Site icon Ostatnia Tawerna

Spiskowe teorie w zamkniętym pokoju – recenzja książki „Generacje”

Ktoś usiłuje manipulować wyborami na pierwszego wśród równych, przywódcę społeczności statku generacyjnego wiozącego ludzkość na nową planetę. Poza tym ktoś inny odkrył spisek, ale nagle zniknął, choć (jak upiera się opis od wydawcy) na Thetis jest to niemożliwe. Tylko jedna sprawiedliwa postanawia ogarnąć ten bajzel… Już to słyszeliście? Pewnie macie rację.

W kosmosie nie da się zniknąć?

Generacje Josephidesa to niewątpliwie książka nagradzana, ale też oparta na wielu założeniach, bez których sporo traci na zapowiadanej przez blurby epickości. To polityczna dystopia science fiction dziejąca się w zamkniętej przestrzeni, rozgrywana pomiędzy niewielką grupką wiedzących mogących zmienić na lepsze lub gorsze losy wszystkich pozostałych — populacyjnego tła.

Intryga jest tu dość zamotana, dopóki czytelnicy zgadzają się z autorem i główną bohaterką, jednak jeśli tylko wyjdziecie poza ciasne ramy tego, co jako możliwe zakładają ci dwoje, rozwiążecie całą enigmę w okolicach setnej strony.

Najbardziej pocieszne jest chyba wspomniane wyżej założenie, że w kosmosie nic nie znika tak po prostu z pokładu pędzącego przezeń statku… z wielkim zsypem biegnącym przez środek.

Każdy postkomunistyczny blok dałby się wystrzelić poza planetę za taką funkcjonalność. Drugie dziwactwo, które zapewniło mi kilka godzin googlowania, żeby potwierdzić coś, co pamiętałam ze studiów, obala całą złolową intrygę. Czy wobec tego w ogóle warto po taką książkę sięgać?

Teorie spiskowe, nasz chleb powszedni

Fabuła Generacji to jedna wielka teoria spiskowa — polityczni przywódcy są tu skorumpowaną samolubną bandą, planującą zagładę lub podporządkowanie kolejnych pokoleń (stąd tytuł!), zapewniając przy okazji bezpieczną ścieżkę kariery swoim potomkom.

Przynajmniej nie są wampirami, jednak jak na idiotów (wiadomo) przystało, konstruują plan pozbawiony jakichkolwiek alternatyw, dzięki czemu od razu wpadają w panikę, kiedy tylko jedna aspołeczna archiwistka za bardzo się ich czepia.

Moim zdaniem mądrość płynąca z tej książki objawia się czytelnikom bardzo szybko i głosi: jeśli masz niecne zamiary, olewaj wszelkich niedoszłych sygnalistów. Znudzi im się, a ty nie nakręcisz spirali błędów godnej negatywnej postaci z pierwszych Bondów.

Ta książka wpisuje się w powracający co jakieś piętnaście lat nurt zainteresowania tą prawdą, co jest gdzieś tam, i w kwestii której nie wolno wierzyć nikomu (a już na pewno nie rządowi czy różnym Palaczom). Kochamy takie historie, ja na pewno.

I wiem, że szperając za kolejnym wariantami tej opowieści, trafię na rzeczy będące tylko odcinaniem kuponów albo zwyczajnie niedokładnie zrobione.

Dlatego po Generacje sięgnęłam, ale potem starałam się nimi nie ciepnąć przez okno. Niestety, książka nie ma nie tylko wiarygodnego zawiązania intrygi, ale także interesujących bohaterów ani ciekawego języka (choć została rzetelnie przetłumaczona).

Jeśli lubicie czytać o spiskach organizowanych w bardzo ograniczonych przestrzeniach, sięgnijcie raczej po Silos Hugh Howeya (my pisaliśmy o serialowej adaptacji), obejrzyjcie Fallout. Dla tych z zacięciem historycznym polecam Oślizgłe macki, wiadome siły Piotra Tarczyńskiego, przynajmniej pozwolą wam zrozumieć, dlaczego Generacje zdobywają w USA nagrody.

A na koniec SPOJLER, czyli post scriptum dla zaintrygowanych, czego to szukałam w internetach. Otóż czynienie zła opiera się w Generacjach na wszczepianiu ludziom genu, który pod wpływem określonego światła podczerwonego sprawia, że roztapia im się mielina pokrywająca nerwy. Natychmiast!

Jest to głupie z kilku powodów (np. strawienie tłuszczy w pokrywie mielinowej to nie takie hop-siup, a podczerwień penetruje bardzo płytko, ale to drobiazg). Najciekawsze jest to, że główna bohaterka przed podczerwienią broni zarodka!

Jak zapewne kojarzycie, zarodki nie mają za bardzo układu nerwowego (mają zwykle kilka lub kilkanaście komórek), a sama mielinizacja rozpoczyna się co prawda jeszcze w ciąży, ale około piątego miesiąca, a trwa do szóstego roku życia. Czyli np. taki noworodek dałby radę naprostować skutki złolskiego naświetlania.

Nasza ocena: 6/10

Czytadło SF oparte na słabych założeniach światotwórczych

Fabuła: 5/10
Bohaterowie: 5/10
Styl: 6/10
Wydanie: 8/10
Exit mobile version