Jaka szóstka, jakie byczki, o co tutaj chodzi?
Zacznijmy raz jeszcze od początku! 6 bierze! to gra karciana autorstwa Wolfganga Kramera, która cieszy się dużym zainteresowaniem na przyjęciach i wizytach z bliskimi (nada się nawet na randkę, gdzie będziemy mogli zaimponować naszą inteligencją i talentem strategicznym!). To prosta, ale wciągająca gra, czyli najlepsza mieszanka, jaką można skomponować na każdym rodzaj spotkań towarzyskich, ponieważ może w nią grać od 2 do 10 graczy.
Jak byczki odnajdują się w hierarchii społecznej, czyli zasady gry
Jak wyżej już wspomniałem, zasady są proste. Tak więc 5 minut tłumaczenia i można bawić się tak naprawdę bez końca. Karty są kolorowe i posiadają u góry symbole byczków, które trochę przypominają mi napakowane nietoperze prężące swoje muskuły. Jest to bardzo ważne, ponieważ naszym zadaniem będzie zebranie jak najmniejszej liczby byczków u swojego boku.
Dwa warianty gry
Gra dzieli się na dwa warianty, zaawansowany i podstawowy. Na początku skupmy się na pierwszym rodzaju rozgrywki.
Tryb zaawansowany
W tym trybie rozdzielamy karty w zależności od liczby osób grających. Zasada jest zawsze taka sama. Liczba graczy razy 10 + 4. Łącznie mamy do dyspozycji 104 karty także rozgrywka może być naprawdę wciągająca i zmienna z minuty na minutę. Przykładowo, jeśli grają trzy osoby, to rozkładamy 34 karty od 1 do 34, jeśli osiem to wtedy od 1 do 84. Resztę kart odkładamy do pudełka. Karty są rozkładane awersem, tak aby każdy gracz mógł podjąć decyzję, którą kartę chciałby wziąć do swojej dłoni.
W tym momencie tak naprawdę Wy decydujecie, kto rozpocznie dobieranie naprzemiennie kart. Ważne, aby gracze trzymali w dłoni 10, a na stole pozostały 4. Każda z pozostawionych kart od teraz będzie pełniła funkcję tworzenia osobnego rzędu, do którego będziemy dokładać nasze karty. Rząd nigdy nie może mieć więcej niż 5 kart.
Możemy zaczynać rozgrywkę! Gracze wybierają kartę z ręki i kładą ją rewersem przed sobą. Następnie każdy odkrywa w tym samym momencie swoją kartę. Osoba, która zagrała z najniższym numerem, ma pierwszeństwo w dołożeniu jej do wybranego rzędu, następnie osoba, która ma wyższy numerek i tak dalej. Gra toczy się do momentu, aż pozbędziemy się wszystkich kart z dłoni. Do rzędu karty są dodawane według dwóch ustalonych zasad:
- Kolejność rosnąca – karta dokładana do rzędu musi mieć większą wartość, niż ostatnia karta w rzędzie, do którego jest dokładana;
- Najmniejsza różnica – różnica pomiędzy wartością kolejnych kart w rzędzie musi być jak najmniejsza.
Jak nazwa wskazuje w każdym z rzędów, nie może być więcej niż pięć kart. Jeśli rząd posiada już pięć kart, a dokładający będzie zmuszony dołożyć szóstą, to musi zebrać pięć kart z tego rzędu i zagrana przez niego karta jest teraz pierwszą w rzędzie. Dodatkowo, jeśli gracz wybierze kartę, która ma niższą wartość od ostatnich kart w każdym rzędzie, to również musi zebrać wszystkie karty z jednego rzędu, a zagrana przez niego karta także staje się pierwszą w rzędzie. Tym razem jednak możemy wybrać sami, jaki to będzie rząd. Także najlepiej decydować się na taki gdzie liczba byczków na karcie będzie najmniej dla nas bolesna. Chyba że trzymamy w zanadrzu pułapkę strategiczną. Wszystko zależy od Ciebie!
Wszystkie zebrane karty kładziemy obok nas i nie mieszamy ich z tymi, które rozgrywamy od początku gry. Wygrywa gracz, który posiada najmniej zebranych przez siebie byczków. Ewentualnie możemy zdecydować się, aby rozłożyć grę na kilka rund, a wyniki posiadanych przez każdą osobę byczków zapisywać sobie na kartce.
Tryb podstawowy
Może wydawać się to zaskakujące, ale zacząłem od trybu zaawansowanego nie bez powodu, ponieważ podstawowy będzie zdecydowanie łatwiejszy do wytłumaczenia.
Używamy wszystkich kart znajdujących się w opakowaniu. Spośród całej tali po ówczesnym dokładnym tasowaniu rozdajemy po dziesięć kart dla wszystkich graczy. Następnie wybieramy cztery losowe karty z pozostałej tali, które ponownie układamy przodem do graczy. Ponownie każda z nich będzie tworzyć swój własny osobny rząd. Rozgrywka przebiega według tych samych wcześniej wytłumaczonych zasad. Tym razem jednak gra nabiera więcej dynamiki i wprowadza większy chaos oraz możliwości ciekawszych strategii i zaskakiwania przeciwników. Żaden z graczy bowiem nie wie, jaką przeciwnik posiada kartę i z jaką liczbą byczków na niej. Przebiegłość i skrajne decyzje nadają smaku rywalizacji.
I jak tam Byczki, gotowi na starcia porożami?!
Jakie mamy plusy? Zdaje sobie sprawę, że wszystko, co starałem wyjaśnić się prostymi słowami, może nadal nie przekonywać do prostoty rozgrywki. Jednakże w praktyce zobaczycie, że jest to mało skomplikowana gra karciana, przesiąknięta ogromny potencjałem i elementami zaskoczenia. Gra nie trwa długo i jest dynamiczna, więc możemy w nią zagrać kilka razy z rzędu. Interakcja między graczami to chleb powszedni, a każda wykonana czynność może zupełnie odmienić rozgrywkę lub pokrzyżować plany najlepiej zaplanowanej strategii. Nie ma rundy, gdzie nie wystąpiłaby ciekawa lub nieprzewidywalna sytuacja. Finalnie skalowalność chaosu i wypadkowych jest wprost proporcjonalna do liczby osób uczestniczących w rozgrywce.
Czy są więc jednak minusy? Tak. Nie każdy lubi chaos i brak możliwości kontrolowania stołu. Losowość w tej grze potrafi być olbrzymia z powodu podejmowanych decyzji przez innych graczy. Nawet najlepiej zaplanowane strategie w odmętach ciemności przez supergeniusza, mogą zostać pokrzyżowane przez największego śmieszka w ekipie. Właśnie ten niedobór głębszych obliczeń może spowodować brak wystarczająco głębokich wyzwań i paradoksalnie wydawać się zbyt prostacka.
Czy złapię byczki za rogi i polecę tę produkcję?
Oczywiście! Lubię wyzwania i elementy chaosu, ponieważ powodują, że gracze otaczający mnie nie mają możliwości tworzenia dennych, niezniszczalnych i monotonnych strategii. Co jest ciekawego w siłowaniu się z tym samym zawodnikiem, który niezmiennie będzie miał tę samą szarżę rogami? Dodatkowo to prosta rozgrywka. Możemy ją spokojnie wytłumaczyć naszym rówieśnikom, jak i młodszym obywatelom. Dziesięć osób to ogromny próg liczby graczy. Jestem zdecydowanie zwolennikiem trybu podstawowego, który tworzy niezapomniane chwile ekscytacji i nerwów przy stole dzięki setkom, a może tysiącom wyników z rachunków prawdopodobieństwa. Nie wiem, nie byłem nigdy dobry z matmy! 😉