Trzeciego listopada na Netflixie pojawił się trzeci sezon Ricka i Morty’ego. Miesiąc po zakończeniu emisji na Adult Swim nareszcie przyjrzymy się, co tym razem przygotował dla nas Justin Roiland.
Rick i Morty oficjalnie powrócił i to w jakim stylu. Pierwszym odcinkiem nowej serii twórcy zaskoczyli fanów w Prima Aprilis tego roku, co wywołało dużo szumu i pytań. Nikt nie był pewien czy epizod jest zapowiedzią kolejnych czy po prostu żartem, smaczkiem mającym utrzymać rozgłos wokół animacji. W każdym razie cel został osiągnięty, a szechuan sauce od McDonalda stał się nagle jednym z najbardziej pożądanych towarów na świecie (co potwierdza szaleństwo, jakie dopadło ludzi, kiedy popularny fast food zdecydował się wypuścić limitowaną edycję sosu).
No dobra, ale co z resztą odcinków?
W trzecim sezonie produkcji śledzimy dalsze losy szalonego i inteligentnego Ricka i jego nastoletniego wnuka Morty’ego. Akcja zaczyna się krótko po wydarzeniach z finału poprzedniej serii, kiedy to ten starszy dobrowolnie oddał się w ręce galaktycznych władz i za swoje liczne wykroczenia trafił do najlepiej strzeżonego więzienia w całym wszechświecie. I jak łatwo się domyślić, szybko z tego więzienia ucieka, tylko po to, by móc pakować się w jeszcze większe kłopoty. Zaczyna się era mrocznego i nieobliczalnego Ricka.
Dostajemy dziesięć nowych historii, a każda z nich jest kompletnie inna od pozostałych. To istna mieszanka motywów, od świata jak z Mad Maxa w Rickmancing the Stone, gdzie Summer puszczają hamulce moralne, po parodię superbohaterskich filmów Marvela (Avengers, Strażnicy Galaktyki) w Vindicators 3: The Return of Worldender, w którym Rick po pijanemu układa ciąg zagadek dla drużyny (z nim włącznie) i tylko ich rozwiązanie zapobiegnie destrukcji całej planety. Pojawiają się nawiązania do m.in. Harry’ego Pottera, Garfielda, a nawet do przemowy inauguracyjnej Franklina Delano Roosevelta.
Jerry dostaje swoją przygodę w The Whirly Dirly Conspiracy – Sanchez na życzenie wnuka zabiera go na planetę pokrytą osłoną przeciw śmierci, a nasz uroczy gamoń zostaje wplątany w spisek przeciwko teściowi. Natomiast w The ABC’s of Beth razem z tytułową bohaterką wyruszamy do wymyślonego świata, tak naprawdę zaprojektowanego przez jej ojca. Kobieta nie odwiedzała tego miejsca przez kilkadziesiąt lat i, jak się okazuje, jej przyjaciele z dzieciństwa ruszyli z życiem swojej krainy, tworząc społeczeństwo oparte na kazirodztwie i kanibalizmie. The Ricklantis Mixup jest za to całkowicie poświęcony życiu w cytadeli zamieszkanej przez Ricków i Mortych z innych wymiarów, ale ci z C-137 nie pojawiają się.
Pozostałe odcinki należą niemal całkowicie do Ricka, są poświęcone odkrywaniu jego prawdziwego „ja” i wszystkiego, co się na nie składa. Bohater jest w stanie zrobić dosłownie wszystko, by uniknąć zaangażowania emocjonalnego – w Pickle Rick zmienia się z kiszonego ogórka, by nie musiał iść na terapię rodzinną z Beth i dziećmi. W Rest and Ricklaxation dowiadujemy się, że swoje przywiązanie do Morty’ego traktuje jako toksynę, a w Morty’s Mind Blowers wychodzi na jaw, że by w oczach wnuka wyglądać na niemal supernaturalny i mega inteligentny byt, jest w stanie usunąć z jego mózgu wszystkie wspomnienia sytuacji, gdzie popełnił błąd czy wyszedł na idiotę. Finałowy epizod – The Rickchurian Mortydate – to kumulacja wydarzeń z całego sezonu, to w nim historia zatacza koło i wszystko (no prawie) wraca do stanu rzeczy z początku serii trzeciej.
Przypadek Ricka S.
Każdy kolejny odcinek odkrywa przed nami inną stronę Ricka, by w finale odsłonić tę najważniejszą, najprawdziwszą, ale też najbardziej smutną. Na samym początku uzyskuje on pełnię kontroli nad pozostałymi domownikami, Beth postawiona przed ultimatum wybiera ojca zamiast Jerry’ego, który wyprowadza się z domu. Pada decyzja o rozwodzie; będzie on napędzał nie tylko akcję dalszych epizodów, ale i samego Ricka. Summer i Morty, chcąc uciec przed problemami w domu, ciągną do dziadka i jego niebezpiecznych przygód, kiedy ich rodzice starają się odnaleźć w nowej sytuacji. Sanchez cieszy się władzą i mocą, ale nie na długo.
Swoją pozycję traci niemal na własne życzenie. W następnych odcinkach sam kopie pod sobą dołki. Na wnuka sprowadza traumę za traumą, każda kolejna jest jeszcze bardziej krzywdząca. Córkę wpędza w paranoję i kryzys egzystencjalny, czym wpycha ją w ramiona prostolinijnego i uroczego gamonia, z którym miała się rozwieść. W efekcie Rick po raz pierwszy od trzech sezonów traci panowanie nad swoimi bliskimi, przestaje być superinteligentną siłą, wiszącą nad nimi i nie pozwalającą im żyć po swojemu. Mężczyzna po prostu traci status i zostaje zdegradowany do bycia zwykłym ekscentrycznym staruszkiem. Uświadamia sobie w końcu, że swoje najlepsze dni ma już za sobą i próbuje ratować własną beznadziejną egzystencję przez mieszanie w innych wymiarach.
Państwo Smith wraz z dziećmi
W pierwszych dwóch sezonach fabuła w przeważającej części skupiała się na samych tytułowych bohaterach, ci poboczni i ich wątki byli mało ważni, nie wnosili tak naprawdę nic do biegu akcji i gdyby zostali całkowicie pominięci, pewnie dużo byśmy nie stracili. To się zmienia w przypadku najnowszych odcinków, gdzie pozostali członkowie rodziny nie dość, że dostali więcej ‘czasu antenowego’, to zaczęli w bardziej bezpośredni sposób wpływać zarówno na Ricka, jak i Morty’ego. Summer chce częściej brać udział w wyprawach dziadka, przez co możemy lepiej ją poznać. Natomiast Jerry i Beth dostają nawet swoje własne odcinki, gdzie liczą się tylko oni i Rick. Są to kluczowe momenty dla tej dwójki, on stopniowo pokonuje swój lęk przed teściem, a ona powoli wyzwala się spod szkodliwego wpływu zbyt ambitnego ojca i zaczyna sama decydować o swoim życiu.
Animacja zdążyła urosnąć do rangi kulturowego fenomenu. Oprócz mnóstwa odniesień do innych kultowych filmów i ton niepoprawnego, ale jak dobrze dopasowanego humoru, twórcy wykorzystują tę pozornie niepozorną kreskówkę do komentowania kondycji współczesnego społeczeństwa. W usta swoich bohaterów wkładają kwestie, które nie przeszłyby w produkcji aktorskiej, i umieszczają ich w niedorzecznych sytuacjach zazwyczaj razem z kosmitami i stworzeniami z innych wymiarów, by pokazać analogię do naszej codzienności. Chociaż sam Roiland temu zaprzecza, Rick i Morty jest świetną satyrą na dzisiejsze czasy.
Chcemy więcej!
Rick i Morty to zdecydowanie najlepsza kreskówka dla dorosłych, jaką oglądałam, i bardzo trudno będzie ją przebić. Prosta koncepcja, która zaczynała jako parodia Powrotu do przyszłości połączona z bezpardonowym humorem, ogromem kulturowych nawiązań i satyrą na społeczeństwo, radzi sobie świetnie, co odbija się nie tylko w pozytywnym odbiorze ze strony widzów, ale także krytyków. Jestem szalenie ciekawa, gdzie twórcy poprowadzą fabułę i jakie przygody zafundują niezawodnemu duetowi. Czekanie na czwarty sezon będzie udręką. Do zobaczenia za dwa lata!