Site icon Ostatnia Tawerna

Śmiech przez fantastykę – recenzja magazynu „LandsbergON”

W czasach, gdy codzienność coraz rzadziej daje powody do uśmiechu, LandsbergON próbuje zrobić coś zupełnie odwrotnego. Najnowszy numer Gorzowskiego Magazynu Fantastycznego obiecuje humor, lekkość i dobrą zabawę. Choć, jak szybko się okazuje, pod tą warstwą kryje się całkiem sporo niepokojących refleksji.

Najnowszy numer magazynu LandsbergON rozpoczyna się — zgodnie z tradycją — wstępniakiem redaktora naczelnego, Mariusza Sobkowiaka. Już na samym początku zdradza on, czego możemy spodziewać się po świeżym wydaniu. Okazuje się, że w czasach, gdy na świecie dzieje się wiele niepokojących rzeczy, gorzowska redakcja postanowiła choć na chwilę osłodzić czytelnikom rzeczywistość i postawić na humor. Ma być lekko, przyjemnie, z przymrużeniem oka, ale jednocześnie — jak zapewnia redaktor — z dużą dawką prawdy ukrytą między wierszami. Pada nawet obietnica, że w trakcie lektury nie zaatakuje nas żaden smok. I w tym wszystkim tkwi pewien mały podstęp… ale po kolei.

Jak zwykle w pierwszej kolejności skupiam się na opowiadaniach, bo to one stanowią serce Gorzowskiego Magazynu Fantastycznego. Na otwarcie otrzymujemy tekst Anny P. Szarajko zatytułowany „Gorzowski Festiwal Fantastyczny”. To historia, w której podczas konwentu ludzkie myśli zaczynają materializować się i stają się rzeczywistością. Niestety — niekoniecznie taką, jakiej moglibyśmy sobie życzyć. Do akcji muszą więc wkroczyć specjalni agenci, którzy spróbują zaprowadzić porządek, gdy w mieście najpierw pojawia się gigantyczny Czerw z Diuny, a następnie wampiry i wilkołaki rodem ze Zmierzchu. To bardzo udane, humorystyczne nawiązanie do klasyki popkultury, pełne parodii i sytuacji wywołujących uśmiech (panie Mariuszu — sukces odnotowany). Po lekturze aż żałuję, że nie udało mi się dotrzeć do Gorzowa na konwent. Jeśli takie atrakcje są na porządku dziennym, to może na kolejny już się wybiorę?

Kolejnym lekkim i zabawnym tekstem jest „Na etacie straszaka bulwarowego” Joanny Łebkowskiej. Dowiadujemy się z niego, że po Gorzowie Wielkopolskim grasują topielce. I nie są to wcale jedyne istoty znane z legend i podań, jakie można tam spotkać. Autorka pozwala nam przyjrzeć się im bliżej, pokazując, że wcale nie muszą być straszne. Owszem — czasem ukradną rower albo narobią bałaganu, ale ogólnie da się z nimi żyć. Co więcej, potrafią być zabawniejsze niż niejedna kreskówkowa postać.

„XIV Futuro Kongres w Nowym Landsbergu” autorstwa Dariusza Jacka Bednarczyka przenosi nas z kolei w odległą przyszłość. To opowieść osadzona w konwencji science fiction, przyjmująca formę pierwszoosobowego raportu z tytułowego kongresu. Autor bawi się językiem — całość napisana jest stylizowaną polszczyzną, przypominającą staropolszczyznę, ale wzbogaconą o zapożyczenia z języka angielskiego. Efektem są perełki w rodzaju: „Nikt nie dostąpił nam pola. A jak! Dali my speedu niczym huragan na Wenus”. Zabieg ciekawy, lekki i zdecydowanie przyjemny w odbiorze.

Duże wrażenie zrobił na mnie również „Problem” Michała Narożniaka. To właśnie tutaj ożywa Dominanta — gorzowska wieża widokowa o dość nietypowym kształcie. Przyznam szczerze, że sam musiałem sprawdzić, czym dokładnie jest ta budowla, więc przy okazji otrzymałem subtelną reklamę miasta. Samo opowiadanie czyta się bardzo dobrze — fabuła jest prosta, ale wciągająca. A na końcu… pojawiają się smoki. Czyli jednak ktoś nas we wstępniaku trochę oszukał!

Oczywiście to tylko żart, ale faktem jest, że w kolejnych trzech opowiadaniach humor ustępuje miejsca znacznie poważniejszym tonom. „Czekolada z orzechami” George’a Dimitriu to krótka, ponura wizja roku 2030, w której sztuczna inteligencja przejmuje kontrolę nad ludźmi, kształtując nasze wybory, gusta i potrzeby. Scenariusz, który — niestety — wcale nie wydaje się nierealny. Jeszcze mocniej działa „Aktor” Krzysztofa T. Dąbrowskiego. Świat przyszłości przedstawiony w tym opowiadaniu każe płacić dosłownie za wszystko — nawet za możliwość wyjścia z mieszkania. Brak pieniędzy i wersji premium oznacza jedno: reklamy. I to nie jest nawet najgorsze, co może spotkać bohatera. Historia zdecydowanie daje do myślenia. Całość zamyka „Grabarz” Sebastiana Balińskiego — mroczna, ciężka opowieść z wyraźnym dreszczykiem. Gdyby kiedyś powstał na jej podstawie film, mielibyśmy bardzo solidny horror lub thriller z mocnym finałem.

Jak zawsze LandsbergON to także warstwa graficzna. Okładkę przygotował Sebastian Górny i — podobnie jak wcześniej wspomniany Michał Narożniak — skutecznie zachęcił mnie do poszukania informacji o Gorzowie. Widzimy na niej mężczyznę w stroju kąpielowym, klapkach i z leżakiem, wysiadającego z rakiety na Księżycu. To Janusz Gorzowski — bohater miejskiej rzeźby, którą można zobaczyć na miejscu. W środku znajdziemy również prace Sebastiana Trzoski, który prezentuje cykl rysunków określanych przez niego jako „rysunkowy dziennik o otwartej formule — konstelacje hermetycznych absurdów”. Są one niecodzienne, momentami dziwne, ale zdecydowanie intrygujące. Z kolei Waldemar Jagliński pokazuje obrazy silnie nawiązujące do science fiction — pełne kosmicznych statków, rakiet i przedstawicieli pozaziemskich cywilizacji.

Autor: Waldemar Jagliński

Najnowszy numer LandsbergON-u udowadnia, że humor i fantastyka mogą iść w parze z refleksją nad światem, w którym żyjemy — i tym, który może nas czekać. Choć redakcja obiecuje lekkość i uśmiech, pod powierzchnią wielu tekstów kryją się zaskakująco trafne obserwacje dotyczące współczesności i przyszłości. To numer różnorodny, przemyślany i — jak zwykle — mocno osadzony w lokalnym klimacie. Jeśli ktoś szuka fantastyki z dystansem, pomysłem i odrobiną gorzowskiego charakteru, to zdecydowanie warto sięgnąć po ten numer. Nawet jeśli gdzieś po drodze trafi się smok.

Exit mobile version