Saint Seiya. Rycerze Zodiaku to jeden z tych tytułów, przy których określenie klasyk naprawdę nie jest przesadą. Masami Kurumada stworzył mieszankę mitologii, widowiskowych pojedynków i charakterystycznych zbroi, która nawet po latach potrafi uruchomić wspomnienia.
Klasyk, który dorastał razem z całym pokoleniem
Saint Seiya ma swoje początki w latach 80 – manga zadebiutowała w Weekly Shōnen Jump pod koniec 1985 roku, a regularna publikacja serii trwała do 1990 roku. Autorem jest Masami Kurumada (odpowiada zarówno za scenariusz, jak i rysunki), który to połączył klasyczny shōnenowy schemat walki z niezwykle charakterystycznym pomysłem wojowników noszących zbroje związane z gwiazdozbiorami. Dla wielu polskich millenialsów ta historia ma jednak jeszcze jeden wymiar – sentymentalny. Dzięki sławnemu z puszczania anime kanałowi RTL7 także i Rycerze Zodiaku weszli do swoistego kanonu produkcji z naszego dzieciństwa. Powrót do mangi po latach ma więc dla mnie coś z otwierania starego pudełka ze skarbami, tylko tym razem zamiast kasety VHS dostałam porządne wydanie kawałka mojej przeszłości na półce.
Bogowie, władza i Zbroje
Fabuła sięga do odwiecznego konfliktu pomiędzy bogami. Atena, opiekunka ludzkości, co pewien czas odradza się na Ziemi, by stanąć w obronie ludzi przed Hadesem, władcą świata zmarłych. Po jej stronie walczą rycerze Ateny, których zadaniem jest ochrona bogini i świata przed siłami, które chcą go zniszczyć. Ich niezwykłą bronią są święte zbroje związane z gwiazdozbiorami, które otrzymują wybrani wojownicy. Pierwszy tom historii pokazuje nam jednak, że przeciwnik potrafi pojawić dobrze się zakamuflować.Już na start dochodzi do walk w głównym Sanktuarium, gdy jeden z rycerzy zmienia stronę, do której przynależał. Po początkowych wydarzeniach przenosimy się do czasów bardziej współczesnych i poznajemy Seiyę, młodego wojownika, który trafia do Grecji, by pod okiem swojego mistrza zdobyć Zbroję Pegaza. Od tego momentu jego droga splata się z losem Ateny i rozpoczyna się historia Rycerzy, którzy będą musieli stanąć do walki w obronie bogini i ludzkości.
Retro, które zachwyca
Czy rysunki Kurumady każdemu przypadną do gustu? Niekoniecznie. Widać tutaj wyraźnie epokę, z której pochodzi manga, a proporcje postaci, dynamika kadrów i sposób przedstawiania walk mogą wymagać od współczesnego czytelnika chwili przyzwyczajenia. Właśnie w tym tkwi jednak część uroku Saint Seiya. To manga z własnym językiem wizualnym i bardzo konkretnym klimatem, którego nie da się pomylić z żadnym współczesnym shōnenem. Fabularnie pierwszy tom daje nam od samego początku niesamowity miks: połączenie mitologii i wszechobecnego w niej motywu przeznaczenia, do tego potężne zbroje obdarzające nadnaturalnymi zdolnościami i efektowne pojedynki. Mamy tu też piękny wątek głównego bohatera, który odkrywa swoją siłę i rozpoczyna walkę o coś znacznie większego niż własny interes.
Premium manga dla kolekcjonerów
Nie mogę pominąć kwestii samego wydania – większy od standardowego mangowego format dobrze służy ilustracjom, a twarda oprawa, obwoluta i wszyta zakładka sprawiają, że tom prezentuje się naprawdę premium. To zdecydowanie pozycja, którą chce się mieć na półce, szczególnie jeśli Saint Seiya było kiedyś częścią dzieciństwa. Pierwszy tom dla mnie osobiście okazał się jednocześnie powrotem do klasyki i całkiem dobrym czasem na odkrycie Rycerzy Zodiaku na nowo, gdyż wcześniej znałam wyłącznie anime. Pewnie nie wszystko zestarzało się tutaj idealnie, ale charakter tej historii przetrwał więc ja dałam się porwać.
Nasza ocena: 8,2/10
Warty poznania klasyk z pięknym wydaniu.
Fabuła: 9/10
Bohaterowie: 7/10
Oprawa graficzna: 8/10
Wydanie: 9/10
