Przed wami kryminał ze sporą dawką grozy… a przy tym całkiem interesującej promocji regionu. Wbrew okładce pozbawiony jakichkolwiek elementów słowiańskich. Zaintrygowani?
Góra w zieleni
Tytułowy Oszast to mało znany i mało dostępny rezerwat przyrody położony przy samej granicy ze Słowacją, obejmujący gęsto zalesiony szczyt Oszustu (lub Oszusta). To ostatnia ostoja pierwotnej Puszczy Karpackiej, miejsce zupełnie zamknięte dla ruchu w czasach PRL-u, jak to tereny przygraniczne. Co tylko podsyca jego legendę.
Nie jestem pewna, na ile ten teren jest turystycznie dostępny, informacje na stronie informacji turystycznej województwa śląskiego są co nieco sprzeczne, ale przez masyw poprowadzony jest szlak. To także Karpacka Strefa Mocy, znana z fenomenów magnetycznych oraz tego, że wyjątkowo łatwo się tam zgubić. Zapraszamy fanów Kariki, będziecie zadowoleni.
Lokalizacja jak znalazł na horror, motyw złego miejsca, uznawany za kluczowy dla gatunku, (zerknijcie do Rejestru grozy Pawła Wielopolskiego) podany jak na tacy… Ale to jednocześnie mój pierwszy zgrzyt związany z książką Grzegorza Mirosława, jakby nie było mrocznym kryminałem.
Czy naprawdę niewiele lat po nieodwracalnej dewastacji części Puszczy Białowieskiej wypada sugerować, że inna puszcza to teren przeklęty? Autor tego nie sugeruje, ale od dreszczyku grozy do pomysłu na wycieczkę harwesterem wcale nie jest daleko, o czym przekonujemy się co jakiś czas, słuchając wiadomości.
Miałam tu mocne poczucie czytelniczej niewygody, nawet jeśli owa groźna niesamowitość teoretycznie wydarzała się przede wszystkim w głowach bohaterów. Być może przydałoby się tu trochę więcej interwencji redakcyjnej.
Młoda policjantka na wysuniętej placówce
Główną bohaterką Oszastu jest Anka, sprawna i kompetentna funkcjonariuszka, a do tego znająca lokalny klimat i mieszkańców. Mało klasycznie jak na mroczny kryminał? Nie lękajcie się, do sprawy zaginięcia i morderstwa zbyt prestiżowej dla płotki z końca świata, przydzielą jej steranego życiem, a może raczej z rozwijającym się alkoholizmem, doświadczonego komisarza Webera.
Spora część napięcia fabularnego będzie od tego momentu generowana przez kontrast między wiedzą i lojalnością dziewczyny ufającej sąsiadom oraz zahaczającą o paranoję podejrzliwość jej przełożonego. Jego przesadna brawura jak z amerykańskiego serialu też napędzi akcję.
Od tego momentu czytelnik będzie mógł śledzić kilka wątków: policyjnego śledztwa, błąkania się po lesie (najbardziej horrorowy) oraz przebitki głosu z przeszłości. Ten ostatni okaże się bardzo ważny… a w moim przypadku pozwolił mi odkryć dość ważny element intrygi jeszcze przed 50 (z 350) stroną książki. Czy coś takiego zupełnie zniszczy wam frajdę z czytania?
To zależy, ostatecznie nawet jeśli sporo się domyślicie, musicie skończyć powieść, żeby poznać losy bohaterów i to, jak oni poradzą sobie ze złem (jeśli udzieli wam się nastrój) czy też przestępcą (gdyby trzymać się kryminału). Poza tym nie chcecie przegapić ciekawostek o regionie, oryginalnych świętach czy zbójnickich historiach.
Oszast to proza gatunkowa, bardzo klasyczna w wielu rozwiązaniach i świadoma kontekstu, w którym powstaje. I chociaż symbol Peruna na okładce jest kompletnie pozbawiony sensu, łypiąca zza tytułu postać przypominająca Pennywise’a jakoś wiąże się z treścią, nawet jeśli chodzi o dużo nowszego Kinga.
Grzegorz Mirosław być może nie zna się za bardzo na przyrodzie, zdołał jednak zainteresować mnie Oszastem i Ujsołami, a przede wszystkim przekonał, że Anka jest postacią z krwi i kości, o którą warto się martwić. To bardzo dobry wynik jak na lekturę rekreacyjną. Zwłaszcza na letnią wyprawę lub jesienny rajd pieszy.
Nasza ocena: 6,5/10
Kryminał z wieloma elementami horroru, trochę zaplątujący się w gęste chaszcze Oszastu, ale trzymający w napięciuFabuła: 7/10
Bohaterowie: 6/10
Styl: 7/10
Wydanie: 6/10
