Site icon Ostatnia Tawerna

Rozstawianie pionków na kosmicznej szachownicy – recenzja komiksu „Sfery. Uwertura”, t. 1

Rysownik dobrze przyjętego Excalibura: Kroniki od Lost in Time, tym razem wziął się za prawdziwą space operę. Na dodatek już nie tylko jako artysta, ale też scenarzysta. Czy pisarstwo Alaina Briona dorównują jego przepięknym, malowniczym planszom?

Kosmiczne wojaże

Tytułowe Sfery to tajemnicze obiekty, które pojawiły się w okolicy Jowisza. Główny wątek koncentruje się właśnie na tym elemencie, ale w tomie pierwszym pojawia się też wiele innych ciekawych odnóg fabularnych. Uzależniona od narkotyków Nello’o jest szantażowana i wyrusza na Europę, aby ocalić siostrę. Seek’k jest pozornie jednym z wielu zabójców pozbawionych osobowości. Widzimy, jak wykonuje zlecenia swoich panów. Na chwilę obecną to jeden z pionków, który nie ma większej roli. Prawdopodobnie dopiero w drugiej części okaże się, jak istotna jest to postać. Na Europie rządzi Lum’m, ale niestety brakuje jej charakteru, więc podwładni jej nie szanują ani nie słuchają. Pojawia się też najważniejsza postać, czyli pułkownik Prax’x z obsesją na punkcie Sfer. Przybywa on wraz z Nello’o na Europę i przejmuje dowodzenie nad stacją. Naprawdę ciężko mówić tutaj o fabule, bo autor przede wszystkim buduje w tym tomie świat i rozstawia wszystkie pionki. Wygląda to fascynująco, ale trochę się obawiam, czy Alain Brion na pewno wie, dokąd zmierza. O, jest jeszcze ciekawy wątek związany z jedyną słuszną religią, a także sektą… Wszystkie znaki na niebie i ziemi krzyczą, że to będzie dobre, ale pierwszy tom, jedynie zapowiada przyszłe wydarzenia. Dlatego z pewną ostrożnością daje od siebie solidną siódemkę. Szczerze liczę, że po trzecim tomie, całą serię ocenię na dziewiątkę.

Tajemnicze Sfery z Jowisza

Nie miałem wcześniej styczności z twórczością Alaina Briona. Niemniej od samego początku jego kreska przypadła mi do gustu. Ewidentnie ma smykałkę do rysowania kosmicznej przestrzeni. Zwłaszcza pięknie się prezentuje skuty lodem księżyc Jowisza – Europa. Do wydania mam tylko jedno zastrzeżenie, a mianowicie wolałbym Sfery wypuszczone w formie zbiorczego tomu. Poza tym jest to standardowy, wysoki poziom charakterystyczny dla dzieł wydawanych przez Lost in Time. Wspomnę jeszcze, że na pierwszej stronie zamieszczono chronologię opowiadającą o tym, co wydarzyło się w tym uniwersum przez ponad pięćset lat od czasu pierwszego lotu w kosmos. Co jednak jeszcze ciekawsze, na wyklejce przedstawiono wszystkich najważniejszych uczestników tej historii. Poza danymi na temat wieku, osobowości, wyglądu i kariery zawodowej znajdziemy też charakteryzujący ich cytat – świetny zabieg.

Czy udzieliła mi się obsesja pułkownika Prax’xa ?

Mam problem ze Sferami. Widzę tu naprawdę spory potencjał, bo dość szybko wkręciłem się w tę historię, ale za szybko się ona skończyła. Tak naprawdę pierwszy tom, to dopiero rozstawianie pionków. Przez to ma się lekkie poczucie obcowania z niepełnym produktem. Zresztą sam podtytuł wskazuje, że jest to dopiero zapowiedź. Na pewno sięgnę po kolejną część, ale nim ją przeczytam, obowiązkowo ponownie przerobię tom pierwszy. Przez to mam problem z ostateczną oceną, bo Sfery mogą być jedną z najlepszych serii science fiction, ale tak naprawdę dopiero drugi tom pokaże, dokąd to wszystko zmierza. Nie mam pojęcia też czy zagadka Sfer okaże się interesująca, a może właśnie będzie jednak rozczarowująca – jest tu naprawdę wiele niewiadomych. Zatem pozostaje mi czekać z pewną obawą na kontynuację. Dlatego też Wam, Drodzy Czytelnicy, sugeruję trzymać rękę na pulsie i poczekać z zakupem, a już na pewno z czytaniem do czasu premiery drugiego tomu.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.

Nasza ocena: 7,5/10

Sfery t. 1 to bardzo dobry wstęp, przed akcją na skalę międzygwiezdną. Niestety pozostawia też spory niedosyt.



Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 7/10
Oprawa graficzna: 8/10
Wydanie: 8/10
Exit mobile version