Kiedyś musiało dojść do tego, że postacie Disneya nie tylko będą odgrywać rolę herosów Domu Pomysłów, ale same wejdą do franczyzy Marvela, czerpiąc garściami z ich rozwiązań.
Duck Multiverse
Z pojęciem duckverse, fani Kaczora Donalda i jego rodziny są zaznajomieni. Jednakże, był to bardzo przyziemny świat, odzwierciedlenie na swój sposób amerykańskiego społeczeństwa, dopóki Marvel nie przeszedł do konsorcjum Myszki Miki, a raczej nie został wykupiony. Jedni bali się co z tego może wyjść, inni wręcz byli zachwyceni. Ja powiem, że jestem raczej po tej drugiej stronie. Udało się zachować klasyczny motyw kaczek i dopasować do współczesnych multiwersalnych trendów. Całe szczęście, że wszystko padło na Sknerusa, a nie na przykład na Diodaka, który jest małowymiarową postacią (choć to on stanowi technologiczny klucz do multiwersum). Sknerus przez swoje wcześniejsze przygody udowodnił, że nie jest tylko biznesmanem, ale przede wszystkim poszukiwaczem przygód i oddanym kaczorem dla całej swojej rodziny. Gdyby nie to, nie wiadomo co by się mogło stać. Choć z drugiej strony to on jest sprawcą całego zamieszania, gdyż wyszła z niego druga natura. Przyznam, że ułatwienie zrozumienia fabuły pomaga, jeśli znacie jakieś wcześniejsze historie z kaczkami, zwłaszcza te kluczowe jak Wielka Niedźwiedzica.
Kwestia praw autorskich jest ważna, ale po takim dziele, aż prosi się o więcej komiksów. To może tak kiedyś crossover – Sknerus, Donald, Simba, Anakin Skywalker i Król Kuzco? Czemu nie?!
Panie Marvel, znowu chaos
Sam komiks jest krótki i chyba nie nadawał się na wydanie w twardej okładce, gdzie większość stanowią wywiady i koncepcyjne grafiki oraz dodatkowe okładki. Oczywiście sprawia to wrażenie produktu premium i całe szczęście, że Egmont wydał także w formie mniejszej – gigantowej tę historię, żeby dać wybór czytelnikom. Nieocenionym dodatkiem są jednak pewne grafiki stworzone przez Romitę czy Aarona oraz Millera, a także wywiady z nimi.
Niestety, słowa mocno krytyczne w negatywnym sensie muszę skierować do warstwy wizualnej. Mroczny ton nadany komiksowi, jest jak najbardziej na miejscu, przydałaby się też Magika de Czar i oczywiście więcej luźnej bijatyki ze strony Donaldów (tak, dobrze czytacie – furia atomowa Donaldowa). Niemniej jednak, tworzenie kadrów jak piękne ilustracje do książek dla dzieci przy jednoczesnej chęci oddania wielu ruchów i mnogiej akcji sprawia, że mamy charakterystyczny dla Marvela chaos. Niestety miejscami jest to nieczytelne, a do tego dodajmy jeszcze dziwne psie łby Braci Be, które wyglądają jak mocno zdeformowane ludzkie głowy po przejściach. Niestety nie kupuję tego.
Podsumowując, wydanie w formie przerostu formy nad treścią może jest zbędne, ale i tak wielkie słowa pochwały dla wydawnictwa, że zdecydowało się na ten krok, by wydać ten tytuł i to w kilka miesięcy od premiery. A Carl Barks z całą pewnością jako ojciec Sknerusa nie był wstanie sobie wyobrazić jakie przygody czekają jego dziecko, ale z pewnością byłby dumny.