Współcześni Avengersi, prehistoryczne wersje drużyny oraz ich alternatywne odpowiedniki z różnych linii czasowych zostają zjednoczeni wobec zagrożenia, które przekracza granice jednego świata. Multiwersum atakują siły Najpotężniejszego Dooma oraz Armia Mefistów, a jedyną nadzieją na przetrwanie okazuje się Avenger Prime – strażnik Kamieniołomu Boga i klucz do równowagi istnienia.
Wojna totalna
Fabuła rzuca czytelnika w sam środek wojny obejmującej niezliczone rzeczywistości. Naprzeciw siebie stają armie bohaterów z różnych linii czasowych, wymiarów i światów oraz dwie potężne siły zła: Multiwersalni Mistrzowie Zła dowodzeni przez Dooma oraz Armia Mefistów. Aaron nie bawi się w stopniowanie napięcia – od pierwszych stron serwuje starcia na gigantyczną skalę, w których współcześni Avengers spotykają swoich prehistorycznych poprzedników, a kolejne fronty bitwy rozciągają się przez całe multiwersum. Z pewnością największą zaletą tej historii jest jej nieustanna dynamika. Bohaterowie padają, poświęcają się lub odnoszą zwycięstwa, za które muszą słono zapłacić. Dzięki temu mimo ogromnej liczby postaci trudno odnieść wrażenie, że stawka jest jedynie iluzją. Wręcz przeciwnie – Aaron skutecznie buduje poczucie, że nikt nie jest bezpieczny. Szczególnie dobrze wypadają momenty poświęcone poszczególnym bohaterom, które pokazują, dlaczego właśnie oni odgrywają kluczową rolę w tej wojnie.
Na uwagę zasługuje chociażby wątek młodego Steve’a Rogersa, którego los staje się jednym z bardziej emocjonalnych punktów całej opowieści. Scenarzysta nie zapomina także o postaciach rozwijanych przez lata własnego runu. Widać to między innymi w historii wnuczek Thora, Robbiego Reyesa czy Tony’ego Starka, który musi zmierzyć się z własną przeszłością. Nie oznacza to jednak, że historia jest wolna od problemów. Momentami Aaron wpada w pułapkę nieustannego podbijania skali wydarzeń. Kolejne armie, wersje bohaterów i kosmiczne zagrożenia pojawiają się tak szybko, że niektóre pomysły nie dostają wystarczająco dużo miejsca, by w pełni wybrzmieć. Dotyczy to zwłaszcza części antagonistów, których potencjał mógł zostać wykorzystany lepiej. Mimo to trudno odmówić tej opowieści imponującego rozmachu i umiejętności dostarczania efektownych, zapadających w pamięć scen.
Dzieje się, oj dzieje
To komiks, który od pierwszych stron stawia na widowisko – i właśnie ilustracje muszą unieść ciężar tej narracyjnej eskalacji. Zespół artystów spisuje się tu generalnie bardzo dobrze, choć – jak to przy tak dużych eventach bywa – poziom nie zawsze jest w pełni równy. Największe wrażenie robią oczywiście sekwencje bitewne, w których na jednej stronie ścierają się armie bohaterów i złoczyńców. Kompozycja kadrów często jest celowo przeładowana, pełna detali i ruchu, co dobrze oddaje chaos multiwersalnej wojny. W każdym kadrze dzieje się coś dodatkowego, co buduje poczucie ogromu konfliktu. Na szczególne wyróżnienie zasługują projekty postaci i ich warianty – od prehistorycznych Avengersów po alternatywne wersje znanych mścicieli. Niektóre wizualizacje, jak choćby Phoenix czy Starbrand, robią naprawdę duże wrażenie i należą do najbardziej zapadających w pamięć momentów całego tomu. Artystom udaje się nadać im odpowiednią „epickość”, dzięki czemu nawet pojedyncze kadry potrafią działać jak pełnoprawne ilustracje koncepcyjne.
Dużą rolę w odbiorze całości odgrywa też praca zespołu rysowników – na czele z Javierem Garrónem oraz Aaronem Kuderem, wspieranymi m.in. przez Marka Farmera. Ich style, choć różne, dobrze się uzupełniają, dzięki czemu główna oś wizualna historii pozostaje spójna. Garrón wnosi więcej dynamiki i lekkości w ruchu postaci, natomiast Kuder częściej stawia na cięższe, bardziej monumentalne kadry, co dobrze pasuje do finałowego charakteru opowieści. Nie oznacza to jednak, że całość jest pozbawiona nierówności. W momentach, gdy do głosu dochodzą inni artyści, poziom potrafi się obniżyć, a ostatnie rozdziały nie zawsze utrzymują tę samą jakość, co główna część wydarzenia. W tak rozbudowanym projekcie jest to jednak w pewnym sensie nieuniknione.
Warto przeczytać?
Z jednej strony dostajemy historię, która rzeczywiście domyka kluczowe wątki. Wyjaśnienie roli Avenger Prime, znaczenia Kamieniołomu Boga oraz motywacji Mefista nadaje całości pewien porządek i sprawia, że mimo ogromu wydarzeń czytelnik nie gubi się w narracji. Z drugiej strony nie da się uciec od wrażenia, że to raczej bardzo rozbudowany, momentami wręcz przeładowany epilog, który funkcjonuje gdzieś pomiędzy finałowym crossoverem a autorskim domknięciem runu. Historia jest świadomie bombastyczna i eskaluje niemal bez przerwy – kolejne starcia, kolejne armie, kolejne warianty bohaterów – ale przy tym nie zawsze udaje się zachować idealną równowagę między widowiskiem a chwilami oddechu. Brakuje momentami przestrzeni na wybrzmienie emocji czy niektórych wątków, które zostają jedynie zarysowane.
Mimo to trudno odmówić tej historii rozmachu i konsekwencji w budowaniu poczucia stawki. Aaron prowadzi swoich bohaterów przez serię bitew, w których rośnie nie tylko skala zagrożenia, ale i liczba poświęceń – nawet jeśli część z nich dotyczy postaci alternatywnych, przez co ich ciężar emocjonalny bywa osłabiony. Całość sprawia jednak wrażenie dobrze zaplanowanego finału wieloletniej opowieści. Na plus należy też zapisać fakt, że mimo natłoku wydarzeń historia nie rozpada się pod ciężarem swej konstrukcji. Ograniczenie jej do jednej wizji scenarzysty sprawia, że jest bardziej spójna niż typowe eventy Marvela, nawet jeśli chwilami ociera się o przesadę i narracyjny chaos.
Ostatecznie Avengers. Zebrani to solidne, choć nieidealne zakończenie pewnego etapu. To komiks głośny, przeładowany i momentami nierówny, ale jednocześnie konsekwentny w swojej wizji Najpotężniejszych Ziemskich Bohaterów jako drużyny istniejącej ponad czasem i rzeczywistościami. Dla jednych będzie to spełnienie oczekiwań wobec wielkiego finału, dla innych – przykład tego, jak łatwo w tego typu historiach przeskalować opowieść kosztem jej głębi. Jednak jako domknięcie rozbudowanej sagi – działa wystarczająco dobrze, by zostawić po sobie poczucie zamknięcia i komiksowego spektaklu na naprawdę dużą skalę.
Nasza ocena: 8,5/10
To komiks głośny, przesadzony, momentami wręcz absurdalny, ale jednocześnie pełen widowiskowych starć, heroicznych poświęceń i zwieńczeń długo budowanych wątków.Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 8/10
Oprawa graficzna: 9/10
Wydanie: 10/10
