„Rock słowiański - pełen tajemnic, nieodkrytych lądów, baśni i nieznanych jeszcze historii.” - taką definicję znajdziecie na ich fanpage'u. My jesteśmy przekonani, że zespół Derwana ma jeszcze wiele w zanadrzu. Kilka sekretów nam wyjawili. O niektórych nie chcieli powiedzieć. Przeczytajcie i przekonajcie się sami!
Ostatnia Tawerna: Lato to sezon eventowy. Wydarzenia okołofantastyczne mają miejsce w zasadzie w każdy weekend. Początek lipca w waszym przypadku będzie bardzo pracochłonny. Koncerty w małych klubach różnią się od tych organizowanych podczas imprez tematycznych. Którą formę preferujecie?
Magdalena Przychodzka: Każdy koncert jest dla nas inny. Każdy jest wyjątkowy na swój sposób. Nie ma to znaczenia, czy jest to wielki fest z ogromną publiką, czy mały koncert kameralny. Czerpiemy ogromną radość z tego, że możemy się dzielić naszą muzyką z każdym gronem. Niejednokrotnie bywa, że te koncerty, które nie wydają się być jakimiś wielkimi eventami przewyższają rangą te festiwale, na których moglibyśmy liczyć na szersze zainteresowanie, popularność czy klimat. Nie ma tu więc jednoznacznej odpowiedzi.
Po prostu kochamy grać.
Obecnie scena folk metalowa i folk rockowa bardzo się rozwijają i sporo jest na nich różnorodności. Jedne kapele grają tylko na instrumentach tradycyjnych, inne zaś klimaty folkowe traktują jako dodatek. W wywiadach zdarza Wam się mówić, że myślicie o dodaniu elementów z muzyki elektronicznej. Czy to wszystko oznacza, że słuchacze tego gatunku są elastyczni i otwarci na eksperymenty?
Nie mogę mówić o preferencjach słuchaczy, każdy znajduje w muzyce to, czego szuka. Uważam, że ograniczanie się tylko do jakiegoś rodzaju stylistyki czy instrumentarium jest bardzo krzywdzące dla muzyka, który pragnie się rozwijać. Derwana jest właśnie takim składem, który ma określony styl, specyfikę, ale jednocześnie dalej poszukuje nowych rozwiązań, by się rozwijać i iść do przodu. Ktoś kiedyś powiedział, że w muzyce było już wszystko. My się z tym nie zgadzamy. Tworzymy coś, co wypływa z nas, kreujemy, poszukujemy odnajdujemy, łączymy.
Na tym właśnie polega dojrzałość muzyczna, na tym polega przyszłość muzyki. Na poszukiwaniu.

Fot: @FestiwalSWAR efekt: SWAR Festiwal Słowian pod Ślężą
Kultura słowiańska jest przebogata. Każdy region ma coś do zaoferowania. Któryś z nich szczególnie mocno was inspiruje? A może jest taki, który zupełnie nie przemawia do waszej wyobraźni?
To ciekawe zagadnienie. Nie ma konkretnego kierunku słowiańskiego, w który byśmy uderzali. Nasze melodie, utwory to zlepek różnych stylów folkowych. Jesteśmy otwarci na różne formy muzyki dawnej czy ludowej. Przeplatamy te kanony ze sobą, tworząc coś na swój sposób własnego, innego, z nutką świeżości. Dużo motywów jest opartych na muzyce dawnej, ale łączą się też one z nowoczesnym brzmieniem, mocno rozwiniętą sekcją rytmiczną, melodycznymi gitarami i etnicznymi instrumentami.
Inaczej. Wszystko to, co nas zainspiruje, bez względu na to w jakim jest stylu możemy zinterpretować po swojemu. Nadać temu własny język, własny styl.
Na przestrzeni lat kultura słowiańska kilkukrotnie próbowała przebić się do mainstreamu. Słowianki Donatana, „Koko, Euro Spoko” i teraz występ zespołu Tulia na festiwalu Eurowizja. Część stała się memem, viralem. Jak ważną rolę pełni poważne podejście do kultury i gdzie zaczyna się brak taktu?
Każdy muzyk ma pełną dowolność w tym, co robi. Nie ma tu schematów czy wytycznych. Dla jednych pewne wykony będą odbierane jako kicz, podczas gdy dla drugich będą one majstersztykiem. Nie ma tu definicji. Muzyka jest jak sztuka. Subiektywna. To nie sport, w którym ktoś wygrał lub przegrał. Tu można wykonać najlepiej na świecie piosenkę, a i tak zawsze znajdzie się ktoś, komu się to nie spodoba. To normalne.
Jestem zatem zdania, by każdy artysta tworzył muzykę, która wychodzi z niego. Niejednokrotnie, jeśli nie robi tego z serca, staje się ona sztucznym tworem pozbawionym autentyczności. To już od odbiorcy zależy, jak to zinterpretuje.
Czy tworząc nowy materiał, prowadzicie research? Badacie korzenie legend z danego regionu?
Nie. Piosenki, które powstają są w większości opowieściami własnymi. To historie o nieistniejącym świecie. Momentami mogą nawiązywać do legend czy mitów, jak Topielica czy Południca. Wielokrotnie jednak są to piosenki o życiu ubrane w naszą własną stylistykę. Piosenka Nie płacz dziewko czy A jutro to utwory, które opowiadają o prozaicznych sytuacjach, które mogą dotknąć każdego z nas. Opowiedziane w trochę inny sposób. Chcemy, by nasze teksty nie ograniczały się tylko do mitów czy legend. Chcemy mówić o tym, co nas otacza, boli, zachwyca.
Przekaz jest bardzo ważny.

Fot: @FestiwalSWAR efekt: SWAR Festiwal Słowian pod Ślężą
Czy zdarzyło wam się grać w miejscu powiązanym z wykonywanym utworem? [Jeśli tak, jakie były reakcje?]
Ostatnio zagraliśmy taki koncert w Węgrowie. Moja przygoda z folkiem zaczęła się właśnie w Liwie oddalonym od Węgrowa o 5 km. Dla mnie to miejsce jest magiczne z wielu powodów. Tu sięgają korzenie mojej rodziny, tu powstało wiele piosenek, a finalnie właśnie tu nakręciliśmy klipy do naszych utworów. Śmiało mogę więc powiedzieć, że gdyby nie Liw i turnieje rycerskie organizowane w nim, może nigdy nie zafascynowałabym się muzyką dawną.
Wasza płyta „Czary Modły” może być kamieniem milowym. Jak wyglądało jej tworzenie? Od razu wiedzieliście, jak będzie wyglądała ścieżka dźwiękowa? Kolejność utworów ma znaczenie?
Czary Modły to zbiór piosenek, które łączą się w jedną stylistyczną opowieść. Każda jest inna, ale w każdej znaleźć można wspólne cechy. Staraliśmy się tak dobierać kolejność piosenek, aby było różnorodnie, smakowicie. Na płycie znajdują się również grafiki wykonane przeze mnie, które nawiązują do fabuły utworów, koloryzują i spinają materiał w całość.
W informacjach na wasz temat można znaleźć słowa: „Rock słowiański – pełen tajemnic, nieodkrytych lądów, baśni i nieznanych jeszcze historii.” Jak wiele jest jeszcze do odkrycia w tym gatunku muzycznym? Jakie cele stawiacie sobie w najbliższym czasie? Macie określony plan na kolejne koncerty, teledyski, płyty?
Nasz cel to grać, dawać ludziom radość i tworzyć dalej. Jest jeszcze tyle nieodkrytych miejsc, które istnieją w naszych głowach. Chcielibyśmy móc je przedstawić wkrótce wraz z nową płytą i koncertami. Pomysłów jest dużo. Chęci też. Wszystko jest kwestią czasu.

Fot: @FestiwalSWAR efekt: SWAR Festiwal Słowian pod Ślężą
Jeśli chodzi o inspiracje po za muzyczne – jakie uniwersum fantastyczne jest dla was najciekawsze? Macie podobne gusta czy raczej każdy interesuje się czymś innym?
Co ciekawe każdy z nas słucha zupełnie innej muzyki. Może dlatego Derwana jest tak różnorodna. Ja jako wokalistka wplatam tam białe śpiewy, ale i mocny rockowy wokal, Majkel fascynuje się brzmieniami z minionych lat, eksperymentuje z elektroniką, analogowymi dźwiękami, Tonic stawia na selektywność, mocne wsparcie, rockowe zacięcie. Grzesiek fascynuje się melodycznym i progresywnym metalem z elementami metalu symfonicznego. Radomir gra muzykę dawną i szanty. Dla każdego z nas jednak żaden gatunek nie jest obcy. Z miłą chęcią improwizujemy na próbach w różnych stylistykach. Muzyka jest też świetną zabawą.
Jakie jest największe marzenie Derwany? Soundtrack do gry? Jakaś międzynarodowa kolaboracja? Współpraca z konkretną wytwórnią?
Mamy kilka marzeń. Uwielbiamy kolaboracje, soundtracki czy gry. Każda z wymienionych rzeczy byłaby dla nas wspaniałym doświadczeniem. Łączenie różnych przestrzeni artystycznych jest niezmiernie ciekawe. To wspaniała satysfakcja pracować z ludźmi, którzy tak samo jak my kochają to, co robią.
Zatem naszym marzeniem jest szerzenie naszej muzyki i łączenie jej z różnymi artystycznymi podmiotami.
Tworzenie to nieustająca przygoda, a ludzie są jej nieodłączną inspiracją.

Fot: @FestiwalSWAR efekt: SWAR Festiwal Słowian pod Ślężą