Site icon Ostatnia Tawerna

W drogę do świata fantasy – recenzja komiksu „Helen z Wyndhorn”

Tom King ma na swoim koncie wiele genialnych komiksów. Jego nazwisko na okładce jest dowodem jakości produktu. Czy może jednak Helen z Wyndhorn okaże się pierwszą powieścią graficzną przeczącą tej tezie?

Czy to dzieje się naprawdę?

Helen w Wyndhorn jest dziwnym komiksem. Po jego przeczytaniu nadal do końca nie wiem, co o nim sądzić. Wcale nie chodzi mi o to, że fabuła czy bohaterowie są absurdalni. Chodzi mi tak naprawdę bardziej o sens, bo do teraz nie wiem, co ostatecznie chciał przekazać King w tym komiksie. Zatem przejdźmy do fabuły. Narratorką jest guwernantka Lilith – z jej perspektywy obserwujemy wszystkie wydarzenia (również te przez nią zasłyszane). To ona na polecenie Barnabasa ściąga jego wnuczkę, tytułową Helen, do posiadłości Wyndhorn. Prawdę powiedziawszy, nim jeszcze dorwałem tę powieść graficzną w swoje ręce, to myślałem, że King pójdzie w stronę horroru (nawiedzona rezydencja itd.), tymczasem to jest komiks fantasy. Okazuje się, że w pobliżu posiadłości znajduje się przejście do innego., magicznego świata. Zaś Barnabas w tej równoległej rzeczywistości jest kozakiem, którego wszyscy się boją (niczym Conan Barbarzyńca). I to w zasadzie tyle z fabuły, ponieważ przez całą lekturę brakowało mi jakiegoś szkieletu fabularnego, jakiegoś wyznaczonego celu do osiągnięcia przez głównych bohaterów. Czytałem kolejne zeszyty i nagle nastąpił koniec, ot tak. W teorii można byłoby uznać, że głównym celem było pojednanie się wnuczki z dziadkiem, ale zostało to poprowadzone bardzo krętą ścieżką. Odkrywanie tego niezwykłego świata było bardzo ciekawe, ale jednocześnie King za dużo nie rozwodzi się nad regułami tego uniwersum. Zatem po prostu natkamy się na bogów, potwory różnej maści, królów, ale jaka jest w tym wszystkim hierarchia, cel itd., a także, dlaczego wszyscy tak boją się Barnabasa oraz wielu innych rzeczy po prostu się nie dowiemy. W ogóle zacząłem się zastanawiać czy ta guwernantka w ogóle jest potrzebna, podobnie jak wstawki o tym, co się stało z taśmami z jej wywiadem na temat Heleny z Wyndhorn (w zasadzie cała ta opowieść to zwizualizowany wywiad Lilith). I tak przez moment doszedłem do wniosku, że to bym zmienił, ten świat fantasy poszerzył, ale… z każdą kolejną chwilą dochodzę do wniosku, że tak właśnie miało być. Ta struktura mimo swojej chaotyczności ma jakiś większy sens. Gdy dodamy tu jeszcze takie wątki, jak walka z traumą i alkoholizmem (ojciec Helen był pijakiem, ale też autorem powieści fantasy, który zakończył swój żywot przez powieszenie), poszukiwanie miłości i zrozumienia czy toksyczne relacje w rodzinie, to wyjdzie z tego mimo wszystko wciągający komiks.

Czy to tylko literacka fikcja?

W przeciwieństwie do fabuły nie mam problemu z ocenieniem bohaterów. Zatem, po pierwsze mogę od razu powiedzieć, że polubiłem wszystkich bohaterów. Nawet Helen, pomimo jej problemów z pijaństwem (ma tylko szesnaście lat), okazała się silną bohaterką, która mierzy się z wieloma traumami. Barnabas to typowa głowa rodu z poprzedniego wieku, mająca trudności z okazywaniem emocji. Wypadałoby mi wspomnieć też o lokaju. Jest bezwzględnie lojalny wobec Barnabasa, stoi w jego cieniu, na pierwszy rzut oka jest tylko postacią drugoplanową, ale jednocześnie posiada liczne talenty. W tym okazuje się niezwykle zdolnym wojownikiem! Zatem King ponownie stworzył plejadę barwnych i fascynujących bohaterów, których nie sposób nie polubić. Każdy bohater miał okazję zaistnieć, a nawet taka Lilith, która mimo że jest narratorką, to stoi z tyłu i jest przyćmiewana przez Helenę i jej dziadka, ale też ma genialną scenę, gdzie stawia się Barnabasowi, mimo że ten nie dość, że jest jej pracodawcą, to do tego przeraźliwym pogromcą potworów.

Czy ta olbrzymia rezydencja w ogóle istnieje?

Oprawa graficzna w wykonaniu Bilquis Evely olśniewa od pierwszej strony. Jej styl idealnie pasuje do opowieści fantasy, a co najważniejsze może popuścić wodze wyobraźni, projektując zdumiewające miejsca i jeszcze dziwaczniejsze stworzenia. Natomiast z bohaterów najbardziej spodobał mi się wygląd Barnabasa. Ewidentnie już po samej tężyźnie fizycznej budzi respekt i to pomimo swojego podeszłego wieku. Natomiast jeśli chodzi o wydanie, to komiks ma format identyczny, jak inne jednotomówki Kinga od Egmontu. Na końcu zaś zamieszczono garść okładek alternatywnych, jak i szkice Bilquis, które pokazują, ile musiała się napracować, aby stworzyć ostateczny wygląd Helen i Barnabasa.

Czy warto odkryć sekret posiadłości Wyndhornów?

Z wystawieniem ostatecznej oceny mam problem, bo czuję, że to tylko przyzwoity średniak, o którym dość szybko zapomnę, ale jednak jest coś jednocześnie magicznego i niezwykłego w tym komiksie. To chyba po prostu magia Toma Kinga. Zatem, jak inne jego jednotomowe wybitne dzieła (Człowiek Cel, Gotham rok pierwszy), tak i Helen z Wyndhorn na pewno zostawię w swojej kolekcji. Za jakiś czas chętnie do niej wrócę i być może odkryję w tej powieści graficznej coś więcej.

PS. Na koniec warto podkreślić mocno niewychowawczy charakter książki. Helen w wieku szesnastu lat pije na umór, pali papierosy, a dziadek nie widzi w tym problemu. Jest to niewątpliwie kontrowersyjne, ale pijaństwo po knajpach oraz nadmierna i często bezsensowna przemoc pasowały mi do pulpowego uniwersum fantasy.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.

Nasza ocena: 7,3/10

Helen z Wyndhorn jest nietypowym komiksem, ale tak jak każde inne dzieła Kinga, tak i ta pozycja ma w sobie coś magicznego (zarówno w przenośni jak i dosłownie).



Fabuła: 5,5/10
Bohaterowie: 7,5/10
Oprawa graficzna: 8,5/10
Wydanie: 8/10
Exit mobile version