Minęło 28 lat, odkąd mogliśmy oglądać na srebrnym ekranie Nicole Kidman oraz Sandrę Bullock jako Gillian i Sally Owens, siostry o magicznych zdolnościach. Fani długo musieli czekać na kontynuację ich historii, ale na szczęście koniec czekania! Totalna magia 2 weszła do kin i opowiada o dalszych losach sióstr oraz córek Sally. Pytanie brzmi: czy druga część jest równie magiczna jak pierwsza? (Recenzja pisana bez czytania książek, oparta tylko na filmach).
Moja krew, twoja krew, nasza krew
Film kontynuuje historię sióstr Sally (Sandra Bullock) oraz Gillian Owens (Nicole Kidman), które należą do rodziny obdarzonej magicznymi zdolnościami i od pokoleń zmagającej się z tajemniczą klątwą. Córki Sally są już dorosłe. Antonia (Maisie Williams) szkoli się, by zostać neurochirurgiem, a Kylie (Joey King) studiuje i spotyka się z Gideonem. Kiedy Kylie zakochuje się w swoim chłopaku, naraża go na śmiertelne niebezpieczeństwo. Zaczyna więc szukać odpowiedzi na pytania dotyczące swojej mocy, a wydarzenia zmuszają ją do wyruszenia w podróż do Anglii, która może odmienić przyszłość całego rodu Owensów. Gillian i Sally wyruszają jej na pomoc, a po drodze odkrywają kolejne sekrety i poznają tajemniczego eksperta od okultyzmu, Iana Wrighta (Lee Pace). W tym czasie Antonia oraz ciocia Fran zajmują się Gideonem, który leży w śpiączce w szpitalu po wypadku samochodowym.
I tu właśnie widzę jeden z problemów filmu. Większość fabuły koncentruje się na Kylie oraz na Sally i Gillian. Antonia jest odsunięta na drugi plan, a duża część jej rozwoju, poznawania samej siebie i swojej magii dzieje się poza ekranem. Biorąc pod uwagę, jak kluczowym elementem pierwszego filmu była siostrzana więź, relacja między Kylie i Antonią jest ledwie muśnięta, a szkoda.
Powrót do lat 90
Nie da się przejść obojętnie obok stylizacji w filmie, szczególnie tych Gillian Owens, w których widać wyraźne nawiązania do estetyki lat 90. oraz pierwszej części Totalnej magii. To właśnie wtedy aktorka stała się jedną z ikon tego stylu – luźne sukienki, koronkowe koszulki noszone pod nimi, zwiewne materiały i naturalne fale sprawiają wrażenie, jakby bohaterka nie przeszła wizualnej zmiany przez 28 lat. To nie tylko świadome nawiązanie do pierwszej części, ale również sposób na zachowanie ciągłości między obiema historiami.
Podobnie wypada gra aktorska. Wyraźnie czuć połączenie między tym, jak postacie zostały wykreowane w pierwszej części, a tym, jak funkcjonują w kontynuacji. Gillian Owens nadal pozostaje ekstrawertyczką, skandaliczną rebeliantką. Ten charakter w drugiej części zostaje wręcz jeszcze bardziej podkreślony. Gillian emanuje otwartością, jest „fajną” ciotką, niezmiennie spontaniczną, odważną i zdecydowaną oraz nie przejmuje się zasadami.
Znacznie gorzej wypada Sally Owens. W pierwszej części, pomimo strachu przed własnymi mocami i klątwą, Sally miała wyraźną głębię i podmiotowość. W kontynuacji jej postać wypada nienaturalnie, jest wręcz przerysowana w swoim strachu. Szczególnie nienaturalnie brzmią jej dialogi z Ianem. Ich rozmowom brakuje autentyczności, są w zasadzie o niczym, które zamiast budować relację, sprawiają wrażenie sztucznie napisanych. Być może to próba pokazania współczesnego randkowania, jednak na ekranie wygląda to bardzo niezręcznie i wręcz karykaturalnie. Trudno uwierzyć w chemię między bohaterami, którą film próbował stworzyć.
Asia: Zgadzam się w pełni, aczkolwiek sama postać Iana w pozytywny sposób przypominała mi postać Lee Pace’a ze Zmierzchu, za co plus.
Niedaleko pada jabłko od jabłoni?
Kostiumy w tym filmie nie są wyłącznie dekoracją, pokazują relacje wewnątrzrodzinne, wręcz oddają więzi między kobietami i pokazują, jak cechy dawnych bohaterek zostają przekazane młodym czarownicom. Córki Sally – Kylie i Antonia – można odczytać jako współczesne przedłużenie Gillian i Sally z czasów młodości. Ta warstwa wizualna wręcz łączy się z fabułą. W przypadku młodszych aktorek widać zabawę wyglądem w kontekście tego, kogo będą przypominać w fabule. Kylie można zauważyć mocne stylizowanie na Gillian: ma rude, falowane włosy, buntowniczą osobowość, jest odważna i robi wszystko po swojemu. Podobnie jak Gillian w pierwszej części, w kontynuacji Kylie z powodu miłości wplątuje się w problemy. Z kolei postać Antonii, poprzez stonowany wygląd i ciemne włosy, stanowi odbicie Sally. Niestety praktycznie nie poznajemy jej poza szpitalem, wydaje się dodatkiem do historii, w której to jej siostra jest pełnoprawną bohaterką.
Interesująca, choć momentami bardzo niezręczna, jest relacja między Sally a jej córkami. Wydaje się, że film mocno kontrastuje Sally i Gillian, przedstawiając Sally jako przewrażliwioną, kontrolującą matkę, próbującą za wszelką cenę chronić córki. Z kolei Gillian jest tą „fajną” ciotką, która pozwala dziewczynom żyć według własnych zasad i być sobą. Momentami jednak te relacje wydają się tak mocno podkreślone, że stają się przerysowane – sytuacja z urodzin ciotki Jet, pogrzeb czy przedstawienie rodzinie Gideona. Szczególnie z perspektywy współczesnych relacji między dziećmi a rodzicami te sceny sprawiają wrażenie sztucznych i przestarzałych.
Kobiety, które odchodzą
Starsze ciotki zostały przedstawione jako kobiety żegnające się ze światem. Ich postacie są zdecydowanie mniej rozwinięte, choć trzeba przyznać, że w pierwszej części również nie miały rozbudowanych historii. Jet pojawia się na początku, emanuje podobną energią jak w pierwszej części, czuć przy niej, jakby czas zatrzymał się i wciąż był 1998 rok. To ona rozpoczyna magiczny wątek i dzięki niej Kylie zbliża się do poznania swojej prawdziwej natury.
Postać Franny z kolei przewija się przez cały film. Jest obecna w szpitalu, choć podobnie jak w przypadku Antonii, jej postać nie nabiera głębi. Z tego powodu nie można uznać ich spłycenia za coś problematycznego, ponieważ niezmiennie pozostają ważnym elementem filmu, a przy zakończeniu można nawet uronić łzę (lub nawet kilka).
Ciepło domu, chłód Anglii
Jednym z najfajniejszych elementów filmu jest atmosfera, jednocześnie mroczna i ciepła. Dom Owensów, tak jak zresztą w pierwszej części, jest ciepły, przytulny i bezpieczny – nawet wtedy, gdy dzieją się w nim złe rzeczy, a nawet gdy ktoś umiera. Zupełnie inaczej zostaje pokazana Anglia jako chłodna, tajemnicza i mroczna. Ten kontrast dobrze buduje atmosferę filmu i pozwala wczuć się w magiczny świat czarownic.
Muzyka
Podobnie wypada muzyka. W filmie pojawiają się utwory obecne w pierwszej części lub nawiązujące do niej, co dla fanów oryginału może być przyjemnym i nostalgicznym doświadczeniem. Działają jak muzyczne wspomnienia i wzmacniają poczucie ciągłości między obiema częściami filmu. Pojawiają się też nowe utwory, w tym The Cure Olivii Rodrigo. Muzyka dobrze łączy się z fabułą, oddaje „dziewczyński” charakter tego świata, a jednocześnie buduje nostalgiczną i magiczną atmosferę.
Wnioski
Asia: Uczciwa próba kontynuacji ikonicznego wręcz klasyka. Nie zapada w pamięci na dłużej, ale wart obejrzenia dla samej nostalgii i dobrych kreacji Bullock i Kidman.
Emilia: Ostatecznie Totalna magia 2 jest filmem, który stawia na atmosferę i nostalgię. Dla osób, które pokochały siostry Owens kontynuacja filmu okaże się być strzałem w dziesiątkę na jesienny wieczór i jest on warty obejrzenia.
Za możliwość obejrzenia filmu Totalna Magia 2 dziękujemy sieci kin Cinema City.
Nasza ocena: 7/10
Dobra kontynuacja pierwszej części, zachowana w kultowym klimacie. Polecamy!Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 8/10
Oprawa wizualna: 6/10
Oprawa dźwiękowa: 7/10
