Site icon Ostatnia Tawerna

Z mapą przez absurd – recenzja komiksu „Opowieści Grabarza. W poszukiwaniu Wielkiej Księgi”

opowiesci-grabarza-w-poszukiwaniu-wielkiej-ksiegi (5)

Diabły biegają po polach, kościotrupy urządzają pogrzeby, a Śmierć z kosą spaceruje po okolicy. Czy to powód do niepokoju? Niekoniecznie. Znacznie ważniejsze jest przecież to, czy przed wyjściem z domu zamknęło się drzwi i czy sąsiad wreszcie zamontuje obiecany kran. Przynajmniej tak wygląda hierarchia problemów Józefa, bohatera Opowieści Grabarza, który powraca w kolejnej odsłonie swoich niezwykłych przygód.

Diabły, żaby i niezaryglowane drzwi

Piotr „Śmiechosław” Wojciechowski ponownie zabiera nas do świata, w którym polska wieś, ludowe wierzenia, chrześcijaństwo i baśniowa fantastyka tworzą osobliwą, ale zaskakująco harmonijną całość. Tym razem jednak zamiast zbioru luźno powiązanych opowieści otrzymujemy jedną wyprawę, podzieloną na krótkie epizody. A wszystko zaczyna się od pewnej mapy znalezionej w sadzie.

Józef, miejscowy grabarz, oraz towarzyszący mu Anioł Stróż natrafiają na mapę przedstawiającą trasę prowadzącą do tajemniczej Wielkiej Księgi. Nie jest to jednak zwyczajny plan okolicy. Bardziej przypomina planszę do gry, na której kolejne pola oznaczono obrazkami. Każdy z nich zapowiada następny etap podróży, a zarazem osobny rozdział komiksu. Śmiechosław konsekwentnie wykorzystuje ten pomysł. Poszczególne przystanki zajmują zazwyczaj po dwie strony, tworząc niewielkie, zamknięte historyjki. Jedne opierają się na zaskakującej puencie, inne na groteskowej sytuacji, jeszcze inne pozostawiają czytelnika z pytaniem, co właściwie przed chwilą się wydarzyło. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze całości. Przeciwnie, taka konstrukcja pozwala zachować charakterystyczny dla cyklu humor, a jednocześnie nadaje opowieści wyraźny kierunek. Nowością, a przynajmniej znacznie mocniej zaakcentowanym elementem, jest zabawa samą formą komiksu. Bohaterowie doskonale zdają sobie sprawę, że są postaciami narysowanej historii, a ich losy zależą od decyzji autora. Potrafią nawet rozmawiać o ograniczeniach wynikających z tej sytuacji. Śmiechosław nie poprzestaje przy tym na pojedynczym mrugnięciu okiem do czytelnika, lecz wykorzystuje tę świadomość jako jeden z elementów opowieści.

Nieprzypadkowo Michał Siromski, autor wstępu do albumu, zwraca uwagę na podobieństwa do twórczości Tadeusza Baranowskiego. Jak sam wskazuje, szczególnie wyraźnie widać je w samej mapie, przywodzącej na myśl rozwiązanie znane ze Skąd się bierze woda sodowa. Nie chodzi jednak wyłącznie o stylistyczne nawiązanie. Podobnie jak u Baranowskiego, również tutaj komiks potrafi żartować z własnych zasad i ograniczeń. Trzeba tylko lubić taki rodzaj zabawy, ponieważ nie każdy czytelnik odnajdzie się w podobnych metażartach. Mnie osobiście przypadły one do gustu.

Typowy Józef

Największą zaletą Opowieści Grabarza pozostaje jednak sam Józef. Marudny, przywiązany do swoich zwyczajów i ludowych przesądów, a przy tym zadziwiająco niewzruszony wobec wszelkich nadprzyrodzonych zjawisk. W świecie, w którym spotkanie diabła czy kościotrupa nie jest niczym szczególnym, Grabarz potrafi przejmować się przede wszystkim sprawami zupełnie przyziemnymi. Świetnie pokazuje to choćby jego rozmyślanie o własnym domu. Józef potrafi narzekać na warunki, w jakich mieszka, i wyobrażać sobie znacznie wygodniejsze lokum. Kiedy jednak pojawia się możliwość spełnienia tych marzeń, okazuje się, że wcale nie zamierza niczego zmieniać. Do starej chałupy już się przyzwyczaił, a poza tym najważniejsze, żeby Stasiek wreszcie założył mu kran.

To właśnie ten kontrast pomiędzy niezwykłością otaczającego świata a zwyczajnością problemów bohatera stanowi o uroku całej serii. Józef może przechodzić obok najbardziej nieprawdopodobnych zjawisk, ale nadal pozostaje człowiekiem, który lubi ponarzekać na sąsiadów, obawia się proboszcza i ma własne sposoby radzenia sobie z codziennymi troskami.

W nowym albumie znakomicie wypada również jego relacja z Aniołem Stróżem. Nie jest to klasyczny duet oparty na nieustannym konflikcie rozsądku z absurdem. Anioł częściej obserwuje, zadaje pytania i próbuje zrozumieć swojego podopiecznego, niż poucza go czy kwestionuje jego przekonania. Kiedy Józef zaczyna zbierać żaby do garnka, tłumacząc, że po prostu lubi te ładne, zielone stworzenia, Anioł przyjmuje odpowiedź bez dalszych dociekań. A Grabarz, zadowolony z wykonanej czynności, zostawia garnek i rusza dalej. Tego rodzaju scen jest więcej. Nie wszystkie prowadzą do wyraźnej pointy, nie wszystkie też wymagają logicznego wyjaśnienia. Czasami absurd istnieje po prostu dla samego absurdu i właśnie dlatego potrafi rozbawić.

Nie oznacza to jednak, że autor ogranicza się do serwowania kolejnych niedorzecznych dowcipów. Wśród groteskowych wydarzeń pojawiają się również momenty skłaniające do refleksji. Spotkanie z cierpiącym diabelskim dzieckiem pokazuje bardziej empatyczną stronę Józefa, a jego bezinteresowna próba pomocy nabiera nieco melancholijnego charakteru. Z kolei rozmowy o ludowych przesądach przypominają, że niekiedy ludzie bardziej potrzebują poczucia bezpieczeństwa niż pewności, że ich przekonania są prawdziwe. Wszystko to pozostaje jednak częścią lekkiej, pełnej humoru opowieści. „Śmiechosław” nie wygłasza moralizatorskich przemówień ani nie próbuje na siłę tłumaczyć każdego żartu. Pozwala czytelnikowi śmiać się, zastanawiać, a czasem po prostu zaakceptować, że w świecie Józefa pewne rzeczy dzieją się bez żadnego szczególnego powodu.

Karykatura spod strzechy

Pod względem graficznym twórca pozostaje wierny stylowi znanemu z wcześniejszych Opowieści Grabarza. Jego rysunki są mocno karykaturalne, pełne przerysowanych sylwetek, groteskowych twarzy i charakterystycznych detali. Bohaterowie bywają brzydcy, pokraczni, a nawet odpychający, ale jednocześnie trudno odmówić im uroku. Całość utrzymana jest w żywej kolorystyce, która dobrze współgra z baśniowo-wiejskim charakterem przedstawionego świata. Nawet najbardziej makabryczne wydarzenia potrafią dzięki temu wyglądać niemal pogodnie. Śmierć, diabły czy kościotrupy nie budzą tutaj grozy, lecz stają się naturalnymi uczestnikami tej osobliwej rzeczywistości.

Większość stron podzielono na kilka kadrów, pozwalających sprawnie prowadzić krótkie epizody. Autor potrafi jednak odejść od tego układu, kiedy wymaga tego sytuacja. Szczególnie dobrze prezentują się dwie rozkładówki: wspomniana mapa oraz widowiskowa scena walki, w której Anioł Stróż przybiera postać archanioła. Obie pokazują, że Śmiechosław potrafi wykorzystać większą przestrzeń nie tylko do przedstawienia wydarzeń, ale również do zabawy kompozycją.

Co ważne, humor często wynika z samych rysunków. Niektóre epizody rozgrywają się niemal bez słów, a zachowania postaci, ich miny i drobne szczegóły wystarczają, by zbudować zabawną sytuację. To komiks, który warto nie tylko czytać, lecz również uważnie oglądać.

Grabarz wie swoje

Opowieści Grabarza. W poszukiwaniu Wielkiej Księgi to bardzo udany powrót do świata stworzonego przez Piotra „Śmiechosława” Wojciechowskiego. Autor zachowuje charakterystyczny humor, groteskową stylistykę i swojski klimat poprzednich historii, a jednocześnie proponuje nieco inną konstrukcję opowieści i śmielej bawi się komiksową konwencją.

Miłośnicy absurdu, czarnego humoru i nieoczywistych żartów powinni znaleźć tutaj wiele powodów do zadowolenia. Nie każdemu przypadnie do gustu opowieść, w której część wydarzeń nie ma logicznego uzasadnienia, a bohaterowie otwarcie rozmawiają o własnym istnieniu na kartach komiksu. Jeśli jednak ktoś polubił wcześniejsze przygody Józefa, z pewnością odnajdzie się również w tej wyprawie.

Nowi czytelnicy także mogą rozpocząć znajomość z Grabarzem od tego albumu, ponieważ historia jest zrozumiała bez wcześniejszej lektury. Osobiście polecałbym jednak najpierw sięgnąć po poprzednie Opowieści Grabarza. Pozwoli to lepiej poznać Józefa, jego osobliwy świat i charakterystyczne poczucie humoru.

A największą zaletą całej historii nadal pozostaje jej główny bohater. W końcu nie każdy potrafi zachować spokój na widok diabłów, kościotrupów i samej Śmierci, a jednocześnie zamartwiać się, czy przypadkiem nie zapomniał zamknąć drzwi. Józef potrafi. I właśnie za to tak trudno go nie lubić.

Nasza ocena: 8/10

Śmiechosław ponownie udowadnia, że nawet najbardziej absurdalna wyprawa może być zaskakująco swojska i pełna uroku!



Fabuła: 8,5/10
Bohaterowie: 9/10
Oprawa graficzna: 8/10
Wydanie: 6,5/10
Exit mobile version