Site icon Ostatnia Tawerna

W końcu wiemy o co chodziło – recenzja komiksu „Amazing Spider-Man. Martwy język. Część 2”, t. 6

Peter Parker i Mary Jane trafiają do alternatywnego świata, z którego tylko Spider-Manowi udaje się wydostać. Problem w tym, że dla MJ czas płynie zupełnie inaczej – gdy Peter wraca do swojej rzeczywistości, dla niej mijają już lata. Pająk zrobi więc wszystko, by sprowadzić ukochaną z powrotem…

No nareszcie

Wreszcie dochodzimy do momentu, który przez długi czas wisiał nad Niesamowitym Spider-Manem jak wyrok. Zeb Wells postanowił odpowiedzieć na pytanie, co właściwie wydarzyło się między Peterem Parkerem a Mary Jane i dlaczego kobieta, z którą jeszcze niedawno łączyło go tak wiele, nagle ułożyła sobie życie u boku Paula. Odpowiedź okazuje się bardziej skomplikowana, niż mogłoby sugerować wcześniejsze przedstawienie sprawy.

Peter i MJ zostają uwięzieni w innym wymiarze, gdzie czas płynie zupełnie inaczej niż w ich świecie. Dla Parkera mija niewiele czasu, podczas gdy Mary Jane spędza tam cztery lata. W tym okresie zbliża się do Paula i zostaje matką dwójki osieroconych dzieci. Kiedy Peter w końcu dociera do niej z zamiarem sprowadzenia ukochanej do domu, sytuacja jest już zupełnie inna. Nie dlatego, że MJ nagle przestaje go kochać. Po prostu przez cztery lata zbudowała życie, którego nie potrafi porzucić jednym ruchem.

I właśnie tutaj Wells radzi sobie zaskakująco dobrze. Martwy język nie próbuje wmówić czytelnikowi, że Peter i Mary Jane przestali się do siebie pasować. Przeciwnie – ich uczucia nadal są wyraźne, a decyzja dziewczyny wynika raczej z okoliczności niż z nagłego odwrócenia charakteru postaci. Dzięki temu konflikt między bohaterami ma przynajmniej emocjonalne podstawy. Peter chce odzyskać dawną rzeczywistość, MJ próbuje chronić tę, którą zdążyła stworzyć. Problem zaczyna się wtedy, gdy spojrzymy na tę historię z szerszej perspektywy. Wells buduje napięcie wokół trójki bohaterów, po czym dokłada do tego jeszcze Emisariusza, Normana Osborna, Fantastyczną Czwórkę i Kamalę Khan. Sam pomysł nie jest zły. Gorzej z proporcjami. Fabuła przez długi czas sprawia wrażenie, jakby kilka różnych historii próbowało jednocześnie zostać tą najważniejszą.

Najwięcej miejsca poświęcono oczywiście MJ. I trudno się temu dziwić, bo to właśnie jej decyzje napędzają sporą część konfliktu. Wells daje jej wreszcie coś więcej niż rolę osoby czekającej, aż Spider-Man rozwiąże problem. Dziewczyna wykorzystuje doświadczenia z alternatywnego świata, a zdobyta przez nią wiedza pozwala jej aktywnie uczestniczyć w walce z Emisariuszem. To jeden z ciekawszych elementów całego tomu, zwłaszcza że przez większą część serii można było odnieść wrażenie, że została przede wszystkim odsunięta od Petera po to, żeby autorzy mogli sztucznie podtrzymywać tajemnicę.

Szkoda więc, że obok tej historii znajduje się Paul. Sama jego obecność nie jest problemem. Problemem jest sposób, w jaki Wells próbuje przekonać czytelnika, że między nim a MJ powstała relacja wystarczająco ważna, by uzasadnić cały obecny status quo. Czytelnik zna przede wszystkim Petera i MJ. Ich wspólna historia ma dekady. Paul pojawia się nagle i otrzymuje miejsce w życiu Mary Jane, które z punktu widzenia emocjonalnego ciężaru trudno mu zdobyć. Nawet jeśli założymy, że cztery lata w innym wymiarze rzeczywiście wystarczą, by zbudować nową rodzinę, komiks nie zawsze potrafi sprawić, by ta sytuacja przestała wyglądać jak fabularna przeszkoda ustawiona na drodze do kolejnego rozstania Pajęczaka i jego ukochanej. A Wells najwyraźniej bardzo chce, żebyśmy na tę przeszkodę patrzyli poważnie…

Kreska przynajmniej trzyma poziom

Co do warstwy graficznej to kolejny tom pozostaje przede wszystkim komiksem Johna Romity Jr. I jest to jednocześnie jego największa zaleta oraz… wada? Artysta od lat ma bardzo charakterystyczny styl, którego nie sposób pomylić z pracami innych twórców. Grube, mocno zaznaczone kontury, kanciasta anatomia, masywne sylwetki i ostre rysy twarzy nadają postaciom ciężar, a scenom akcji odpowiednią dynamikę. Jego Spider-Man nie jest przy tym smukłym, niemal akrobatycznym bohaterem znanym z części współczesnych interpretacji. To bardziej muskularna, fizyczna wersja Pająka. W ruchu potrafi wyglądać świetnie, szczególnie kiedy artysta pozwala mu przeskakiwać między dużymi kadrami i buduje akcję wokół mocnych uderzeń oraz gwałtownych zmian pozycji. Właśnie wtedy jego kreska najlepiej współgra z charakterem opowieści.

Gorzej wypadają twarze. Kanciaste szczęki i mocno zaznaczone rysy są znakiem rozpoznawczym Romity Jr., ale w niektórych scenach bohaterowie wyglądają przez to niemal identycznie. Dotyczy to zwłaszcza spokojniejszych fragmentów, w których charakterystyczna dla artysty surowość zaczyna odbierać postaciom nieco naturalności. To styl, który trzeba po prostu lubić. Jeśli komuś przeszkadza jego specyficzna anatomia, Martwy język raczej go do niej nie przekona.

Kolorystyka dobrze uzupełnia tę kreskę. Spider-Man otrzymuje klasyczne, mocno nasycone barwy, podczas gdy sceny związane z Emisariuszem i alternatywnym światem korzystają z ciemniejszych, bardziej ponurych tonów. Kontrast jest wyraźny, ale nieprzypadkowy. Pozwala szybko oddzielić codzienność od bardziej złowrogiej części historii i podkreśla komiksowy, niemal pulpowy charakter opowieści.

Najciekawszą odmianę przynosi jednak Kaare Andrews. Jego plansze wyraźnie odcinają się od stylu Romity Jr. i mają w sobie więcej swobody. Szczególnie dobrze wypadają fragmenty poświęcone Mary Jane i jej życiu w alternatywnym świecie. Andrews pozwala sobie na bardziej efektowne kadry, odważniejsze pozy i wyraźnie stylizowane przedstawienie bohaterów. Momentami trudno nie odnieść wrażenia, że MJ i Paul zostali wyciągnięci prosto z okładki komiksu z lat 90. – co niekoniecznie jest wadą, bo dobrze współgra z pulpowym charakterem tych fragmentów. Co ważne, Andrews potrafi też nadać Mary Jane znacznie bardziej bojowy wizerunek. W niektórych ujęciach przypomina wręcz Sarah Connor z Terminatora 2 – jest zahartowana, pewna siebie i gotowa do walki.

A miało być tak pięknie…

Martwy język. Część 2 to dziwny finał pierwszego dużego wątku Zeba Wellsa. Po miesiącach budowania tajemnicy wreszcie dowiadujemy się, co wydarzyło się między Peterem a Mary Jane. Poznajemy historię jej pobytu w innym wymiarze, Paula, dzieci i powód, dla którego po powrocie do właściwego świata nie może po prostu wrócić do dawnego życia. Sama odpowiedź nie jest może tak szokująca, jak chciałby Marvel, ale przynajmniej nadaje wcześniejszym wydarzeniom sens.

Szkoda tylko, że trzeba było czekać na nią tak długo. Wells rozciągnął zagadkę do granic wytrzymałości, a kiedy wreszcie pokazuje jej rozwiązanie, część czytelników może mieć poczucie, że cała awantura była większa od samej historii. Tym bardziej że kilka decyzji bohaterów nadal trudno obronić. Peter zachowuje się momentami irracjonalnie, odpycha ludzi, którzy mogliby mu pomóc, i dopiero w kluczowym momencie zaczyna naprawiać relacje z Fantastyczną Czwórką. Można to tłumaczyć desperacją i poczuciem winy, ale scenariusz nie zawsze robi wystarczająco dużo, żeby jego zachowanie brzmiało wiarygodnie.

Sam Emisariusz również nie okazuje się przeciwnikiem, który zapadnie w pamięć na długo. Wells buduje wokół niego atmosferę wielkiego zagrożenia, ale finał jest stosunkowo przewidywalny. Złoczyńca pełni przede wszystkim funkcję katalizatora wydarzeń związanych z Peterem i MJ. To ich konflikt jest tutaj najważniejszy, a cała apokaliptyczna otoczka momentami sprawia wrażenie kosztownego dodatku do historii o rozpadzie związku.

Czas jednak powiedzieć o czymś co specjalnie zachowałem na koniec, bo największym problemem pozostaje… Kamala Khan. Jej śmierć miała być wielkim wydarzeniem, a w praktyce przypomina raczej fabularny trik obliczony na wywołanie szoku. Ms. Marvel nie była wystarczająco mocno związana z tą serią, żeby jej odejście rzeczywiście wybrzmiało tak, jak powinno. Owszem, w rozdziale Poległa przyjaciółka potrafi być wzruszająca i ma kilka naprawdę udanych momentów, szczególnie kiedy historia pokazuje ludzi, na których wpłynęła. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że cała „sytuacja” jest raczej chwilowa. Cóż, w świecie Marvela śmierć superbohatera rzadko bywa ostateczna. Więc zamiast wielkiego dramatu otrzymujemy wydarzenie, które ma być tragedią przez kilka numerów, a następnie zostaje wykorzystane do kolejnego przetasowania status quo. Trudno nie odnieść wrażenia, że Dom Pomysłów bardziej chciał mieć moment, o którym będzie się mówiło, niż historię, która rzeczywiście coś zmieni.

A no i nie zapominajmy o trzech dodatkowych historiach zamykających tom. Są one zdecydowanie słabsze od głównego wątku i sprawiają wrażenie materiału dołożonego przede wszystkim po to, żeby zapełnić objętość. Pojawiają się tu konsekwencje wcześniejszych wydarzeń, postacie związane z Dark Web i zapowiedzi kolejnych problemów Spider-Mana, ale niewiele z tego zostaje w pamięci. Po emocjonalnie ciężkiej historii Petera i MJ rocznik nie tyle ją domyka, co rozprasza jej efekt.

A jednak nie jest to tom, który można po prostu wyrzucić do kosza. Największą jego zaletą pozostaje główny wątek Wellsa. Kiedy scenarzysta skupia się na Pajęczaku oraz Rudej i konsekwencjach ich rozdzielenia, Niesamowity Spider-Man potrafi być naprawdę angażujący. Wells ma pomysł na tych bohaterów i potrafi pisać ich emocje. Problem polega na tym, że zbyt często próbuje podbić stawkę wydarzeniami, które są znacznie mniej interesujące niż same postacie. Dlatego komiks ten najlepiej traktować jako tom nierówny, ale ważny dla całej serii. Jeśli komuś podobała się pierwsza część i chciał wreszcie poznać odpowiedzi dotyczące MJ i Petera, trudno będzie go pominąć. Jeśli natomiast ktoś liczył na wielki przełom, który uzasadni wszystkie kontrowersje wokół tej serii, może poczuć rozczarowanie.

Nasza ocena: 7,5/10

Ostatecznie Martwy język. Część 2 zostawia po sobie mieszane uczucia. Wellsowi w końcu udało się odpowiedzieć na pytania, które sam postawił, ale nie udało mu się jednak sprawić, żeby to wszystko było warte tak długiego oczekiwania.

Fabuła: 6/10
Bohaterowie: 7/10
Oprawa graficzna: 8/10
Wydanie: 9/10
Exit mobile version