Maja, ułuda
Skoro spotykają się pisarz i postać literacka, wasze pierwsze pytanie powinno brzmieć: czy to prawda? Rzeczywistość czy majak? Ktoś udaje sławnego detektywa, czy James wpadł do króliczej nory snucia opowieści? Główny bohater, jak przystało na wielki, artystyczny umysł, strawi nieco czasu na tych dociekaniach. Zwłaszcza że nieoczekiwane spotkanie z człowiekiem wyciągniętym ze szmirowatych (według miary jego własnego pióra) sensacyjek wtłoczy go w tryb równie kiczowaty i chłopacki, jak biednego Watsona. Doktor może i czerpał z tego radość, James, jak się obawia, jedynie uwala płaszcz i spodnie biorąc udział w tych nonsensach.
Tymczasem wszyscy wokół zdają się uznawać Sherlocka za jak najbardziej realnego. Dla Kierów, grupki przyjaciół, która straciła swoją piątą członkinię (stąd tytuł), wydaje się on ostatnią nadzieją na wyjaśnienie, czy jej samobójstwo nie było jednak morderstwem. Holmes z jakiegoś powodu uznaje Jamesa za idealny produkt zastępczy Watsona, a jednocześnie przykrywkę dla prowadzenia śledztwa wymagającego podróży po Ameryce i wprowadzenia do society.
Tyle fabuła. Książka Simmonsa zabiera nas do Waszyngtonu, który wówczas składał się z kilku „lepszych” ulic i biednej dzielnicy (do której, wbrew sobie, zawędruje nasz biedny James), na śnieżnobiałą Wystawę Światową (lecz już nie do słynnego hotelu innego znanego Holmesa), pozwoli podróżować luksusowymi pociągami jak z Agathy Christie. Pojawi się kilka gotyckich motywów, na przykład cmentarne usprawnienia rodem z Edgara Allana Poe. To powieść pełna tropów i nawiązań, miłośnicy klasyki przełomu wieków będą mieć sporą radość z ich tropienia. I może dlatego mam wrażenie, że nie o akcję tu chodzi, ale literackość i jej związki z rzeczywistością.
Henry James, pisarz queerowy
W latach 90. XX wieku już oficjalnie uznano Jamesa za jednego z najważniejszych gejowskich pisarzy z epoki głębokiej szafy. Rodzina autora przez długi czas starała się ukrywać „jego skłonności”, co prawdopodobnie było jednym z ważniejszych życzeń samego zainteresowanego. Simmons (bezlitośnie) podkreśla to, co badacze ustalili już dawno: James był fanatycznym wyznawcą gry pozorów i kształtowania swojego wizerunku jako szlachetnego intelektualisty. Niestety, ostatecznie spadkobiercy wydali jego listy do młodych mężczyzn (tak brzmi tytuł, Dearly Beloved Friends. Henry James’s Letters to Younger Men). Czytelnicy są zachwyceni, a autor niewątpliwie zgrzyta zębami, o ile patrzy na nich gdzieś z zaświatów dla literatów… i dla postaci, które tamci kreują, czasem mając za tworzywo słowa, innym razem własne życie.
Takie refleksje mogą z wami zostać po przeczytaniu Piątego kiera, o ile znacie kontekst. Jeśli nie, wątek Jamesa patrzącego na męskie ciała wyda wam się queer baitingiem niespecjalnie z resztą książce potrzebnym, bo w moim odczuciu niezbyt dobrze łączy się z resztą motywu Jamesa niechętnego zabawie w dochodzenie. Niechętnego przynajmniej oficjalnie, bo czasem miewał z niej frajdę. Usilne zachowywanie pozorów wręcz odcina pisarza także od jego własnego organizmu, któremu aktywność fizyczna sprawia przyjemność, a przecież nie wypada (nie wiem, odczuwać przyjemności czy nawet ruszać się, za mało znam twórczość Jamesa). Simmons stara się pokazać czytelnikowi, jak bardzo James stara się kontrolować swoje myśli, skojarzenia i wspomnienia, jednak bez wiedzy o jego biografii można odnieść wrażenie, że to autor Hyperiona nie umie rozwinąć postaci.
Dwaj najważniejsi bohaterowie tej książki i ich relacja oparta na dążeniu-unikaniu zajmują w niej tyle miejsca, że dla prawdopodobnej ofiary morderstwa i jej nieutulonych w żalu przyjaciół nie zostaje go zbyt wiele. Jak przystało na purytańskie Stany A. D. 1893, kobiety są tu niemal niezauważalne — tego losu nie unika nawet Irene Adler. Dlatego też ulubione kwiaty zmarłej, białe fiołki, pozbawione nawet swojej charakterystycznej barwy, są faktycznie niezłą metaforą ich losu.
Piąty kier jest zabawą z konwencjami literackimi, w tym ze stylem Henry’ego Jamesa, przez co rozwija się wolno, solennie, a sporo miejsca zostało w niej poświęcone opisom procesu golenia czy elegancji zastawy stołowej. Nieco energii (i niepokoju moralnego) wprowadza Sherlock Holmes, poobijany, pełen blizn świadczących o licznych „szmirowatych” dochodzeniach. Ta spokojna powieść akcji zostawi wam sporo miejsca na rozważania, choć jak się przekonałam, z braku posłowia będziecie zmuszeni trochę podoczytywać, żeby bardziej ją docenić.