Seria komiksów z uniwersum Cyberpunk 2077 jest o tyle świetna, że nawet wchodząc w nią z marszu, nic nie wiedząc o pierwowzorze, nadal można się świetnie bawić. Sny wielkiego miasta Bartosza Sztybora zostały docenione i nagrodzone. Czy Blackout, najnowszy komiks tego scenarzysty okaże się równie wybitnym dziełem?
Korporacyjny bajzel
Do tej pory nie grałem w Cyberpunka 2077 od CD Projekt Red. Moja przygoda z tym uniwersum zaczęła się od komiksu. Pierwsza pozycja z tej serii pod tytułem Trauma Team wydała mi się przeciętna, ale mimo wszystko ciekawa. Kolejny tom wypadł gorzej, a potem po raz pierwszy pojawił się komiks autorstwa Bartosza Sztybora, czyli Gdzie jest Johnny?. Niestety, o ile scenariuszowo było nieźle, o tyle pod względem wizualnym zawodził na całej linii. I potem wydano genialne Sny wielkiego miasta, za które Bartosz Sztybor dostał nagrodę Hugo. I właśnie po tej części wsiąkłem w to komiksowe uniwersum. Słowo honoru tegoż samego scenarzysty okazało się równe dobre, więc względem Blackoutu miałem spore oczekiwania. I ledwo otworzyłem pierwszą stronę, przeczytałem pierwsze kadry i od razu zaangażowałem się w tę historię. Największy w tym udział miał protagonista – Arturo. Przeciętny pracownik korporacji, zrezygnowany, pozbawiony chęci życia, który notorycznie ogląda różne sceny swojej śmierci w Braindansie. Od samego początku polubiłem go. Ujął mnie swoją dobrodusznością i pomysłowością. Albowiem wymyślił doprawdy szalony plan, aby wyrwać się z oków żałosnego życia korposzczurka, a przy tym zrobić coś dobrego dla świata.
Szalona cyberpunkowa feeria
Arturo chcąc zrealizować swój szalony plan, zaangażował edgerunnerkę, najlepszego kierowcę w Night City, a także stróża prawa. I tutaj należą się brawa dla Bartosza Sztybora, bo każda z tych postaci jest ciekawa. Wszyscy zmagają się ze swoimi demonami, na przykład policjant Kashyap jest alkoholikiem. Do tego w zespole dochodzi do tarć. W końcu edgerunnerka nie przepada za gliniarzami, zresztą z wzajemnością. Naprawdę polubiłem tę drużynę i kibicowałem im do samego końca. Świetna opowieść, która na dodatek został przepięknie zilustrowana. Night City jest bardzo barwne, po prostu każdy kadr oszałamia nas masą kolorów. Mamy tu też jeden ciekawy zabieg, jakim jest pauzowanie. Sprawia to wrażenie, jakbyśmy oglądali film włączony nam przez Arturo, który nim puści go dalej musi nam kilka rzeczy wytłumaczyć. Poza główną opowieścią, w tomie tym zamieszczono alternatywne okładki. Do wydania nie mam żadnych zastrzeżeń. Cieszy mnie też grubość tomu, to kolejna opowieść złożona z aż czterech rozdziałów. Sny wielkiego miasta były genialne, ale przy tym za krótkie, a po przeczytaniu Blackoutu czuję się po prostu nasycony.
Czy warto zrobić skok z Arturo?
Bartosz Sztybor pisze znakomite scenariusze. Blackout jest tego doskonałym przykładem. Ciekawa i intrygująca fabuła to jedno, kluczowe jest za to stworzenie żywych, wielowymiarowych postaci i to się autorowi udało. Arturo jest bohaterem, którego chyba najmilej będę wspominał z całego tego uniwersum, już dla niego warto przeczytać tę pozycję. Jakby tego było mało, ilustracje Roberto Ricciego są fenomenalne i doskonale wpasowują się w cyberpunkowy klimat. Na chwilę obecną spośród wydanych sześciu tomów Blackout razem ze Snami wielkiego miasta są moimi ulubionymi komiksami. Czekam na kolejną pozycję ze świata Cyberpunka 2077, zwłaszcza jeśli jego autorem będzie Bartosz Sztybor, bo wiem, że jeszcze niejeden raz mnie zaskoczy.