Lost in Time ma w swojej ofercie mnóstwo świetnych komiksów science fiction, wystarczy wspomnieć choćby o Świecie Arkadiego, Siberii 56 czy Księżycowym jeleniu. Czy Czarny horyzont, już trzeci komiks Pelaeza wydany w Polsce, zasłuży na miejsce na półce obok wymienionych wcześniej powieści graficznych?
Odkrywanie nowej planety
Po raz pierwszy miałem przyjemność obcować z twórczością Pelaeza przy okazji recenzji komiksu Dziewięć. Choć nie była to wyjątkowo wybitna powieść graficzna, to na tyle mi się spodobała, że dotąd mile ją wspominam. Między innymi z tego powodu sięgnąłem po kolejne dzieło tego twórcy, czyli komiks pt. Nikt. I moje wrażenie były bardzo podobne, zatem nic dziwnego, że z wielką chęcią wziąłem do recenzji Czarny horyzont. Skoro Pelaez napisał dwie naprawdę dobre historie, to bez żadnych obaw zagłębiłem się w recenzowaną pozycję, aby srodze się rozczarować. Choć początek opowieści był bardzo obiecujący. Wyobraźcie sobie planetę, której część jest odgrodzona czarną ścianą. Każdy, kto ją przekroczy, już nie wraca w jednym kawałku. Co zatem tam może się kryć? Niestety rozwiązanie tej zagadki nie okazało się zbyt satysfakcjonujące, choćby z tego względu, że dość szybko wracamy do znanej części wszechświata. Byłem przekonany, że Czarny horyzont, podobnie jak Siberia 56 czy Świat Akradiego, przede wszystkim będzie nam pokazywał nowy, tajemniczy i niebezpieczny świat. Tymczasem na pierwszym planie jest polityka, tyrania i wielki bunt i do tego Pelaez zaserwował to w wyjątkowo oklepanej formie.
Banda morderców
Zważywszy, że wojsko nie było w stanie przekroczyć czarnego horyzontu, to dowództwo zdecydowało się wysłać tam grupę przestępców, a konkretnie: dwójkę terrorystów (Judith i Benjamin), trzech morderców (Barouk, Tobie i Esther) oraz zabójcę na zlecenie Daniela. Oczywiście skazańcy nie zamierzają iść na pewną rzeź, więc przejmują okręt i próbują uciec. Jednak liczna flota oblegająca tę planetę zmusza ich mimo wszystko do wlecenia w czarny horyzont. Jednak najciekawsze jest to, że część okrętów, która ich ścigała i starała się uniemożliwić im ucieczkę, jak gdyby nigdy nic wlatuje za nimi! Nie zdradzę, co się kryje za czarną zasłoną, jak ktoś chętny, niech odkrywa to na własną rękę, a ja przejdę do głównej części fabuły. Otóż okazuje się, że galaktyka jest ciemiężona przez gubernatora. Zatem nasi przestępcy się buntują, organizują ruch oporu… I mniej więcej w tym momencie straciłem zainteresowanie całą fabułą. Przewijają się tutaj zbędne wątki, ale jeszcze więcej jest elementów niewykorzystanych. Najbardziej boli to w przypadku postaci. Daniel, zabójca perfekcjonista, z ciekawą retrospekcją od początku przedstawiany i budowany jako jedna z ważniejszych postaci, ale koniec końców jego rola jest kompletnie zmarnowana i zmarginalizowana. Najważniejszą postacią okazuje się Esther. Nasza morderczyni ma ciekawą przeszłość, a do tego powiązana jest z gubernatorem! Do tego jej rola w finale jest najjaśniejszym punktem tego komiksu, łącznie z lekcją o tyranii, jaka płynie właśnie z tego zakończenia. Niemniej, poza Esther pozostałe postacie są jedynie wydmuszkami, łącznie z niczym niewyróżniającym się głównym złym tej opowieści, czyli gubernatorem. Nie mam pojęcia, po co Pelaez wprowadził tyle postaci, skoro na większość nie miał pomysłu. Wystarczy spojrzeć na grupę sześciu przestępców, spośród których zapomniałem o trójce (Barouk, Tobie, Benjamin). Ani nie odgrywali istotnej roli w fabule, ani nic ciekawego się o nich nie dowiadujemy. Mógłbym jeszcze wyciągnąć na wierzch kilka innych słabych i zbędnych elementów (np. krwawy sport dla skazańców), ale szkoda mi już nerwów. Strasznie się zawiodłem na Czarnym horyzoncie, bo po Pelaezie spodziewałem się jednak ciekawszej historii.
Podróż do piekła
Na tylko dwie rzeczy nie da się narzekać w Czarnym horyzoncie, a mianowicie na oprawę graficzną i wydanie. Benjamin Blasco-Martinez jest genialnym rysownikiem. Wystarczy spojrzeć już na samą fenomenalną okładkę. We mnie rozbudziła wielki apetyt na odkrywanie tej historii. Podobnie było z kosmicznymi grafikami w środku. Benjamin ma rozmach i kosmiczne starcia wyglądają doprawdy spektakularnie. Szkoda tylko, że pomimo iż było na co popatrzeć, to słaba fabuła dość szybko przyćmiła mój zachwyt nad ilustracjami Blasco-Martineza. Wydanie, jak to w przypadku Lost in Time, zachwyca od samego początku. Aż chciałoby się postawić tę piękną cegiełkę na półce obok pozostałych komiksów Pelaeza. Niestety nie tym razem. Bardzo rzadko i z wielką niechęcią wypycham z kolekcji komiksy od LIT. W tym wypadku jednak rozczarowanie było na tyle duże, a z każdym kolejnym dniem się tylko pogłębiało, więc zdecydowałem się dość szybko pozbyć Czarnego horyzontu.
Czy warto odkryć, co kryje się za czarnym horyzontem?
Gdyby nie to, że przeczytałem wcześniej Dziewięć i Nikt od Pelaeza, to może moja ocena Czarnego horyzontu byłaby trochę wyższa. Boli mnie to tym bardziej, że przy wcześniejszej recenzji wspominałem, że Pelaez umie tworzyć bohaterów z krwi i kości, że to oni są sercem jego komiksów. I okazało się, że dotyczy to tylko protagonistów, bo w recenzowanej powieści graficznej główna bohaterka, czyli Esther jako tako daje jeszcze radę, niestety pozostali bohaterowie robią jedynie za bezbarwne tło. To też nie jest tak, że całkowicie odradzam zakup tego dzieła. Nie, bo to taki akcyjniak, przy którym da się dobrze bawić, choć w moim odczuciu jest on z gatunku tych do przeczytania i zapomnienia. Warto jednak zwrócić uwagę, że Lost in Time ma w swojej ofercie tyle genialnych komiksów science fiction, że szkoda tracić czas na Czarny horyzont. Poza wcześniejszymi powieściami graficznymi Pelaeza warto też sięgnąć po Siberie 56 i Eternum Beca, Sfery Briona, Świat Arkadiego Cazy, a do tego po chyba najlepszy debiut komiksowy, czyli Księżycowego Jelenia. I to są komiksy, które warto promować, bo recenzowana pozycja nie dorasta im nawet do pięt!
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.
Nasza ocena: 6,7/10
Czarny horyzont jest wielkim rozczarowaniem, co tym bardziej boli, bo za scenariusz odpowiada Pelaez, autor dwóch naprawdę bardzo dobrych komiksów science ficition.
Fabuła: 5,5/10
Bohaterowie: 5/10
Oprawa graficzna: 8,5/10
Wydanie: 8/10
