Spider-Man jest jednym z najpopularniejszych superbohaterów Marvela, nic zatem dziwnego, że powstało mnóstwo komiksów z jego udziałem. Natomiast Frank Millar to komiksowa gwiazda, autor takich hitów, jak Powrót Mrocznego Rycerza czy Batman: Rok pierwszy. Czy Spider-man. Marvel Knights zasłuży na miejsce na podium tuż obok wymienionych tytułów?
Spider-Man zbiera cięgi
Gdybym miał wybrać swojego ulubionego superbohatera Marvela, oczywiście, że postawiłbym na Spider-Mana. Naoglądałem się seriali animowanych i filmów, nagrałem w liczne gry poświęcone tej postaci, więc to tylko wzmogło moją sympatię do tej postaci. Po komiksy natomiast sięgnąłem niedawno. Do lektury Marvel Knights przystąpiłem bez znajomości klasyków pokroju runu Straczyńskiego, z którym komiks Millara w pewnym stopniu się łączy. Na szczęście jest to dość przystępna pozycja. Zdaje sobie sprawę, że wcześniej sporo się wydarzyło, między innymi ciocia May dowiedziała się o tajnej tożsamości Petera Parkera. Niemniej nawet z minimalną wiedzą o Pajęczaku można zapoznać się z Marvel Knights. Przypuszczam, że wielu sięgnie po ten komiks przez wzgląd na nazwisko autora. Podobnie jest ze mną. Pierwsze co mnie zaskoczyło, to o wiele większa dawka brutalności niż w innych komiksach o Pajęczaku. Powiem więcej, po raz pierwszy uwierzyłem, że starcia Spider-Mana ze złoczyńcami to nie tylko pojedynki peleryniarzy, ale wręcz walka na śmierć i życie. Peter Parker obrywa tyle razy, że aż mnie to zabolało. Mało tego ląduje nawet w szpitalu. I tu dochodzimy do drugiego ciekawego wątku poświęconemu tajnej tożsamości. Millar pokazuje, jak trudne jest utrzymanie tego sekretu w tajemnicy, zwłaszcza gdy J. J. Jameson wyznacza nagrodę w postaci 5 milinów dolarów za jej ujawnienie!
Krew, przemoc i śmierć
Peter Parker ma nie lada problem. Nie tylko wszyscy chcą go zdemaskować, ale jakby tego było mało, ktoś porwał ciocię May. Przez cały czas byłem zaciekawiony, jaka to intryga stoi za porwaniem. Z jeszcze większą ekscytacją obserwowałem zmagania Spider-Mana. Nie jest on wszak detektywem, mało tego nie bardzo może liczyć na pomoc innych superbohaterów (musiałby się przed nimi zdemaskować). To wszystko powoduje, że Peter błądzi i popełnia błędy, ufa ludziom, którym nie powinien, ale co może zrobić, skoro stawką jest życie jego cioci. Na szczęście, ostatecznie może polegać na Czarnej Kotce, z którą tworzy doprawdy zgrany duet. Opowieść wypełniona jest ciekawymi wątkami, jak choćby sporo miejsca autor poświęcił relacji pomiędzy Peterem, a Mary Jane. Prócz fascynującej historii napisanej przez Millara, w tomie zamieszczono także historię Reginalda Hudlina zatytułowaną Człowiek z sinej dali. Nie była ona równie ciekawa, ale jednocześnie pojawiło się tam parę interesujących elementów. Jak choćby wprowadzenie superbohatera będącego kopią Supermana. Trochę humoru wprowadził do tego główny antagonista, czyli Absorbing Man. Chyba jeden z głupszych przeciwników Spider-Mana, w tej części nie tylko popełnia wiele głupot, ale nawet zmienia się w… narkotyk!
Brzydki Pajęczak, oj brzydki
Cóż po wstępnym przejrzeniu komiksu stwierdziłem, że jest po prostu brzydki. Styl Terry’ego Dodsona kompletnie mi nie leży, podobnie kreska rysowników odpowiadających za Człowieka z sinej dali. Po prostu według mnie te rysunki są mocno generyczne, kompletnie nijakie, a twarze postaci są trochę odpychające. Ogólnie tragedii nie ma, styl artystów nie przeszkadzał mi w lekturze i czerpaniu przyjemności z fabuły, ale jednocześnie nie miałem kompletnie na czym oka zawiesić. Niektóre komiksy lubię czasem przekartkować, ot popatrzeć na moje ulubione sceny. W przypadku Marvel Knights nie mam do czego wracać. Jeśli natomiast chodzi o wydanie, to jest ono zdecydowanie solidne. Szkoda, że na końcu nie zamieszczono żadnych dodatków, tylko okładki polecanych komiksów.
Czy warto zobaczyć, jakie piekło przeszedł Spider-Man?
Po Marvel Knights Millara spodziewałem się oryginalności. Oczekiwałem komiksu, który wyłamie się ze schematu typowej superbohaterskiej opowieści. Niestety, scenarzysta nie poszalał, jak tego oczekiwałem. Niemniej większa brutalność i ciekawe wątki poświęcone choćby tajnej tożsamości Spider-Mana powodują, że jest to najlepszy komiks o tym superbohaterze, jaki czytałem. Cieszy mnie też, że ta pozycja stanowi zamkniętą całość. Już od dawna miałem ochotę sięgnąć po komiks poświęcony Spider-Manowi, ale jednocześnie nie chciałem wchodzić, w jakiś długi run. Marvel Knights t. 1 to kawał solidnej superbohaterskiej opowieści, z kilkoma ciekawymi twistami, której największą wadą są brzydkie rysunki.