Ogromne i wspaniałe lore
League of Legends (w skrócie LoL) to gra sieciowa, która cieszy się ogromną popularnością na całym świecie. Dość powiedzieć, że odbywające się co roku Mistrzostwa Świata LoL’a (tak zwane Worldsy) ogląda średnio ponad 6 milionów widzów, a na stadion w czasie finału 2023 przybyło aż 20 tysięcy osób. Tak więc potencjał drzemiący w tym uniwersum jest nieprawdopodobnie duży.
Dodatkowo jeszcze gra jest mocno rozbudowana. W tym momencie grywalnych jest aż 165 postaci, a każda z nich ma swoją unikalną historię. Lore jest więc ogromne. Nie dziwi więc fakt, że Netflix postanowił wejść w ten świat i stworzyć serial animowany na podstawie którejś z opowieści. Padło na Zaun i Piltover, na swoistą nowoczesną „opowieść o dwóch miastach” i na mieszkających tam bohaterów: Vi, Jinx, Jayce’a, Viktora, Heimerdingera czy Ekko.
Wysoki zamek i jego trzewia
Na wstępie trzeba napisać, że Arcane to nie jest bajka dla dzieci. To brutalna, dojrzała historia o dorastaniu w ekstremalnych warunkach, o życiu na ulicy, o rozwarstwieniu społecznym i walce o lepszy świat. Od strony przekazu nie można temu serialowi niczego zarzucić. Jest spójny, konsekwentny w budowaniu postaci, ale przede wszystkim jest do bólu przekonujący. Niczego nie udaje, nie koloryzuje. Ten świat jest z jednej strony piękny i niemal doskonały, z drugiej brudny i nieprzyjemny.
Serial Arcane jest zbudowany na zasadzie przedstawienia przeciwności, ale nie przejaskrawia żadnej ze stron. Wszystko wychodzi tu naturalnie. I dlatego tak dobrze się to ogląda. W pierwszym sezonie miesza się tu kilka wątków. Najważniejsza jest historia dwóch sióstr. Młodszej – kompletnie zagubionej w swoimwłasnym świecie i starszej – barującej się z życiem, przyjmującej od niego bolesne ciosy, ale także wyprowadzającej własne uderzenia. Równolegle do ich przygód dzieje się próba dokonania rewolucji technologicznej przez duet Jayce-Victor. Ta druga część jest nieco mniej angażująca, ma odrobinę mniejszy ładunek emocjonalny, ale nie można powiedzieć, że jest nudna.
A od strony wizualnej? Tutaj dopiero należą się brawa dla twórców. Zwłaszcza Zaun, dolne miasto, dzielnica nędzy, jest ukazana w sposób spektakularny. To kolorowe slumsy, pełne wszystkiego, co w ludziach najgorsze. Narkotyki, pijaństwo, rozboje, choroby. Wszechobecny rozkład. Takie jest Zaun. Piękne w swej brzydocie. Można jednocześnie chcieć odwrócić wzrok od tego koszmaru i napawać się tą kawalkadą wspaniałych nieoczywistych barw.
Wielki antagonista i kłopoty w raju
Sezon pierwszy (podobnie jak to będzie w przypadku drugiego) został podzielony na trzy części. Po trzech odcinkach otrzymujemy delikatny przeskok czasowy. I dopiero tutaj zaczyna się prawdziwa historia. Wcześniej mieliśmy do czynienia z prologiem, stworzeniem backgroundu pod przyszłe wydarzenia. Był on potrzebny i doskonale spełnił swoje zadanie. Poustawiał figury szachowe na planszy i teraz można zacząć już nimi grać.
A jedną z najważniejszych figur jest król przestępczego świata, trzymający w garści policję Silco. Jak na animowaną adaptację gry trzeba przyznać, twórcy wcale a wcale się nie hamują. Ów antagonista jest bowiem złym charakterem z krwi i kości, a dodatkowo ma pod swoją opieką pewną pupilkę, z której zrobił psychodeliczną maszynę do niekontrolowanej rozróby. Cały drugi akt to jazda bez trzymanki pełna wybuchów i walki, pełna rozchwianej agresji i zagubionych w morzu brutalności ludzi, niekiedy takich, którzy kompletnie do tego świata nie pasują.
Walka między wspaniałym Piltover a zdegenerowanym, toczonym trucizną Zaun rozpoczyna się na dobre. Ci pierwsi są jakby nieświadomi tego, co się wokoło nich dzieje. Są jak dzieci żyjące w błogiej nieświadomości. Do czasu…
To zdecydowanie najlepszy moment tej historii. Pojawiają się kolejne mocne elementy. Świat staje się jeszcze mniej sprawiedliwy, dobrzy są karani za swoje uczynki, a źli bogacą się na krzywdzie maluczkich. Wspaniała historia toczy się dalej i dalej ku uciesze widza.
Skomplikowane relacje i bohaterka, na którą nie zasługiwaliśmy
Postać Vi to majstersztyk. Niezłomna dziewczyna, która doświadcza w swoim życiu całej masy przemocy. Sceny z jej udziałem są przejmujące, nieraz łamiące serce, ale nigdy nie ma w nich przerysowania i przesady. Zachowano wszelkie proporcje i wyszedł ideał. Dodatkowo ideał przepięknie skomplikowany. Kobieta poszukująca własnego szczęścia, ale nigdy niestawiająca go na pierwszym miejscu, oddana w przyjaźni i miłości jednocześnie zagubiona i niewierząca w swoją wartość. Portret psychologiczny najwyższej próby.
Portret idealnie uzupełniony przez drugą postać. Postać zupełnie odmienną, a jednocześnie bardzo podobną. Przyjaciółka z wyższych sfer, która tak bardzo chce pomóc, która nie wierzy w to, że świat może być aż tak złym miejscem. Ich relacja to kolejny mocny punkt, to scenariuszowe arcydzieło. Dysonans, towarzyszący przygodom tej dwójki sprawia, że chyba nawet najwięksi sceptycy muszą uznać ten wątek za potrzebny i wspaniale wzruszający.
Podsumowanie i oczekiwania
Jedynym minusem Arcane jest delikatnie rozczarowujący trzeci akt. Tu akcja dzieje się paradoksalnie zbyt szybko i jednocześnie zbyt wolno. Niektóre wątki są zbyt skrócone, inne niepotrzebnie rozciągnięte. Nie wszystko ma szanse wybrzmieć, nie wszystkie historie otrzymują godne zwieńczenie pewnego etapu. Nie można jednak uznać, że jest to zakończenie złe. Twórcy po prostu narobili zbyt wielkiego apetytu i nie potrafili do końca go zaspokoić. A zważywszy na to, ile przyszło nam czekać na drugi sezon, można było dać widzowi zwyczajnie odrobinę więcej.
No, ale wreszcie doczekaliśmy. Sezon drugi jest już naprawdę blisko, a każdy zwiastun pokazuje, że ta produkcja ma w zanadrzu jeszcze kilka niewykorzystanych pomysłów. Wydaje się, że postać Vi otrzyma jeszcze większą głębię, I to cudownie przedstawione rozedrganie będzie się tylko pogłębiać, a to dojrzałe ukazanie jej problemów znów zachwyci widzów.
Arcane jest serialem, który można polecać z czystym sumieniem. Jest to pozycja nieoczywista, ale warta uwagi i wszelkich pochwał, które otrzymała. Na sam koniec trzeba jeszcze dodać, że wcale nie jest konieczna znajomośćuniwersum gry, żeby czerpać przyjemność z seansu. Oczywiście są tu pewne smaczki, które na razie są oczywiste tylko dla fanów „Ligi Legend”. Jednak „zwykli” widzowie nie powinni czuć się w tym świecie zagubieni, bo historia jest opowiadana w sposób jasny i czytelny. Bez zakulisowych wydarzeń, chodzenia na skróty, i potrzeby poznawania fundamentów uniwersum.