to szczególnie w scenie, w której Spidey płacze i czytelnik może przekonać się, jakie uczucia targają mężczyzną w masce. Amazing Spider-Man t.12 Porwana sieć to momentami bardzo mroczny i ponury komiks, w którym wachlarz emocji widoczny u różnych postaci pomaga w tworzeniu poczucia dramatyzmu. Skorzystano tu także z retrospekcji, które dzięki artystom w zasadzie unoszą się nad umysłem Petera i integrują się między panelami, rozpływając się w powietrzu.
Dusza Petera Parkera
Obecna seria Amazing Spider-Man wydawana w ramach Marvel Fresh przez wydawnictwo Egmont pod płaszczykiem superbohaterskich akcji skupia się w dużej mierze nad relacjami postaci oraz ich emocjami. Prawdziwą perełką tego tomu jest zasadniczo monolog Petera Parkera, który chociaż może wydawać się dosyć nudnym fragmentem, to dobrze pokazuje, jak Nick Spencer rozumie nie tylko samego Petera, ale także lata ciągłości Spider-Mana i jak poprzednie historie ukształtowały to kim ta postać jest dziś.
Łącząc ze sobą kilka wątków, scenarzysta skutecznie posuwa historię Kindreda do przodu. Prawdziwa misja głównego antagonisty pozostaje nieujawniona, chociaż ciekawie jest zobaczyć skutki jego działań. To, co zrobił swojej rodzinie, a raczej jej reakcja na to, wydają się bardzo naturalne i wiarygodne. Jednocześnie czytelnika pochłania kilka innych intryg oprócz tych najbardziej oczywistych kreowanych przez Kingpina czy Zielonego Goblina – nie są to jednak jedyni aktorzy tego spektaklu. Cliffhanger na końcu wydaje się sugerować, że istnieje para, której nigdy wcześniej razem nie widzieliśmy, a która może jeszcze nieźle namieszać, w tej i tak pogmatwanej sytuacji.
Podsumowując, nie ma tu nic niesamowitego, ot po prostu dobre historia o Spider-Manie z równie dobrą grafiką. Z niecierpliwością czekam na tom 13, bo obecnie komiks, zamiast odpowiedzieć na niektóre pytania, zadaje ich jeszcze więcej i dodatkowo dorzuca kilka kolejnych wątków fabularnych, taki jak powrót Pana Negatywa czy śledztwo, które rozpoczął Doktor Strange itd. Także szykuje się coś dużego, pytanie jednak, czy na końcu okaże się, że było to warte czekania? Zobaczymy…