Wydawać by się mogło, że wykorzystanie znanej franczyzy do stworzenia gry na jej podstawie gwarantuje sukces. Czy jednak ciekawe uniwersum i lubiane postacie to wszystko, co jest potrzebne, aby gra zdobyła uznanie? Przykład Blacksad: Under the Skin pokazuje, że na sukces produkcji składa się znacznie więcej elementów.
Historia czarnego kota
John Blacksad – prywatny detektyw i nasz protagonista – po raz pierwszy pojawił się na kartach komiksów Juana D. Canalesa i Juanja Guarnida. Kryminał w noirowym stylu, rozgrywający się w USA lat 50. XX wieku szybko skradł serca fanów. To, co go wyróżniało, to zwierzęcy bohaterowie, przedstawieni bardzo stereotypowo (skojarzenia z „Folwarkiem zwierzęcym” Orwella wskazane). Tytułowy Blacksad to czarny kot, a w galerii różnorodnych bohaterów znaleźli się między innymi policjant-owczarek niemiecki, mądra sowa-naukowiec, czy szczurzy rabuś. Prawdziwy zwierzyniec.
John Blacksad w którego się wcielamy, zostaje wynajęty do odnalezienia wschodzącej gwiazdy boksu, która zniknęła po tym jak jej mentor się powiesił. Intryga sięga jednak znacznie głębiej niż można początkowo przypuszczać i wciąga nas w mroczny świat pełen korupcji, dopingu i zbrodni. Fabuła jest ciekawa, momentami szokująca, nie wybrzmiewa jednak tak dobrze jak powinna, ze względu na mechaniczne niedociągnięcia.
Nic dziwnego, że po sukcesie komiksów, stworzenie interaktywnej zabawy z Blacksadem w roli głównej uznano za świetny pomysł. I naprawdę zapowiadało się na to, że gra spełni oczekiwania. Klimat dobrze oddający atmosferę komiksów, zarówno dzięki stylowi graficznemu, jak i muzyce, do tego intrygująca fabuła. Co zatem zawiodło? To, co w grze musi działać – gameplay.
A mógł być Sherlockiem
Jak przystało na kryminalną przygodę, Blacksad: Under the Skin łączy w sobie kilka mniej i bardziej typowych dla tego gatunku elementów. Będą one szczególnie znajome dla osób, które grały wcześniej w serię o Sherlocku Holmesie (na przykład Sherlock Holmes: The Devil’s Daughter).
Rozgrywka opiera się na przesłuchiwaniu świadków, poprzez wybieranie odpowiednich opcji dialogowych oraz poszukiwaniu wskazówek na miejscu zbrodni i przyglądaniu się rozmówcom (przy pomocy kocich zmysłów). Zebrane poszlaki pojawiają się albo w naszym notesie (z osobną stroną dla każdej postaci) albo na ekranie dedukcji. Ten również jest niemal bliźniaczo podobny do tego z Sherlocka Holmesa, z jedną różnicą. Tutaj wystarczy, że połączymy związane ze sobą informacje, a gra je za nas zinterpretuje – nie mamy na to wpływu.
Oprócz tego w grze nie zabrakło QTE, od których bardzo często zależy życie naszego detektywa. Sekwencje czasowe są stosunkowo łatwe, jednak nawet po ich zawaleniu w większości przypadków dostajemy możliwość ich powtórzenia. W jednym tylko momencie quick time event mnie zirytował – w jednej z kluczowych dla fabuły cut-scenek na ekranie pojawia się symbol, który musimy jak najszybciej wcisnąć na padzie lub klawiaturze. Dostajemy na to bardzo mało czasu, a jeśli nam nie wyjdzie, ten jeden raz nie możemy zrobić powtórki – z konsekwencją naszej nieudolności możemy sobie poradzić jedynie przechodząc grę od początku jeszcze raz.
Konieczność powtórzenia całej gry dla zmiany jednej decyzji gdzieś w jej trakcie, to kolejny mankament tej produkcji. Twórcy nie pomyśleli o podzieleniu rozgrywki na rozdziały i daniu graczom możliwości powtórzenia tylko kilku scen, zamiast rozpoczynania gry za każdym razem od początku. Nie przystaje to do tendencji podobnych gier tego typu, które zwykle posiadają taką funkcję.
W dodatku do większości elementów rozgrywki wkradły się mniejsze lub większe mankamenty. Zbieranie wskazówek potrafi być upierdliwe z trzech powodów. Po pierwsze, Blacksad porusza się bardzo powoli i kiedy okazjonalnie musimy odnaleźć coś na czas, potrafi to frustrować. Po drugie, żeby zebrać wskazówkę, nawet jeśli wypatrzymy ją naszym wprawnym okiem, musimy podejść do niej od odpowiedniej strony, żeby pojawiła się interakcja. Po trzecie, w grę wpleciono bardzo dużo znajdziek – kart sportowców – które ukryte zostały dosłownie wszędzie i niejednokrotnie, szukając poszlak pod presją czasu, irytowałam się, że ciągle trafiam na karty i marnuję czas na ich zbieranie.
Nie zabrakło również problemów z dziennikiem Johna. Przydarzyły mi się dwie skrajne sytuacje, które nie poprawiały moich wrażeń z rozgrywki. Dwa razy zamiast notatki pojawił mi się tekst [ENTRY_NOT_FOUND]. Innym razem dostałam wpisy do dziennika, zanim moja postać faktycznie zdobyła dane informacje. Przydałoby się ostrzeżenie o spoilerach.
Niewidzialna bariera i pozorne wybory
Rozgrywka w Blacksad jest niesamowicie liniowa. W danym momencie dostajemy dostęp do jednej lub dwóch lokacji w których musimy odnaleźć wszystkie wskazówki, zanim będziemy mogli zrobić cokolwiek innego. Nie możemy również wrócić do żadnej lokacji. Z jednej strony unikamy dzięki temu kręcenia się w kółko i przeczesywania wszystkich lokacji nie wiedząc nawet, czego szukamy, ale z drugiej czujemy się przez to prowadzeni za rączkę od początku do końca.
Od naszych wyborów w dialogach zależy głównie charakter Johna (zobrazowany ekranem w menu gry z parami cech i wskazówką, w którą stronę skłania się bohater), który nie ma właściwie wpływu na nic innego. Okazjonalnie nasze wybory mogą zmienić losy kilku postaci pobocznych, ale nie są to duże zmiany. Nie mają także zbyt wielkiego znaczenia dla wątku głównego i zakończenia gry.
Teoretycznie finał Blacksada ma kilka wariantów zależnych od naszych wyborów. W praktyce jednak, nie licząc tego, czy w cut-scenkach po zakończeniu rozgrywki zobaczymy niektóre postacie żywe czy martwe, tylko decyzje z ostatniej sceny coś więcej zmieniają. Nie liczcie więc na rozgałęzione wątki z wieloma wariantami.
Bug na bugu
Chciałabym móc napisać, że te niedoróbki w samej mechanice to jedyne, co przeszkadza w Blacksad: Under the Skin. Gra niestety cierpi również z powodu wielu bugów i glitchy. O niektórych już wspominałam, jak na przykład błędy w dzienniku. Nie zabrakło też okazjonalnych niedoróbek w dialogach, kiedy wybrana opcja nie odpowiadała słowom wypowiedzianym przez bohatera. Zdarzyło się również, że animacja w trakcie odtwarzania przez Blacksada biegu wydarzeń wyświetlała niewłaściwą postać, spoilerując, że w zależności od naszych wyborów jeden z dwóch bohaterów mógł się znaleźć w tym miejscu.
Kilkukrotnie musiałam też restartować grę, ponieważ w jakiś sposób się zepsuła. A to przestały się wyświetlać postacie niezależne, a to zablokowało się przejście pomiędzy lokacjami. Czasem zapętlił się jakiś fragment i nie dało się przedostać dalej albo Blacksad zawiesił się na jakiejś czynności i przestał robić cokolwiek. W pewnym momencie już przestałam liczyć błędy, będąc tym zmęczona i sfrustrowana.
Nie oceniaj kota po wyglądzie… bo się zawiedziesz
Graficznie Blacksad: Under the Skin na pierwszy rzut oka prezentuje się świetnie. Styl bardzo dobrze odpowiada oryginalnym komiksom, przekładając unikatowy charakter ilustracji na animacje w 3D. Szkoda jednak, że nie udało się to w przypadku mimiki bohaterów, która prawie że nie istnieje. Przez większość czasu postacie mają jeden i ten sam wyraz twarzy, nie wyrażający zbytnio emocji.
Pochwalić za to mogę ścieżkę dźwiękową, idealnie dopasowaną do realiów, w których osadzono akcję gry. Jazzowe utwory świetnie podkreślają noirowy klimat produkcji. Bardzo dobrze wyszło też udźwiękowienie dialogów – rewelacyjnie dobrani aktorzy dubbingowi to ogromna zaleta Blacksada. Warto jednak pamiętać, że gra nie posiada żadnej polskiej wersji językowej, piszę zatem o wersji angielskiej.
Zmarnowany potencjał
Wykorzystanie znanych i docenianych komiksów o kocim detektywie Johnie Blacksadzie jako podstawy do stworzenia kryminalnej gry przygodowej było świetnym pomysłem. Realizacja początkowo wydawała się nawet niezła, ale im więcej czasu spędza się w grze, tym więcej niedoróbek wychodzi na wierzch. Bugi uniemożliwiające kontynuowanie rozgrywki, problemy z mechaniką niektórych istotnych elementów, oraz liniowa rozgrywka skutecznie zniechęcają do kontynuowania zabawy. Ostatecznie wyszła z tego produkcja, której bardzo wiele trzeba wybaczyć, żeby chociaż spróbować poznać całkiem dobrą fabułę.
Być może, jeśli twórcy wypuszczą patch, Blacksad: Under the Skin stanie się bardziej grywalny i wart poświęcenia mu czasu. W tej chwili jednak lepiej sięgnąć po komiksy.