W swym domu w R’lyeh czeka w uśpieniu martwy Cthulhu* – tyle, że nie jest całkiem martwy, a R’lyeh musi znajdować się w Musashino na terenie Tokio. Ale przynajmniej sporo śpi – w końcu Cthulhu jest kotem. Zresztą nie tylko on…
Wielcy Przedwieczni
Narrator opowieści ma dwa koty – Ula i Cthulhu. Ten drugi zdaje się być nieco dziwny – zielone futerko, dziwne macki, przyssawki, ale to na pewno kot, prawda? Tak przynajmniej widzi to bohater Kothulhu. Na stronach mangi przed naszymi oczami roztaczana jest opowieść o Wielkich Przedwiecznych, którzy, tak się składa, są kotami. Dziwnymi, ale jednak czworonogami co lubią chodzić własnymi ścieżkami. Na kartach komiksu spotkamy Hastura, Yog-Sothotha, Shub-Niggurath i inne istoty znane z mitologii Cthulhu.
Ten krotki tomik pełen jest odwołań i nawiązań do dzieł Lovercrafta i jego naśladowców. Niektóre są oczywiste, jak chociażby kocie imiona, inne nieco bardziej subtelne… ale nie zdradzajmy tajemnic, które powinny pozostać zakryte. Miłośnicy twórczości Samotnika z Providence będą z pewnością zadowoleni z różnych smaczków zawartych w Kothulhu.
Jeśli ktoś nie miał wcześniej styczności z Wielkimi Przedwiecznymi to manga może być zbyt hermetyczna. Ma ona jednak dwie – najmocniejsze strony – koty i oko puszczane dla fanów Cthulhu. Jednak pierwsza z nich wydaje się niedostatecznie rozwinięta, by zapewnić pełną rozrywkę.
Niedostatki?
Kothulhu można próbować skrytykować za prostą fabułę. Nie znajdziemy tu długiej, skomplikowanej i wielowątkowej historii. Zamiast tego otrzymujemy kilkadziesiąt króciutkich opowieści (w zasadzie każda strona to osobny mini rozdzialik z własnym tytułem) połączonych ze sobą, ale jednak nie mających aspiracji do bycia czymś więcej niż właśnie zbiorem humorystycznych opowiastek. I nie ma w tym nic złego. Nie jest to niedostatek umiejętności, a celowy zabieg artystyczny.
Od strony wizualnej z kolei warto zwrócić uwagę na kilka aspektów. Przede wszystkim manga wydana jest w pełni w kolorze. Na naszym rynku to wciąż rzadkość. Na plus należy też zaliczyć obwolutę, która ma fakturę nieco przywodzącą na myśl skórę węża. Daje to przyjemny efekt zarówno wizualnie jak i w dotyku. Kreska użyta w Kothulhu jest jednak dość prosta. Dobrze się to sprawdza w tym konkretnym przypadku, ale raczej nie mamy tu przestrzeni by zachwycać się poszczególnymi kadrami. Rekompensuje nam to wygląd kotów, które są naprawdę urocze.
Humorystyczny przerywnik
Pozycję tę należy traktować jako przyjemną odskocznię, czy humorystyczny przerywnik. Nieistotne czy ma nas ona odprężyć po pracy, nauce, czy czytaniu poważniejszych tytułów. Lektura mangi nie zajmie dużo czasu, a pozwoli poprawić nastrój. Historia pełna jest drobnych żartów, które może nie powodują wybuchów śmiechu, ale cały czas utrzymują kąciki naszych ust lekko uniesione.
* Zew Cthulhu (1926), tłum. Ryszarda Grzybowska, cyt. za https://pl.wikiquote.org/wiki/Cthulhu [dostęp 3 maja 2026].
Nasza ocena: 7/10
Kothulhu to manga dla miłośników kotów i twórczości H.P. Lovecrafta. Jeśli ktoś należy do obu tych grup to z pewnością komiks przypadnie mu do gustu. Czytelnicy otrzymują tu relaksującą i humorystyczną opowieść o tym co by było, gdyby wielcy Przedwieczni przybrali postać słodkich kotów (a przynajmniej kotów).
Fabuła: 6/10
Bohaterowie: 7/10
Oprawa graficzna: 6/10
Wydanie: 9/10
