Site icon Ostatnia Tawerna

Wyprawa po szyszki – recenzja komiksu „Strażnik Szyszek. Opowieści z archipelagu”

Jakub Babczyński i Piotr Szulc stworzyli świat Strażników Szyszek. Najpierw wydali niezależnie pojedyncze zeszyty, aż Kultura Gniewu zebrała te historie w jednym tomie. Czy Strażnik Szyszek. Opowieści z archipelagu zasłużył na takie wydanie?

Dziwaczne, ale jednocześnie magiczne miejsce

Nigdy nie słyszałem o Archipelagu Szyszek, tym bardziej nigdy nie pragnąłem zostać Strażnikiem Szyszek. Na szczęście Jakub Babczyński i Piotr Szulc bardzo szybko mnie naprostowali. I teraz jestem niezwykle zafascynowanym tym pokręconym miejscem, a jakby tego było mało, to najchętniej rzuciłbym obecną robotę i udał się do Seminarium, aby w przyszłości zostać szanowanym Strażnikiem Szyszek, który wziąłby pod opiekę na przykład taką Wyspę Snurfów. Zatem co jest takiego fascynującego w tym świecie? Szczerze powiedziawszy, sam nie wiem. Po prostu od pierwszej strony wsiąkłem w tę ciekawą opowieść. Kompozycję świata, te często groteskowe, nienaturalne projekty postaci czy dziwne rytuały – kupiłem od razu.

Uroki Wyspy Szyszek

No dobra, to przejdźmy do konkretów. Na ten tom składają się w sumie cztery opowiadania i bonusowa trzystronicówka. W pierwszej opowieści główny bohater, po rozmowie z ojcem na temat Strażników Szyszek, postanawia śledzić jednego z nich. Jego wątpliwości co do przydatności tej funkcji dla społeczności wyspiarskiej wzrastają, gdy widzi Marcela na schadzce z kobietą. I to właśnie o tym jest ta zabawna opowieść. Autorzy w niej starają się delikatnie odsłonić sens istnienia Strażników Szyszek. Czy przekona to czytelników? Oto jest pytanie, ale w drugim opowiadaniu dowiadujemy się, że nasz protagonista dał się przekonać i postanawia wstąpić do Seminarium. W tym celu musi zdobyć czapkę (po tym wyróżnia się strażników – te groteskowe i strasznie duże czapki mają wiele przydatnych funkcji, mogą robić nawet za koło ratunkowe), a żeby na nią zasłużyć, trzeba podjąć trudne wyzwanie. Trzecia i najdłuższa historia zatytułowana Gdy już trafimy na nasze wyspy opowiada o Janku studiującym w Seminarium. Ma wizje tajemniczej wyspy, która zdaje się go wzywać. Aby temu zaradzić, władze uczelni postanawiają oddelegować go na wyspę, aby objął funkcję Strażnika Szyszek. Niestety tajemnicze wizje nie ustępują. Co zatem pozostaje? Oczywiście odszukać to miejsce i zrozumieć, co jest w nim takiego wyjątkowego. Natomiast w Gościu z archipelagu autorzy pokazują, jak są rekrutowani mieszkańcy kontynentu do Seminarium. Co ciekawe zamiast rozmowy kwalifikacyjnej mamy testowanie wybrańców za pomocą… dymu z fajki… Tak, jak już pisałem, jest tu wiele szalonych pomysłów i albo się odbijasz, albo wsiąkasz w to od razu i kupujesz dosłownie wszystkie te dziwaczne koncepty.

Czy warto zostać Strażnikiem Szyszek?

Zarówno kupił mnie scenariusz Piotra Szulca i jego bohaterowie, jak i dziwaczne, groteskowe projekty wykonane przez Jakuba Babczyńskiego. Niestety, z tego powodu po przeczytaniu raptem stu pięćdziesięciu stron czuję spory niedosyt. Tym większy, gdy ujrzałem zamieszczoną mapkę na końcu. Chciałbym odkryć takie wyspy jak Twarzowa czy Wyspa Snurfów. Zatem po lekturze tego świetnego, lekkiego, wciągającego, pełnego sekretów komiksu, wiem jedno: Archipelag Szyszek skrywa przede mną mnóstwo tajemnic. Trzymam kciuki, aby Piotr i Jakub jak najszybciej stworzyli kolejne opowieści z tego uniwersum.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Kultura Gniewu, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.

Nasza ocena: 8,2/10

Babczyński i Szulc w Strażniku Szyszek zabierają nas w podróż do fascynującego, tajemniczego świata. Świetny komiks, ale ma jedną poważną wadę: jest zdecydowanie za krótki.



Fabuła: 8/10
Bohaterowie: 8/10
Oprawa graficzna: 8/10
Wydanie: 9/10
Exit mobile version