Nie ma wątpliwości, że niektóre z funkcjonujących w popkulturze schematów są tak oklepane, że na samą myśl o nich człowiek dostaje nudności i bólu głowy. No bo ile można zrobić seriali o ludziach widzących duchy i potrafiących z nimi rozmawiać (tak jak główny bohater Ghost Wars)? Czy w ogóle istnieje jeszcze potrzeba, by tworzyć tego typu produkcje?
Nie będę ukrywała, że zainteresowałam się tym tytułem tylko dlatego, że gra w nim Kim Coates, którego znam i lubię z serialu Synowie Anarchii (Sons of Anarchy). Aczkolwiek, jak się zapewne domyślacie, aktor nie wciela się w protagonistę w Ghost Wars. W tej roli obsadzono Avana Jogię, kojarzonego przez widzów z Twisted. Może nie jest to najlepszy aktor (Oscara pewnie nigdy nie dostanie), jednak ma w sobie na tyle melancholii, by móc sportretować Romana Mercera, młodego mężczyznę, posiadającego zdolność widzenia duchów (ba, z niektórymi nawet rozmawia!). Wydawać by się mogło, że temat kontaktowania się z umarłymi został tak oklepany, że aż nudny jak flaki z olejem. Ale czy na pewno?

„Ghost Wars” – kadr z serialu
Podczas seansu moją uwagę zwróciły piękne kadry. No i jak tu z miejsca nie pokochać serialu, gdy pierwszym słowem, jakie w nim pada jest „śmierć”? A jeśli dodacie do tego rewelacyjną muzykę, która buduje klimat, możecie mieć nadzieję na co najmniej przyzwoitą rozrywkę. A jak to jest z fabułą w pilotażowym odcinku Ghost Wars?
Muszę przyznać, że wbrew pozorom twórcy serialu niewiele wytłumaczyli w tym epizodzie. Owszem, aż roi się tu od efektów specjalnych (którym nie mam nic do zarzucenia), a trup ściele się gęsto, jednakże w Death’s Door (ang. drzwi śmierci) tak naprawdę niewiele się dzieje. Niemalże cały odcinek poświęcono na przedstawienie głównego bohatera i jego skomplikowanych relacji z mieszkańcami miasteczka, w którym żyje. Czy wspomniałam już, że rzecz dzieje się na Alasce? W związku z tym myślę, że w kolejnych odcinkach możemy spodziewać się pięknych plenerów i pełnego wachlarza ludzkich dziwactw i natręctw (a przynajmniej mam taką nadzieję).
Ogólnie po pierwszej odsłonie serialu jestem pozytywnie nastawiona i po prostu chcę więcej. Właściwie całą moją uwagę skradł Vincent D’Onofrio (pewnie go pamiętacie z rewelacyjnej roli Kingpina w Daredevilu) wcielający się w lokalnego księdza cechującego się rozsądkiem, odwagą i otwartym umysłem. Bardzo rzadko widuje się w telewizji role kleryków tak bardzo odstające od stereotypu. Wyobraźcie sobie, że ojciec Dan Carpenter ma długie włosy i brodę. Rzadko spotykany widok, nieprawdaż?
Jak już wspomniałam, jestem pełna nadziei i z niecierpliwością czekam na więcej! Może ta kanadyjska produkcja to niezbyt oryginalny serial, jednak ma swój specyficzny klimat. Z pewnością warto sprawdzić ten tytuł, zwłaszcza że Halloween zbliża się wielkimi krokami, a Ghost Wars plasuje się w moim odczuciu między horrorem a zwykłym serialem paranormalnym.