Wielkie eventy superbohaterskie mają to do siebie, że często obiecują rewolucję, a kończą się na kolejnym pokazie siły, kilku dramatycznych scenach i zapowiedzi, że „teraz wszystko się zmieni”. Dlatego do Władzy absolutnej. Pozbawionych mocy można podejść z pewną rezerwą. DC nieraz już próbowało przekonywać czytelników, że oto nadchodzi przełomowy moment dla całego uniwersum. Tym razem jednak ten szum wokół wydarzenia jest całkiem uzasadniony.
Zanim zacznie się wojna
Amanda Waller od dawna pojawiała się w różnych zakątkach uniwersum DC. Czasem była tylko cieniem w tle, czasem kimś, kto pociągał za sznurki w większych wydarzeniach. Władza absolutna pokazuje, że nie były to przypadkowe epizody. To, co wcześniej wyglądało jak pojedyncze ruchy, teraz układa się w większy plan.
Waller wypowiada wojnę metaludziom, ale robi to w sposób znacznie bardziej wyrafinowany niż klasyczni superzłoczyńcy. Nie chodzi wyłącznie o brutalną siłę, choć tej również tu nie brakuje. W jej arsenale są technologia, polityczne wpływy, manipulacja opinią publiczną, dezinformacja oraz potężni sojusznicy, tacy jak Failsafe czy Brainiac Queen. To nie jest atak jednego szaleńca na Ligę Sprawiedliwości. To systemowa operacja wymierzona w samą ideę superbohaterstwa.
W tym sensie album wypada bardzo współcześnie. Twórcy nie opowiadają tylko o świecie, w którym bohaterowie tracą moce. Kreują też świat, w którym można zniszczyć czyjś autorytet bez zadawania fizycznego ciosu – wystarczy podważyć zaufanie.
Siła bez siły
Motyw pozbawienia bohaterów mocy mógłby być prostą sztuczką fabularną, ale tutaj działa naprawdę dobrze. Superman, Batman, Wonder Woman i pozostali herosi nie są pokazani wyłącznie jako nietykalne ikony, które po kilku stronach wrócą do pełnej formy i rozwiążą problem efektownym ciosem. Zostają rozbici, osłabieni i zmuszeni do działania w świecie, który nagle nie jest już po ich stronie.
To właśnie ta bezradność jest jednym z najciekawszych elementów tomu. Superbohaterowie tracą nie tylko przewagę fizyczną, ale też komfort moralny i społeczny. Opinia publiczna zaczyna patrzeć na nich inaczej, a Waller doskonale wie, jak wykorzystać strach. W efekcie dostajemy historię nie tyle o wielkiej bitwie, ile o próbie przetrwania w rzeczywistości, w której dawni wybawcy zostają uznani za problem.
Bardzo dobrze wypada tutaj także wątek manipulacji obrazem, propagandy i nowych technologii. Motywy związane ze sztuczną inteligencją czy deepfake’ami nie są tylko dekoracją. Mają realny wpływ na fabułę i sprawiają, że konflikt wydaje się bliższy naszym czasom niż kolejne starcie z międzygalaktycznym tyranem.
Najmocniejszą postacią tego tomu jest bez wątpienia Amanda Waller. To przeciwniczka chłodna, bezwzględna i konsekwentna. Nie potrzebuje wielkich przemówień ani teatralnych gestów, żeby budzić niepokój. Jej siła polega na tym, że zawsze wydaje się być o kilka kroków przed wszystkimi. Waller jest tutaj napisana jako osoba, która rozumie mechanizmy władzy lepiej niż większość bohaterów własne moce. Wie, gdzie uderzyć, kogo zaszantażować, kogo złamać i jak sprzedać światu własną wersję wydarzeń. Dzięki temu jej plan robi duże wrażenie, a kolejne porażki herosów są naprawdę odczuwalne. Można jednak mieć do tego jeden zarzut. Momentami skuteczność Waller ociera się o przesadę. Jej plan działa tak dobrze, że czasem trudno nie zadać sobie pytania, czy całe uniwersum DC naprawdę mogło tak długo nie zauważyć, dokąd to wszystko zmierza. To nie niszczy przyjemności z lektury, ale bywa lekko wyczuwalne. Mimo tego jako antagonistka Waller wypada znakomicie.
Mimo dużej liczby postaci i odniesień Władza absolutna pozostaje zaskakująco przystępna. Czytelnicy dobrze znający aktualne serie DC wyłapią więcej kontekstu, zwłaszcza przy wątkach Failsafe’a, Dreamer, Green Arrowa czy wcześniejszych działań Amandy Waller, ale główny konflikt jest jasny nawet bez pełnego przygotowania. Wiadomo, kto atakuje, dlaczego bohaterowie znaleźli się w potrzasku i o co toczy się gra. Niektóre poboczne fragmenty mocniej opierają się na bieżącej ciągłości DC, przez co mogą wybrzmieć słabiej, ale główna oś fabuły dobrze trzyma całość w ryzach.
Najlepiej działa tu pokazanie herosów pod presją – osłabionych, rozproszonych i zmuszonych do improwizacji. Dreamer zostaje wciągnięta przez Waller do brutalnej gry, Green Arrow budzi sporo pytań, a całość nabiera tonu historii o zdradzie, kontroli i utracie zaufania. Graficznie album wypada bardzo solidnie: sceny akcji są dynamiczne, plansze czytelne, a skala wydarzeń dobrze oddana. Widać pewne różnice stylistyczne między rysownikami, ale nie psują one odbioru. Władza absolutna. Pozbawieni mocy to mocne otwarcie eventu – nieidealne, ale wciągające, aktualne i zostawiające z ochotą na ciąg dalszy.
Podsumowanie
Pierwszy tom nie sprawia wrażenia pustego crossoveru sklejanego wyłącznie pod efektowną okładkę. To opowieść, która ma jasny pomysł, mocny punkt wyjścia i przeciwniczkę, która nie potrzebuje kosmicznych mocy, żeby postawić pod ścianą najpotężniejszych bohaterów świata. Amanda Waller wraca tu jako ktoś znacznie groźniejszy niż typowy czarny charakter. Nie chce po prostu wygrać bitwy. Ona chce przejąć kontrolę nad całą narracją.
Nasza ocena: 8,1/10
Superbohaterski blockbuster o kontroli, strachu i utraconym zaufaniu.
Fabuła: 8/10
Bohaterowie: 7,5/10
Oprawa graficzna: 9/10
Wydanie: 8/10
