Site icon Ostatnia Tawerna

Wracając do Miasta Umarłych – recenzja komiksu „Moon Knight”, t. 3

moon-knight-3 (5)

Marc Spector jako Moon Knight musi zmierzyć się z serią skoordynowanych ataków, za którymi stoi tajemnicze Black Spectre. Wrogowie z przeszłości powracają, a wraz z nimi dawne decyzje i konsekwencje, które Marc próbował zostawić za sobą. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, bohater wyrusza w podróż do Duatu – egipskiego Miasta Umarłych…

Noc jest jeszcze długa

W zasadzie komiks opowiada dwie odrębne historie. W pierwszej obserwujemy Marca Spectora, który pogodził się z własnymi osobowościami. Otaczają go ludzie, którym ufa, a Misja Midnight stała się czymś więcej niż tylko kryjówką zamaskowanego mściciela. Właśnie wtedy przeszłość wraca ze zdwojoną siłą. Za kulisami działa Black Spectre, który wykorzystuje dawnych przeciwników Moon Knighta do przeprowadzenia skoordynowanego ataku na bohatera i wszystko, co udało mu się zbudować.

MacKay prowadzi tę historię w charakterystyczny dla siebie sposób. Nie skupia się wyłącznie na widowiskowych starciach, ale konsekwentnie przypomina, jaką drogę przeszedł nasz zamaskowany mściciel i jak bardzo zmieniły go wydarzenia ostatnich lat. Dzięki temu stawka konfliktu jest znacznie większa niż zwykle. Tym razem nie chodzi o uratowanie miasta czy świata, lecz o ludzi, którzy nadali życiu bohatera sens. Szczególnie dobrze wypadają sceny podkreślające więzi łączące Marca z jego sojusznikami. To właśnie one sprawiają, że finał nabiera emocjonalnego ciężaru. Nie oznacza to jednak, że tom jest pozbawiony problemów. Wątki poboczne i część drugoplanowych bohaterów schodzą na dalszy plan, a niektóre osoby mogą odnieść wrażenie, że nie wszystkie elementy finału wykorzystano w pełni. Dotyczy to zwłaszcza Zodiaca, który mimo dużej obecności w serii nie zawsze wypada równie przekonująco jak pozostali antagoniści.

Druga połowa tomu, czyli Miasto Umarłych, zmienia ton opowieści. David Pepose odchodzi od kryminalno-superbohaterskiej formuły na rzecz historii przypominającej mityczną wyprawę. Gdy ciężko ranny zostaje młody chłopiec, Moon Knight postanawia zrobić coś, czego rozsądek zdecydowanie nie podpowiada – schodzi do Duat, egipskiego świata zmarłych, by uratować jego duszę. To znacznie prostsza historia niż finał MacKaya, ale jednocześnie ciekawsza. Podróż przez Miasto Umarłych staje się dla Marca nie tylko misją ratunkową, lecz także konfrontacją z własną przeszłością. Na jego drodze stają dawni przeciwnicy, wyrzuty sumienia oraz błędy, których nie da się wymazać. Motywy winy, żalu i odkupienia od zawsze były ważną częścią mitologii Moon Knighta, a tutaj znajdują się w samym centrum wydarzeń.

Dużym atutem tej części jest również Layla El-Faouly, znana jako Szkarłatny Skarabeusz. Jej obecność wnosi do historii energię i pozwala pokazać bardziej ludzką stronę Marca. Relacja między bohaterami wypada naturalnie, a ich współpraca stanowi jeden z najmocniejszych elementów całej opowieści. Na plus należy zaliczyć także liczne odwołania do egipskiej mitologii, których jest tu więcej niż w wielu wcześniejszych historiach o Księżycowym Rycerzu. Jednak i w tym przypadku nie obyło się bez minusów. Momentami narracja bywa zbyt dosłowna i tłumaczy czytelnikowi rzeczy, które doskonale widać już na planszach. Zdarzają się też fragmenty sprawiające wrażenie nieco pospiesznych. Nie psuje to jednak całości, ponieważ emocjonalny wydźwięk historii pozostaje bardzo satysfakcjonujący.

Księżyc w pełni

W pierwszej historii uwagę przyciągają przede wszystkim rysunki Alessandra Cappuccia i Federico Sabbatiniego. Obaj artyści prezentują nieco odmienne podejście do planszy, ale ich prace dobrze się uzupełniają. Charakterystyczna, lekko malarska kreska momentami sprawia wręcz wrażenie akwarelowej, co nadaje komiksowi wyjątkowej lekkości nawet podczas najbardziej brutalnych czy mrocznych scen. Nie wszystkie plansze są równie szczegółowe, a tła bywają oszczędne, jednak trudno uznać to za poważną wadę.

Ogromną rolę odgrywają tutaj kolory Rachelle Rosenberg. To właśnie one nadają ilustracjom głębię, budują nastrój i sprawiają, że wiele kadrów zostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury. Kontrasty między chłodnymi błękitami, intensywnymi fioletami i ostrymi akcentami światła doskonale współgrają z psychologicznym charakterem serii. W efekcie nawet spokojniejsze sceny mają w sobie niepokojącą energię, a bardziej widowiskowe momenty zyskują niemal oniryczny charakter. Są tu kadry, które wyglądają jak wizualna definicja tego, czym Moon Knight powinien być we współczesnych komiksach.

Miasto Umarłych prezentuje z kolei nieco inne podejście. Marcelo Ferreira i Sean Hill otrzymali zadanie przedstawienia egipskiego świata zmarłych i wykorzystali tę okazję znakomicie. Duat jest miejscem jednocześnie obcym i fascynującym. Rozległe krajobrazy, tajemnicze budowle oraz surrealistyczne elementy mitologii egipskiej tworzą scenerię, która momentami przypomina sen lub halucynację.

Również tutaj kluczową rolę odgrywa kolorystyka. Psychodeliczne barwy, nasycone fiolety, złoto i błękity budują atmosferę nieustannego oderwania od rzeczywistości. Szczególnie dobrze wypada kontrast pomiędzy fantastycznym otoczeniem a śnieżnobiałym kostiumem Moon Knighta, który niemal świeci na tle świata umarłych. Wraz z rozwojem historii otoczenie staje się coraz bardziej znajome dla Marca Spectora, co znajduje odzwierciedlenie również w sposobie prezentowania samego miasta.

Jestem Moon Knight

Największą siłą głównej historii pozostaje sposób, w jaki MacKay rozwinął samego Marca Spectora. Autor nie ogranicza się do kolejnych walk ze złoczyńcami, lecz konsekwentnie buduje bohatera poprzez jego relacje, wewnętrzne konflikty i próbę pogodzenia się z własną naturą. Szczególnie dobrze wypada wątek akceptacji swoich alternatywnych osobowości, który nadaje całej serii dodatkowej głębi. Równie ważni okazują się bohaterowie drugoplanowi. Misja Midnight przez ostatnie tomy stała się czymś więcej niż bazą operacyjną Moon Knighta – to miejsce stworzone przez ludzi, którzy odnaleźli w nim wsparcie, a ich obecność sprawia, że wydarzenia finału mają autentyczny ciężar. Nie oznacza to jednak, że album jest pozbawiony wad. Jak już wspomniałem, niektóre zwroty akcji można przewidzieć z wyprzedzeniem, część postaci drugoplanowych otrzymuje mniej uwagi, niż mogliby oczekiwać czytelnicy, a Miasto Umarłych momentami cierpi na typowe bolączki miniserii – pośpieszne tempo, uproszczenia fabularne czy nieco zbyt dosłowną narrację. Są to jednak potknięcia, które nie przesłaniają licznych zalet obu historii.

Na szczególną pochwałę zasługuje sposób, w jaki twórcy balansują pomiędzy widowiskową akcją a rozwojem postaci. Niezależnie od tego, czy obserwujemy finałową konfrontację z dawnymi wrogami, czy podróż przez Duat w poszukiwaniu duszy umierającego chłopca, w centrum wydarzeń zawsze pozostaje Marc Spector i jego nieustanna walka o to, by być kimś więcej niż narzędziem przemocy. Warto również docenić fakt, że obie historie pokazują różne oblicza Moon Knighta. Z jednej strony mamy ulicznego strażnika otoczonego grupą sojuszników, z drugiej bohatera przemierzającego krainę umarłych, mierzącego się z własną przeszłością i egipskimi bóstwami. To połączenie bardzo dobrze oddaje wyjątkowość tej postaci i przypomina, dlaczego od lat pozostaje jednym z najbardziej nieoczywistych bohaterów Marvela.

Ostatecznie trzeci tom powinien usatysfakcjonować zarówno wieloletnich fanów serii, jak i osoby zainteresowane bardziej mistyczną stroną mitologii bohatera. Mimo kilku potknięć pozostawia po sobie bardzo dobre wrażenie i stanowi kolejny dowód na to, że współczesne komiksy o Moon Knighcie należą do najciekawszych pozycji w ofercie Marvela.

Nasza ocena: 8,7/10

Trzeci tom pokazuje, dlaczego Moon Knight od lat pozostaje jedną z najbardziej fascynujących postaci Marvela.

Fabuła: 8/10
Bohaterowie: 8/10
Oprawa graficzna: 9/10
Wydanie: 10/10
Exit mobile version