Każdy z graczy dobiera pięć kart i rozkłada przed sobą kartkę ilustrującą dostępne grządki. Najważniejszą zasadą Fasolek jest to, że w żadnym momencie nie możemy zmienić kolejności kart na ręce. W swojej turze sadzimy jedną lub dwie fasolki znajdujące się po prawej stronie wachlarza kart, a następnie odkrywamy dwie karty z wierzchu talii i zaczynamy fazę negocjacji. Jest to kluczowa część gry, w której możemy przehandlować niechciane karty z ręki i dostać te, które nam pasują. Grządki bowiem mamy 2 (lub 3 w grze 3-osobowej) i tylko jeden typ fasolek może zajmować każdą z nich. W dowolnym momencie gry możemy zebrać plony, jednak z im większej liczby kart będzie składał się zestaw, tym więcej punktów dostaniemy. Po fazie wymian dobieramy jeszcze trzy karty na rękę, zwracając uwagę, aby nie zmieniać ich kolejności i turę rozgrywa kolejny gracz. Gra się kończy po trzykrotnym przejściu przez talię, kiedy podliczamy punkty i wyłaniamy zwycięzcę.
Samych fasolek jest kilka rodzajów, z różnymi wartościami punktowymi — np. XXX daje 3 punkty za 3 karty w zestawie, ale jest ich tylko 6 w całej talii, natomiast Rewolwerowiec, którego jest 20 sztuk, zacznie punktować dopiero w zestawie złożonym z 4 kart – 4 punkty dostaniemy, dopiero gdy zbierzemy 10 sztuk. Sprawia to, że możemy przyjmować różne strategie — skupiać się na rzadkich i bardziej wartościowych fasolach, lub przyjmować najczęściej występujące rodzaje.
Ciekawie działa dynamika wymian — gra nie narzuca nam kursu wymian, więc możliwe są wszelkie transakcje. Przez to, że drogą do zdobycia punktów jest pozbycie się zbędnych kart, aby nie być zmuszonym do zbyt wczesnego zebrania plonów, wszyscy gracze są zaangażowani w handel. Większość gry toczy się nad stołem, nieraz podniesionymi głosami, ustalając kto z kim i za co się wymienia. Gra często kończy się po kilkunastu minutach i chce się zagrać jeszcze raz.
W Fasolki miałem szansę grać kilka lat temu, jeszcze gdy były wydawane przez wydawnictwo G3. Bawiłem się wtedy świetnie, teraz również. Zauważyłem pewną różnicę w zasadach — kiedyś w grze była możliwość wykupienia trzeciej grządki. Zmieniło się również tłumaczenie nazw fasolek, np. Fasolka Moczopędna kiedyś była Golasem, a Płomienna — Piromanem.
Nie zmieniła się za to oprawa graficzna gry, co niestety nie robi grze przysługi. Po rysunkach widać upływ czasu i niezbyt wybredny humor autorów sprzed 25 lat. Styl ilustracji i nazw może wywołać nerwowy uśmiech, ale nie zachęca do zagrania. Szkoda, że przy okazji zmiany polskiego wydawcy na Rebel, nie zaproponowano nowej szaty graficznej.
Jeśli odłożymy na bok to, jak Fasolki wyglądają, mamy grę idealną na luźne granie — angażującą w rozmowy, szybką i przystępną mechanicznie. Talię kart można zabrać ze sobą wszędzie, a nauczenie zasad zajmuje tylko chwilę.