O Batmanie powstało wiele komiksów. Do tej pory jednak nikt nie skupił swojej uwagi na familii, jaka się utworzyła ze wszystkich osób, które zwerbował Mroczny Rycerz. Czy Batman: Przygody rodziny Wayne’ów okaże się czymś więcej niż tylko głupkowatą komedyjką dla nastolatków?
Szalone i sztampowe przygody nastolatków
Ostatnimi czasy komiksy superbohaterskie coraz bardziej mnie nużą. Jak jeszcze z rok czy dwa lata temu chętnie sięgałem po nie i kupowałem nowe pozycje, tak obecnie mi się trochę przejadły. Z tego powodu wybieram tylko nieliczne pozycje, jak klasyki (Długie Halloween), czy też oryginalne kreacje, tak zwane elseworldy, w postaci na przykład Batmana Impostera. Z tego też powodu zaciekawił mnie komiks autorstwa CRC Payne skupiający się na mocno przyziemnych problemach bohaterów ze świata Batmana. Batman: Przygody rodziny Wayne’ów, to nic innego, jak zwyczajny sitcom, w którym zobaczymy, jak bohaterowie kłócą się o to, kto usiądzie obok Mrocznego Rycerza w batmobilu, albo kto zje ostatnie ciastko Alfreda. Wszystko w formie krótkich, kilkustronicowych rozdziałów. Najdłuższa opowieść składa się z trzech części i opowiada o zauroczeniu Signala. Zawarto tutaj aż dwadzieścia pięć scenek, które prezentują różny poziom. Większość jednak jest, jak dla mnie, bez polotu. Są momenty urocze czy wywołujące delikatny uśmiech na twarzy, ale ostatecznie po prostu nie jestem w stanie kupić tej formuły.
Gdzie są moje oczy?
Bohaterowie też są nijacy, może to z powodu rysunków, bo prawdę powiedziawszy, czasami mieszało mi się, czy w danym kadrze jest Dick, Red Robin czy może Red Hood. Postacie bardzo rzadko zakładają stroje bohaterskie, więc tym łatwiej o pomyłkę. A nijakość w charakterach postaci przejawia się w tym, że mamy do czynienia po prostu ze zwykłymi nastolatkami. Może i Damian Wayne przejawia większą skłonność do agresji od innych, ale nadal ciężko mi wymienić jakąkolwiek inną cechę wyróżniającą, któregokolwiek bohatera. Nawet Batman, gra po prostu typowego ojca w kiepskiej komedii. Wracając jeszcze do kreski, to dla mnie jest trochę zbyt prosta. Zwracają uwagę kadry pozbawione szczegółów, na przykład na niektórych kadrach żadna z postaci nie ma oczu, są tylko brwi, przez co wygląda to… dziwnie. Warto dodać, że na końcu zamieszczono kilka dodatków w postaci szkiców postaci, a także pokazano, jak powstawał komiks, w tym ostateczne logo serii.
Czy warto dołączyć do rodziny Wayne’ów?
Cóż, nie chce mi się rozpisywać o tym komiksie. Według mnie bardziej sprawdzał się w pierwotnej formie, czyli jako komiks internetowy. Ot zamiast mema, mogłeś sobie w przerwie przeczytać krótką scenę z życia rodziny Wayne’ów. Tutaj podkreślę, że warto sobie dawkować rozdziały, bo ciągiem nie da się tego czytać. Niewykluczone, że młodzież o wiele chętniej sięgnie po tę pozycję, bo będą chcieli zobaczyć, jak ich ulubieni superbohaterowie radzą sobie z typowymi problemami nastolatków. Ja w każdym razie po zaspokojeniu ciekawości odpuszczam sobie tę serię, bo nie ma w niej dla mnie nic ciekawego.
Nasza ocena: 5,1/10
Batman: Przygody rodziny Wayne’ów t. 1 jest pierwszym odcinkiem nijakiej, rodzinnej komedii superbohaterskiej.
Fabuła: 4,5/10
Bohaterowie: 4/10
Oprawa graficzna: 5/10
Wydanie: 7/10