Coś nowego, coś starego
W latach 90. na ekranach telewizorów gościł serial Sylwester i Tweety na tropie opowiadający o przygodach czarnego kota, żółtego kanarka, psa Hektora oraz Babci, która miłowała się w stylizacjach rodem z okresu XIX-wiecznej Ameryki. Schemat każdego odcinka polegał na tym, że cała ta dysfunkcyjna rodzinka zwiedzała różne zakątki świata i próbowała rozwiązać kryminalne zagadki, głównie dotyczące zaginięć cennych przedmiotów. Pierwszy sezon prezentował naprawdę piękne kadry animacji, natomiast kolejne cechowały się raczej małą dbałość o detale. Poza oczywiście samymi głównymi bohaterami.
Po co właściwie o tym piszę? Najnowszy tytuł od Warner Bros. Animation to nic innego jak próba wskrzeszenia pomysłu, który pojawił się w głowach twórców z domu Królika Bugsa. Kiedy w nieznanych okolicznościach znika królowa Wysp Kanaryjskich, okazuje się, że Tweety jest kolejnym następcą w królewskiej dynastii. Oczywiście, zanim zdąży się rozsiąść na tronie, będzie musiał stawić czoła wewnętrznemu zagrożeniu. Warto przed seansem zapoznać się z historią nazw tego archipelagu, gdyż może ona dostarczyć sporo ciekawych wskazówek. Olbrzymi plus dla twórców za słowne zabawy.
Styl animacji różni się nieco od klasycznych projektów postaci, ale nie w sposób, który by nadmiernie wpływał na wrażenia fana-odbiorcy, a jako całość animacja nadal wygląda całkiem nieźle, choć nieznacznie odbiega od tego, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić.Wygląd dwójki głównych bohaterów został praktycznie przemodelowany i bliżej im do zwierzaków z Simpsonów, co akurat nie powinno nikogo dziwić, gdyż od dawna pojawia się trend do nadawania „dorosłej kreski” znanym postaciom, która jest przy tym oszczędna w detale i dość dobrze uwypukla głupkowatą mimikę twarzy.
Naprawdę korzystnie wypada ukazanie pewnego rodzaju klasycznej relacji znanej z krótkometrażówek między kotem i kanarkiem. W zasadzie każda para ze świata Zwariowanych Melodii czymś się wyróżnia. Tym, co wyróżnia naszych bohaterów, to fakt, że w gruncie rzeczy potrafią się dogadać, a kwestia, która ich dzieli, to ptasie względy u Babci i wieczny koci głód.
Niezbyt królewskie wydanie
Czy cieszę się, że ten film został u nas wydany? Jak najbardziej, jestem wielkim fanem Looney Tunes i byłbym zawiedziony, że nie mogę cieszyć się nową przygodą w ich świecie. Jednakże, dlaczego Warner postanowił wydać ten film na DVD, skoro jest on przeznaczony na platformę HBO MAX (sama plansza tytułowa w menu wskazuje „max original”). Trochę jakby ktoś traktował polskiego konsumenta gorzej i próbował z niego wyciągnąć więcej pieniędzy.
Mam również pewne zastrzeżenia co do samego wydania. Po pierwsze, dlaczego w filmie familijnym, adresowanym głównie do najmłodszych zabrakło polskiego dubbingu, gdzie głosy Lucyny Malec i Włodzimierza Pressa są tak charakterystyczne, że bez nich cała ta bajkowa magia nie ma sensu? Co z tego, że mamy lektora, skoro nadaje on jednostajny ton postaciom. Takie rozwiązanie w przypadku animowanych, brutalnych filmów DC ma swoje usprawiedliwienie, ale jednak głos postaci w tego typu pełnometrażówkach jak Tweety Królem jest podstawą. Dobrze, że do wyboru mamy jednak polskie napisy i oryginalny dźwięk. Z kolei bardzo miłym zaskoczeniem jest kilka odcinków serialu z lat 90. o kanarku i czarnym kocie. Tylko dlaczego bez polskiego dubbingu, który jak wiemy, istnieje, a emisja epizodów z polskim dubbingiem miała miejsce choćby na Boomerangu, Plus 2 czy Canal+?
Wydanie DVD Tweety Królem to musthave dla wszystkich fanów Looney Tunes. Jest tu sporo potknięć wydawniczych, niemniej jednak nie można przegapić okazji na skompletowanie swojej biblioteczki z tak zacnym duetem jak Sylwester i jego żółty „brat”.